Na Paprocanach można czasem zobaczyć niezwykłe budowle, które zamiast cegieł, betonu czy kamienia powstają z… piasku. Ich autorem jest Ireneusz Lisiecki, który od lat rozwija nietypową pasję. Budowanie zamków zaczęło się u niego jeszcze w dzieciństwie i, choć po drodze zdarzały się dłuższe przerwy, dziś jest czymś znacznie więcej niż zwykłą zabawą.
Autor piaskowych budowli przyznaje, że jego pasja trwa od wielu lat.
– Z tego, co pamiętam, zaczęło się w szóstej klasie szkoły podstawowej. Kiedy tylko miałem okazję być nad morzem, bawiłem się w piasku. Zawsze były to zamki albo coś, co miało je przypominać – wspomina Ireneusz Lisiecki.
Później przyszło dorosłe życie i inne obowiązki, więc piaskowe konstrukcje na pewien czas zeszły na dalszy plan. Do pasji wrócił kilka lat temu, a od maja ubiegłego roku zaczął szczególnie dużo uwagi poświęcać detalom. To właśnie one sprawiają, że jego zamki przestają być zwykłymi piaskowymi budowlami, a zaczynają przypominać miniaturowe warownie.
Kilka godzin pracy i… bardzo dużo cierpliwości
Budowa jednego zamku nie jest zadaniem na kilkanaście minut. W zależności od pogody, warunków, miejsca i liczby przerw Ireneusz Lisiecki spędza nad jedną konstrukcją od czterech do nawet ośmiu godzin. Podstawą jest odpowiednio przygotowany materiał.
– Najważniejszy na początku jest dobrze ubity, mokry piasek, który tworzy solidny fundament. Bez tego trudno myśleć o bardziej skomplikowanej konstrukcji – wyjaśnia.
Specjalistyczny sprzęt nie jest jednak konieczny. Początki były bardzo proste: zwykłe patyczki, wykałaczki, patyczki po lodach czy słomki. Z czasem pojawiły się własnoręcznie wykonane narzędzia. Jednym z nich jest szpatułka z profilu aluminiowego, z której autor piaskowych zamków korzysta do dziś. Od kilku miesięcy pomagają mu także narzędzia do rzeźbienia w glinie.
Największym wyzwaniem pozostaje odpowiednia proporcja wody i piasku, a później precyzyjne wykonanie szczegółów.
– Trzeba mieć naprawdę wprawioną rękę. Jeden nieostrożny ruch może uszkodzić albo zasypać to, co już zostało zbudowane – mówi.
Jeden motyw
Choć piasek daje ogromne możliwości, Ireneusz Lisiecki pozostaje wierny jednemu motywowi. Buduje wyłącznie zamki.
– To mnie najbardziej cieszy i sprawia największą frajdę. Zawsze ciągnęło mnie do zamków i rycerzy – przyznaje.
Jego budowle można spotkać przede wszystkim na Paprocanach, ale piaskowe zamki powstawały także podczas wyjazdów. Nad Bałtykiem, we Włoszech czy na Krecie. Co ciekawe, od pewnego czasu obecność piaszczystej plaży zaczęła mieć wpływ nawet na wybór miejsc, do których się wybiera.
Do budowania najlepiej nadaje się piasek nadmorski. Jak przyznaje, ten z plaż jest znacznie bardziej wdzięcznym materiałem niż piasek z Paprocan.
Wystarczy zacząć
Czy każdy może spróbować? Zdaniem Ireneusza Lisieckiego zdecydowanie tak. Na początek nie potrzeba profesjonalnego sprzętu ani wyjątkowych umiejętności.
– Wystarczy po prostu chcieć się pobawić. Przysłowie „trening czyni mistrza” naprawdę się sprawdza. Im więcej ćwiczymy, tym szybciej i ładniej wychodzą kolejne elementy – przekonuje.
I właśnie zabawa jest tutaj najważniejsza. Nie każdy musi od razu stworzyć imponującą warownię z misternymi wieżami. Wystarczy trochę mokrego piasku, cierpliwości i pomysł.
A jeśli podczas spaceru nad Paprocanami ktoś zauważy misternie wyrzeźbiony zamek, warto zatrzymać się na chwilę. Za taką piaskową konstrukcją może kryć się nawet osiem godzin pracy i pasja, która zaczęła się jeszcze w szkolnej ławce.





