TT: Wystrzelała Rio i… została w domu

0
80

Beata Bartków–Kwiatkowska powinna być teraz w Rio de Janeiro i za kilka dni rozpocząć walkę o olimpijskie medale. To jedyna zawodniczka tyskiego klubu, która wywalczyła prawo startu w Igrzyskach Olimpijskich. Oczywiście jest Karolina Naja, wychowanka MOSM Tychy, ale teraz nasza kajakarka reprezentuje barwy innego klubu. Na paraolimpiadę wybiera się z kolei tyszanka Karolina Hamer, będąca zawodniczką katowickiego Startu.
Beata Bartków–Kwiatkowska zdobyła przepustkę do Rio, trenując w tyskim klubie – Śląskim Towarzystwie Sportowym. To drugi olimpijski awans w dorobku zawodniczki, cztery lata temu reprezentowała Polskę podczas IO w Londynie.
Brązowa medalistka mistrzostw Europy w Moskwie, wywalczyła prawo startu w Olimpiadzie na początku roku, podczas eliminacji mistrzostw Europy. Przez kilka miesięcy przygotowywała się do startu w Rio, jednak wywalczone przez nią miejsce przypadło komuś innemu. – Byłam zaskoczona tą decyzją, bo przecież miejsce na Igrzyska zdobyłam sama, bezpośrednio na zawodach, w rywalizacji sportowej – powiedziała zawodniczka. – Niestety, Polski Związek Strzelectwa Sportowego i trener kadry zadecydowali, że pojedzie ktoś inny. W takiej samej sytuacji jest także mój kolega, reprezentujący Zawiszę Bydgoszcz. Trudno nie być rozgoryczonym, bo najpierw – ku wielkiej radości wszystkich – wywalczyliśmy prawo startu na olimpiadzie w Rio de Janeiro, a potem przez kilka miesięcy robiliśmy wszystko, by jak najlepiej przygotować do tak ważnego startu…
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy Krzysztofa Rymskiego, trenera klubowego Beaty Bartków-Kwiatkowskiej, byłego szkoleniowca reprezentacji Polski:
– Są dyscypliny sportu, w których światowe federacje tworzą przed igrzyskami listy rankingowe. Zawodnik, który zdobywa wysokie miejsce na ważnej imprezie, trafia na listę i ma zapewniony start na igrzyska. Jest to o tyle dobre, że nie ma żadnych możliwości manewru, ale wadą tego rozwiązania jest to, że jeśli zawodnik, z jakichś przyczyn, np. z powodu kontuzji nie może jechać, na jego miejsce trafia kolejny z rankingu, bez względu na to, z jakiego jest kraju. Jeśli chodzi o strzelectwo sportowe, przyjęto zasadę, że zawodnik zdobywa miejsce nie tyle dla siebie, co dla kraju. Beata Bartków-Kwiatkowska formalnie zdobyła miejsce na Olimpiadę w Rio, jednak równocześnie – dla Polski. Wszystko po to, by – jeśli zdarzy się coś nieprzewidzianego – miejsce nie „odlatywało” z danego kraju. Problem w tym, że każdy zawodnik miał jednakowe szanse na wywalczenie olimpijskiej nominacji, tym bardziej, że zawodów, podczas których można zdobyć nominacje olimpijskie, było osiem. I wszyscy ci „zamiennicy”, którzy jadą do Rio, byli na tych zawodach i startowali po te 8 razy i każdy z niech mógł wyprzedzić Beatę, ale tego nie zrobił. To samo dotyczy Wojtka Knapika z Zawiszy Bydgoszcz, który także zdobył nominację i zostaje w kraju. W przypadku naszej zawodniczki nie mamy do czynienia z kontuzja, chorobą, czy nagłą obniżką formy, a mimo to jedzie ktoś inny – dziewczyna, z którą Beata wygrała właśnie podczas eliminacji ME na Węgrzech, gdzie wywalczyła miejsce olimpijskie. Co więcej, gdyby Beata nie zdobyła miejsca na Igrzyska, obecna trenerka kadry w ogóle nie pojechałaby do Rio i oczywiście nie zabrała ze sobą zawodniczki, którą wybrała. Przypomnę także, że po Olimpiadzie w Londynie prezes Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego zapowiedział, że na Igrzyska pojadą ci, który zdobędą miejsce. Mogę to skomentować tak: pamięć ludzka jest bardzo ulotna…
Foto: Archiwum prywatne