Backyard na Dziko – tu się biegnie, żeby pomóc

1
310

72 godziny, niemal 500 kilometrów i kilkadziesiąt kolejnych okrążeń Paprocan. Od 1 października Andrzej Kowalczyk podejmie kolejne ekstremalne wyzwanie, tym razem połączone ze zbiórką na budowę Śląskiego Stacjonarnego Hospicjum dla dzieci TuSieTuli. Formuła wydarzenia pozwoli jednak dołączyć także tym, którzy nie planują ultramaratońskiego dystansu – wystarczy pokonać jedną pętlę, pojawić się na trasie albo śledzić całodobową transmisję w sieci,  a przede wszystkim – wspomóc zbiórkę, dzięki której na mapie miasta pojawi się niezwykłe miejsce, w którym bezpieczną przystań znajdą bardzo ciężko i nieuleczalnie chore dzieci.

TuSieTuli powstaje przy ul. Miodowej w Tychach jako Śląskie Stacjonarne Hospicjum dla Dzieci. Ma być miejscem dla chorych dzieci, które z różnych powodów nie mogą być objęte opieką w domu. Planowany kompleks ma połączyć kilka form pomocy – hospicjum stacjonarne, opiekę nad dziećmi wymagającymi wentylacji mechanicznej, opiekę wytchnieniową, rehabilitację społeczną oraz zaplecze terapeutyczne. Co więcej, będzie to pierwszy tego typu na Śląsku obiekt skupiający wszystkie te elementy w jednym kompleksie.

Coś więcej niż hospicjum

Najważniejszą ideą TuSieTuli ma być zapewnienie bezpieczeństwa zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom. W hospicjum całodobowo dostępny będzie zespół medyczny, dzięki czemu rodzina nie będzie musiała mierzyć się ze szczególnie trudnymi sytuacjami wyłącznie w warunkach domowych. Jak podkreślają przedstawicielki Świetlikowa, nie każdy rodzic czuje się na siłach, by opiekować się umierającym dzieckiem w domu – i ma prawo potrzebować innego rozwiązania. TuSieTuli będzie miejscem, w którym ostatnie chwile wypełni godność, spokój i obecność bliskich.

– Poczucie bezpieczeństwa jest niezwykle ważne. Każdy rodzic zasługuje na wybór, jak przetrwać ten trudny czas. My zrobimy wszystko, by pod naszymi skrzydłami zapewnić tak potrzebne wówczas wsparcie i to na wielu płaszczyznach  – mówi Natasza Godlewska, prezes Fundacji Śląskie Hospicjum dla Dzieci Świetlikowo.

TuSieTuli ma być miejscem, w którym wsparcie otrzyma cała rodzina. Jak zaznacza Izabela Trombala, wiceprezes Fundacji, obecność personelu medycznego na miejscu ma dawać rodzicom poczucie, że w trudnej sytuacji nie zostają sami.

– Całodobowa opieka to klucz. Rodzice, pomimo tego, że będą sami w pokoju ze swoim dzieckiem, to jednak będą mieć świadomość pomocy, że pielęgniarka czy lekarz jest na miejscu – mówi Izabela Trombala. – Gdy choruje dziecko, cierpi cała rodzina, Na co dzień nie zastanawiamy się nad tym, jak potwornie trudne są to przeżycia, ale dla nas to codzienność. To realne problemy, które jednak będziemy mogli w pewien sposób złagodzić, dzięki oferowanemu wsparciu.

Jak czytamy w materiałach informacyjnych – „Chcemy dodawać życia dniom, nawet jeśli dni nie można już dodać do życia”. To zdanie doskonale obrazuje cel budowy hospicjum stacjonarnego.

Projekt przewiduje dwukondygnacyjny budynek złożony z dwóch skrzydeł. Na parterze mają znaleźć się m.in. pokoje dla podopiecznych hospicjum stacjonarnego, a na piętrze dla dzieci wymagających wentylacji mechanicznej. W aktualnie powstającym skrzydle będzie mieścić się opieka wytchnieniowa. Na piętrze zaplanowano także m.in. gabinety terapeutyczne, których celem jest wspieranie osób z niepełnosprawnościami w aktywnym budowaniu relacji z otoczeniem, a także przestrzeń dla wolontariuszy.

Prace nieustannie się posuwają i na ten moment parter został zamknięty stropem, a kolejnym etapem jest wznoszenie piętra.

Chwila oddechu

Opieka wytchnieniowa ma być jednym z ważnych elementów całego przedsięwzięcia. Jej celem będzie czasowe przejęcie opieki nad chorym dzieckiem, tak aby rodzic lub opiekun mógł odpocząć, załatwić ważne sprawy czy zająć się pozostałymi członkami rodziny.

Fundacja podkreśla, że TuSieTuli ma być naturalnym rozwinięciem prowadzonej już działalności. Świetlikowo prowadzi hospicjum domowe oraz Centrum Opieki Dziennej, które zapewnia dzieciom m.in. opiekę, rehabilitację i stymulację rozwoju, a rodzicom – wytchnienie. Co ważne, obecnie prowadzony jest również nabór podopiecznych do Centrum Opieki Dziennej i są w nim wolne miejsca. Rodziny zainteresowane wsparciem, mogą kontaktować się z placówką.

W przypadku TuSieTuli skala inwestycji jest jednak znacznie większa. Według Fundacji szacowany koszt samej budowy wynosi obecnie około 16 mln zł, przy czym kwota ta nie obejmuje pełnego wyposażenia placówki. Tempo prac zależy od środków, które uda się pozyskać.

– Budowa hospicjum to misja, na której w tej chwili w pełni koncentrujemy nasze działania – mówi Natasza Godlewska.

Właśnie dlatego kolejne inicjatywy organizowane na rzecz TuSieTuli mają dla Fundacji znaczenie nie tylko finansowe. Są również sposobem na dotarcie z informacją o powstającym hospicjum do kolejnych osób. W ostatnich miesiącach na jego budowę zbierano m.in. podczas Charytatywnego Biegu Świetlika czy w trakcie finału VII edycji Kulinarnego Ognia, który odbył się 13 września w Parku Śląskim oraz 48-godzinnego internetowego maratonu kulinarnego zebrano ponad 160 tysięcy złotych. Blisko 100 kucharzy przygotowało niemal 10 tysięcy porcji, a wszystko transmitowane było w Internecie, dzięki czemu wydarzenie mogli obserwować wszyscy, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Andrzej dla TuSieTuli

Teraz do tej listy dołączy Backyard na Dziko – sportowe wyzwanie Andrzeja Kowalczyka, które rozpocznie się 1 października na Paprocanach. To nie pierwsza inicjatywa Tyszanina, która skierowana jest na wsparcie Świetlikowa. W lutym 2024 roku sportowiec pływał przez 24 godziny – w tym czasie pokonał 51,15 kilometra, czyli 2046 długości basenu, ale przede wszystkim – zebrał niemal 12 tysięcy złotych na dalszą działalność Fundacji.

Tym razem początkowo w planach nie było jednak żadnej zbiórki. Backyard na
Dziko miał być przede wszystkim sportowym sprawdzianem przed kolejnym etapem
przygotowań Andrzeja do zawodów w Belgii. Z czasem pojawił się pomysł, by
wykorzystać zainteresowanie projektem, jego zasięg oraz przygotowywaną
transmisję także w konkretnym celu społecznym, a przede wszystkim – siłę ludzi, którzy skupiają się wokół sportowych wyczynów Tyszanina.

Wybór padł na Świetlikowo nieprzypadkowo. Andrzej zna Fundację z wcześniejszej
współpracy, a sam projekt odbywa się w Tychach. Ważne było więc, aby sportowe
wyzwanie, które rozegra się wokół Paprocan, mogło jednocześnie przynieść korzyść
lokalnej inicjatywie.

Jedna pętla wystarczy

Skala nadchodzącego wyzwania jest znacznie większa i przede wszystkim – otwarta dla każdego. Po raz pierwszy będzie można osobiście dołączyć do biegu, by wesprzeć Andrzeja w pokonywaniu kolejnych kilometrów. Nie trzeba być ultramaratończykiem, by stać się częścią wydarzenia. Jedna pętla wokół Paprocan to około 6,7 kilometra, a każdą z nich Tyszanin będzie pokonywał tempem około 6:20 min/km.

– Dla tych, którzy nie będą mogli pojawić się na Paprocanach, dostępny będzie profesjonalny livestream – cztery kamery będą całodobowo transmitować całe wydarzenie. Będzie czat, moja lokalizacja, aktualizacja zbiórki na żywo – po prostu coś, czego jeszcze nigdy nie było. Wierzę, że to zachęci ludzi do wspólnego działania – mówi Andrzej Kowalczyk.

Co więcej, podobnie jak w przypadku poprzednich projektów, tak i z tego wyzwania można spodziewać się pełnometrażowego filmu.

Wszystko pod kontrolą?

Sportowa droga Tyszanina sprawia, że o samą fizyczną możliwość osiągnięcia celu można być spokojnym. Jednak, jak to w świecie ultra – plan działa do pierwszego kryzysu i nie na wszystko można się przygotować.

– Doświadczenie pomaga, ale nie daje gwarancji. Największym sprzymierzeńcem lub wrogiem będzie pogoda. Jeśli pierwszy weekend października przyniesie deszczową aurę, będzie to oznaczało ryzyko powstania otarć czy pęcherzy i znacząco skróci czas odpoczynku, bo będę musiał zmieniać ubrania na suche. Z drugiej strony – jest szansa na piękną, złotą jesień – mówi sportowiec.

Jak podkreśla, nie został wyznaczony konkretny finansowy cel zbiórki. W tym przypadku nie chodzi o osiągnięcie określonej kwoty w określonym terminie, lecz o wykorzystanie możliwości, jakie daje projekt – od obecności uczestników na Paprocanach, przez transmisję, po udostępnianie informacji o zbiórce.

– Ile uda się zebrać, zostawiamy ludziom. My skupiamy się na tym, żeby dać dobre emocje, ambitny wynik i możliwość bycia częścią projektu. Chcemy pokazać od kuchni, jak wygląda takie wyzwanie. Wierzymy, że razem z tymi emocjami ludzie będą chcieli zrobić coś dla Świetlikowa – mówi sportowiec.

72 godziny biegu mają więc być nie tylko próbą wytrzymałości jednego zawodnika. To również próba połączenia sportowego wyzwania, lokalnej społeczności i internetowej transmisji wokół konkretnego celu – budowy miejsca, które ma w przyszłości zapewniać dzieciom i ich rodzinom specjalistyczną, całodobową opiekę. Na pierwszą pętlę Andrzej ruszy 1 października o godz. 10.00.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj