Ewa Ziętek bez scenariusza

0
103
fot. MBP Tychy

Chyba nikt, kto w deszczową wrześniową środę przyszedł do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach na spotkanie z Ewą Ziętek, nie spodziewał się takiej dawki humoru, energii i anegdot. Aktorka teatralna i filmowa spotkała się z publicznością w ramach cyklu „Tury Kultury”. Rozmowę poprowadził Marcin Michrowski.

Już na początku spotkania Ewa Ziętek przyznała, że do Tychów wraca z dużą sympatią.

– Na Śląsk zawsze z takim ciepłem w sercu wracam. Lubię nie tylko tę ziemię, ale przede wszystkim ludzi. Jest tu jakoś inaczej – bardziej rodzinnie, domowo, cieplej – mówiła.

I rzeczywiście, atmosfera spotkania od początku była daleka od oficjalnej rozmowy o karierze. Było dużo śmiechu, spontanicznych ripost i historii, których próżno szukać w typowych biografiach.

„Czasem warto być aktorką”

Jedną z najbardziej barwnych była opowieść o drodze do warszawskiej szkoły teatralnej. Decyzja o zdawaniu egzaminów nie spotkała się początkowo z entuzjazmem ojca.

– Powiedział: „Nie dam grosza na komediantkę” – wspominała aktorka.

Nie zamierzała jednak rezygnować. Rano, w dniu egzaminu, mama obudziła ją wcześnie, dała pieniądze na podróż i poradziła: „Weź tę czarną sukienkę, bo ona wyszczupla”.

Do Warszawy pojechała sama, a przed komisją stanęła jako bardzo młoda dziewczyna, która – jak przyznała – niewiele wiedziała o świecie teatralnym. W komisji zasiadali m.in. Aleksander Bardini, Jan Kreczmar, Ryszarda Hanin i Jan Świderski. Ziętek wspominała, że patrzyła na nich i myślała: „Ludzie, to oni żyją?”.

Postanowiła zwrócić na siebie uwagę w dość nietypowy sposób – od razu po „dzień dobry” głośno zapytała, czy może zdjąć buty. Egzamin zakończył się sukcesem, a wkrótce Ewa Ziętek rozpoczęła również współpracę z Andrzejem Wajdą. Wspominając początki swojej kariery, podkreślała, że wtedy wiele rzeczy działo się spontanicznie, bez szczegółowych instrukcji i bez dzisiejszej wiedzy o tym, jak funkcjonuje branża.

Dużo miejsca poświęciła swoim profesorom i szkole teatralnej, którą wspomina jako czas spotkania z wielkimi autorytetami. Szczególne miejsce zajmował w jej opowieści Aleksander Bardini. Aktorka przywołała sytuację, gdy po wykonaniu piosenki usłyszała od niego: „Pani Ziętek, pani jest zakochana w sobie – to z wzajemnością. Ja radzę, żeby jedna osoba się w pani odkochała”.

– Myśmy go kochali. Miał takie puenty i takie riposty – wspominała. –Potrafił dać uwagę, która była jednocześnie zabawna i bardzo trafna.

Wspomnienia dotyczyły także pracy z największymi nazwiskami polskiego kina i teatru. Ewa Ziętek mówiła o Andrzeju Wajdzie, Stanisławie Barei oraz aktorach, z którymi spotkała się na scenie Teatru Kwadrat.

Widzowie kochali ten serial

W rozmowie nie mogło zabraknąć „Złotopolskich”, serialu, który przez lata przyciągał przed telewizory miliony widzów. Aktorka wspominała nie tylko popularność, ale przede wszystkim atmosferę pracy.

– To było prawie jak rodzina. Ekipa techniczna była ze sobą cały czas przez 13 lat – mówiła.

Widzowie byli zresztą niezwykle zaangażowani w serialowe życie bohaterów. Aktorka opowiedziała o liście, który otrzymała od jednej z fanek. „Pani ma w kawiarni takie firanki z żółtego kordonka. U nas jest tylko biały. Czy pani mogłaby powiedzieć, gdzie pani kupiła ten żółty kordonek?” – brzmiała prośba widzki.

Obok śmiechu pojawiły się jednak także bardzo osobiste refleksje dotyczące sensu aktorstwa. Szczególne miejsce w rozmowie zajęła „Nieostrość widzenia” – monodram poświęcony Zofii Książek-Bregułowej. Ziętek opowiadała, że kiedy zobaczyła reportaż o niej, natychmiast poczuła, że chce opowiedzieć jej historię ze sceny.

– Zakochałam się. Bogu dziękowałam, że jeszcze coś mnie zajmuje, że jakaś postać mnie zachwyca i że ja to chcę zrobić – wyznała.

Aktorka przyznała również, że w jej zawodowym życiu zdarzały się momenty zwątpienia. Jednocześnie zauważyła, że czasem wystarczy jedno krótkie zdanie od widza, by odzyskać przekonanie, że obrana droga ma sens.

– Podeszła do mnie kobieta i powiedziała: „Ja tylko chciałam powiedzieć, że pani nam daje dużo radości swoim graniem” – wspominała.

Podróże dalekie i bliskie

W drugiej części spotkania było jeszcze więcej powodów do śmiechu. Ewa Ziętek opowiadała o podróżach z Tadeuszem Chudeckim, który – jak żartobliwie określiła – „jest wariatem”. Wspominała wyprawę przez kilkanaście krajów Azji, Chiny, szybkie pociągi, wielkie miasta, a także Islandię i Norwegię.

– Ważne w tych podróżach było to, że było zawsze dużo śmiechu, takiej bliskości i radości – mówiła. Nie zabrakło historii o bardzo tanich lotach, wielogodzinnych przesiadkach, braku benzyny na Islandii czy pomysłach na kolejne wyprawy.

I właśnie ta swoboda była jednym z największych atutów spotkania. Ewa Ziętek nie budowała dystansu między sceną a publicznością. Zamiast tego dzieliła się wspomnieniami – czasem zabawnymi, czasem wzruszającymi, a niekiedy pełnymi refleksji nad przemijaniem, przyjaźnią, zawodem i tym, co naprawdę pozostaje po latach pracy.

Deszczowa środa okazała się więc wieczorem pełnym dobrej energii. Było o wielkich reżyserach, kultowych produkcjach i aktorskich autorytetach, ale także o podróżach, pomyłkach, przypadkach i zwyczajnych ludzkich historiach. A przede wszystkim – o tym, że za każdą rolą stoi człowiek i jego własna historia.

Spotkanie z Ewą Ziętek odbyło się w ramach cyklu „Tury Kultury”. Najbliższe spotkanie odbędzie się już 7 października. Gościem Miejskiej Biblioteki Publicznej będzie Michał Piela.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj