Niepełnosprawne nie znaczy gorsze

4
280
Arc. pryw.

Jedenaście kotów i trzy psy. Dziewięć zwierząt z niepełnosprawnościami, pozostałe przewlekle chore. Justyna Klimek od około 20 lat opiekuje się podopiecznymi wymagającymi szczególnej pomocy. Zapewnia im dom, leczenie i codzienną troskę. Sama potrzebuje wsparcia – przede wszystkim w dowożeniu zwierząt do weterynarza.

„Bez urlopu, bez L4, bez wolnych weekendów” – tak opisuje swoją codzienność. Zwierzętom podporządkowała niemal całe życie. Chwile dla siebie to sporadyczny wyjazd na koncert Dżemu czy kilka godzin nad wodą. Pozostały czas wypełniają opieka, wizyty w lecznicach, badania i rehabilitacja. Nie prowadzi fundacji. Pomaga jako osoba prywatna, a zwierzęta mieszkają razem z nią. Jak wyjaśnia, obowiązki administracyjne związane z prowadzeniem organizacji pochłonęłyby czas, którego już teraz jej brakuje. Wsparcie otrzymuje od fundacji i zwykłych ludzi. Pomaga jej również koleżanka.

Po wypadkach, z urazami, wymagające opieki

Do Justyny Klimek trafiają psy i koty po poważnych urazach: ze złamanym kręgosłupem, uszkodzoną miednicą, niedowładami. Część nie kontroluje czynności fizjologicznych i wymaga stosowania pieluch. Są wśród nich zwierzęta potrącone przez samochody, po upadkach z okien, a także skrzywdzone przez człowieka.

Jeden z jej psów ma dziś 14 lat. Pod jej opieką jest od ponad 13 – trafił do niej ze złamanym kręgosłupem w odcinku piersiowym, z przemieszczeniem. Przeszedł kilka operacji, w tym usunięcie guza jelit. Dziś zmaga się również z chorobami związanymi z wiekiem, ale jego stan jest stabilny. Wśród kotów jest Gaja, która wypadła z okna, oraz niedowidzący Brawurek. Ten drugi trafił do niej około dziesięciu lat temu jako jeden z dwóch maluchów znalezionych na działkach. Jego towarzysz szybko doszedł do zdrowia i znalazł dom. Brawurek, z powodu utrzymujących się problemów z oczami, został.

Jest też 17-letnia kotka, którą Justyna Klimek znalazła przed laty z oderwanym ogonem, podczas wyłapywania kotów do kastracji. Po długim leczeniu szukała dla niej domu, jednak płochliwe zwierzę nie znalazło opiekuna. Zostało u niej na stałe. Kolejna podopieczna, kotka w typie persa uratowana z pseudohodowli, przeszła m.in. amputację oka i operację nosa. Nie wszystkie historie kończą się wieloletnim pobytem. Część zwierząt udaje się usprawnić i przygotować do adopcji.

Najważniejszy jest komfort życia

– Niepełnosprawne nie znaczy gorsze – podkreśla Justyna Klimek. – Wiele osób, kiedy widzi psa na wózku albo kota, który nie chodzi, od razu zakłada, że to jest nieszczęśliwe zwierzę. A to nie zawsze tak wygląda. Jeżeli nie ma bólu, zwierzę ma apetyt, interesuje się otoczeniem i chce być blisko człowieka, może normalnie funkcjonować i cieszyć się życiem.

Zdarza jej się słyszeć przykre komentarze, gdy wychodzi z psami korzystającymi z wózków. Są jednak także ludzie, którzy podchodzą z empatią i chcą dowiedzieć się więcej. Tłumaczy im, że niepełnosprawność sama w sobie nie oznacza cierpienia.

– Biedne one były, zanim do mnie trafiły. Nie dlatego, że nie chodziły, tylko dlatego, że często nikt nie chciał im pomóc. Jeżeli nie ma bólu, takie zwierzę może żyć. Trzeba mu tylko zapewnić odpowiednią opiekę, trochę więcej czasu i cierpliwości. One też mają swoje przyzwyczajenia, ulubione miejsca, zabawki i ludzi, których kochają. Potrafią się cieszyć, witają mnie, kiedy wracam, domagają się jedzenia i uwagi. Wózek czy pielucha nie definiują całego zwierzęcia. To jest tylko część jego codzienności. Jednocześnie zaznacza, że nie prowadzi uporczywej terapii. Decyzje dotyczące leczenia podejmuje w porozumieniu z lekarzami weterynarii. Jeżeli cierpienia nie da się opanować, musi zmierzyć się również z decyzją o ostatecznym pożegnaniu podopiecznego.

– Nie przedłużam życia za wszelką cenę. Najważniejsze jest to, czy zwierzę ma komfort, czy nie cierpi i czy nadal ma w sobie chęć życia. To są bardzo trudne decyzje, ale czasami miłość oznacza również pozwolenie na odejście. Zwierzę musi mieć komfort życia – podkreśla.

Najtrudniej powiedzieć „nie mogę”

Prośby o przyjęcie kolejnego psa czy kota otrzymuje niemal codziennie. Obecnie nie może jednak przygarniać następnych zwierząt. Czternaścioro podopiecznych to granica jej możliwości. – To nie jest tak, że nie chcę. Po prostu nie mogę – wyjaśnia.

Za odmową stoi troska o zwierzęta, które już ma pod opieką. Każde wymaga czasu, uwagi i odpowiednich warunków. Przy takiej liczbie podopiecznych nawet codzienne, pozornie proste czynności – karmienie, podawanie leków, zmiana pieluch, sprzątanie czy pilnowanie terminów wizyt – zajmują wiele godzin. Justyna Klimek wie, że przyjęcie kolejnego zwierzęcia oznaczałoby nie tylko dodatkowe obowiązki, lecz także ryzyko, że nie będzie mogła zapewnić wszystkim odpowiedniej opieki. Ostatnia przyjęta kotka, niepełnosprawna Frejka, trafiła do niej 7 stycznia, po śmierci Leonka, którym opiekowała się przez trzy lata. Frejka zajęła miejsce, które się zwolniło, ale nie oznacza to, że Justyna Klimek ma możliwość przyjmowania kolejnych zwierząt. Każda decyzja musi uwzględniać dobro całego stada i realne możliwości opiekunki.

Potrzebna pomoc w dojazdach

Największym bieżącym problemem jest transport. Justyna Klimek nie ma prawa jazdy, a rozpoczęty kurs musiała przerwać z powodu problemów z kolanem. Tymczasem wizyty u weterynarzy odbywają się niemal codziennie, czasem nawet dwa razy w ciągu dnia. Na specjalistyczne badania jeździ również do Katowic i Gliwic. Zwierzęta podczas przejazdów są zawsze odpowiednio zabezpieczone i przewożone w transporterach. Dzięki temu podróż odbywa się bezpiecznie zarówno dla nich, jak i dla osoby prowadzącej samochód. Osoba pomagająca w przewozie musi wiedzieć, że oprócz kotów wymagających konsultacji zwykle towarzyszy jej także suczka w typie buldoga francuskiego. Ma padaczkę i lęk separacyjny, dlatego opiekunka stara się nie zostawiać jej samej.

Potrzebne są również środki do codziennej pielęgnacji: pieluchy i podkłady Seni, chusteczki nawilżane oraz ręczniki papierowe. Przed zakupem warto uzgodnić z Justyną Klimek konkretne produkty i rozmiary – muszą odpowiadać potrzebom jej podopiecznych. O swojej działalności informuje na Facebooku i taki też kontakt preferuje. Jak przyznaje, mimo wsparcia życzliwych osób i fundacji zapewnienie wszystkiego czternaściorgu schorowanym zwierzętom pozostaje codziennym wyzwaniem.

4 KOMENTARZE

  1. Znam Justynę i czasami pomagam w transporcie. Byłyśmy razem nawet w Radomiu, z koteczką, która dzięki determinacji Justyny potrafi już sama ustać minutę na wcześniej niedowładnych łapkach. Czasami wybieram się też na spacer z nią i psiakami. Wózkowe psiaki latają po parku tak samo, jak pieski na czterech łapach. Tak samo cieszą się z wyjścia i bawią się ze sobą i innymi psiakami.
    Jeżeli ktoś może pomóc – w transporcie, czy zakupie pampersów to Justyna i zwierzaki na pewno będą wdzięczne

    • Dziękuję Agnieszko za komentarz 😀, Freycia dzielnie walczy o sprawność, ta operacja w Radomiu miała ogromne znaczenie a teraz intensywna rehabilitacja też daje efekty ale czy będzie chodzić ciężko stwierdzić, ale robimy wszystko aby tak się stało 💪.
      Psy bardzo lubią wspólne spacery i jeśli tylko byś miala czas i ochotę to zapraszam, tym bardziej że z tym moim kolanem nie jest dobrze i ciężko mi je znosić z drugiego piętra…

  2. Mam dwa koty od Justyny, które dzięki niej żyją. Na chwilę obecną, obie kotki, mimo wcześniejszej niepełnosprawności funkcjonują normalnie w stadzie zdrowych kotów. Dziękuję za uratowanie im życia.

    • Dziękuję Madziu za komentarz 😘
      Pamiętam do dziś w jak ciężkim stanie trafiła do mnie maleńka kilkutygodniowa sparaliżowana od pasa w dół, nie kontrolująca czynności fizjologicznych Julcia, od razu wizyta u weta w klinice i pobyt długi pobyt na rehabilitacji , po powrocie do domu była wielomiesięczna walka o powrót do sprawności, był ” pot krew i łzy” ale było warto patrzeć każdego dnia jak nasze działania przynoszą efekty i po uzyskaniu prawie pełnej sprawności zaczęłam szukać domu, wyjątkowego domu, domu który podejmie się dalszej pracy, ponieważ Julcia już do konca życia musi być podczymywnana ćwiczeniami i jestem Ci bardzo wdzięczna że ją adoptowałaś, że nie przeraziła Cię wizja ćwiczeń tylnych nóżek 😊 Bardzo też jestem Ci wdzięczna za adopcję Troi, koteczki która do mnie trafiła na dom tymczasowy z organizacji prozwierzecej której ktoś zmiażdżył przednią nóżkę która musiała być amputowana a że to był kot bezdomny to i operacja była zrobiona z pozostawieniem kikuta i będąc u mnie kilkut przerwał skórę i wyszedł na zewnątrz i była konieczna operacja usunięcia łopatki wraz z kikitem a potem walka aby zaufała człowiekowi a to nie było proste i szukałam domu spokojnego który da jej szansę i tak się stało, Magda bardzo Ci dziękuję za adopcję tych dwóch kotów 😊

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj