Szkoła demokratyczna to model edukacji, w którym również dzieci decydują, jak spędzają czas w szkole i w co się angażują, a decyzje dotyczące zasad funkcjonowania placówki podejmowane są wspólnie przez dzieci i dorosłych – każdy głos ma tu taką samą wagę. Nie ma dzwonków, sztywnego planu lekcji ani podziału na nauczycieli i uczniów – są dzieci i dorośli, zwracający się do siebie po imieniu. Idea ta na świecie funkcjonuje od ponad stu lat – najsłynniejszym przykładem jest brytyjski Summerhill, a w Polsce działa już ponad czterdzieści takich szkół.
Jedną z nich jest Wolna Szkoła Dzika – Szkoła Demokratyczna w Tychach, mieszcząca się w Tychach przy ulicy Jaroszowickiej 100. Uczy się w niej między 30 a 40 dzieci, formalnie w ramach edukacji domowej. Szkołę 12 lat temu założyły mamy, które szukały dla swoich dzieci alternatywy wobec edukacji konwencjonalnej.
Szkoła dysponuje salami warsztatowymi i naukowymi, w których dzieci pod okiem dorosłych zajmują się fizyką, chemią, biologią i astrobiologią, w tym autorską Pracownią Księżycową, w której dzieci i młodzież poznaje tajniki edukacji kosmicznej w ramach całorocznego programu Kosmicznej Bazy Edukacyjnej KoBaE. Do dyspozycji uczniów są też dwa studia muzyczne, sala klubowa z piłkarzykami i planszówkami, sala chill-outu do wyciszenia się, pracownia stolarska, kącik biżuteryjny z możliwością obróbki kamieni półszlachetnych, pracownia ceramiczna, sala gimnastyczna, sala taneczna z pianinem oraz sala artystyczna. Integralną częścią szkoły jest też „dziki ogród” – teren z ogródkiem warzywnym, terenem podmokłym, będącym siedliskiem płazów oraz bazą zbudowaną przez samych uczniów. Sercem szkoły pozostaje jednak kuchnia, gdzie każdego ranka odbywa się spotkanie całej społeczności, na którym omawiany jest plan dnia.
O tym, jak w praktyce działa demokracja w szkole, na czym polega codzienna praca z dziećmi i jakie wyzwania wiążą się z prowadzeniem takiej placówki opowiedział nam Artur Syktus, współprowadzący Wolną Szkołę Dziką.
Twoje Tychy: Czym różni się wasze rozumienie edukacji od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni?
Artur Syktus – W edukacji demokratycznej możemy wyróżnić dwa fundamentalne filary: pierwszym z nich jest wolność do decydowania. Każdy z członków społeczności może sam decydować, co robi, zarówno edukacyjnie, jak i społecznie, dopóki nie narusza to granic innych osób. Innymi słowy, jednostka ma możliwość wyboru, w jaki sposób spędza w szkole czas, w jakich aktywnościach i zajęciach chce uczestniczyć. W ten sposób buduje swoją sprawność i odpowiedzialność – doświadcza, że wybory mają konsekwencje.
Drugim filarem jest tworzenie wspólnoty i społeczności – w szkole nie jesteś sam, żyjesz we wspólnocie, a każdy jej członek ma wpływ i prawo do podejmowania decyzji odnoszących się do codziennego działania szkoły i zasad, jakie w niej panują. W codziennym funkcjonowaniu ta wolność łączy się z odpowiedzialnością, a to nie jest łatwe – bardzo często możecie usłyszeć od młodych ludzi w Dzikiej o wyzwaniu, jakie niesie odpowiedzialnie korzystanie z wolności. Postrzegamy edukację jako prawo do rozwoju, do uczenia się w swoim tempie. Dziecko nie jest dla nas projektem do zrealizowania, ale indywidualną w swych potrzebach, odrębną osobą z własnymi potrzebami, możliwościami, zasobami i zainteresowaniami.
Oczywiście, to nie znaczy, że znika stres, są przecież przedmiotowe egzaminy i tak, jak wszędzie, dzieci uczą się również przedmiotów, które są dla nich mniej ciekawe, a mimo to podejmują wysiłek i trud, aby zdać coroczne egzaminy. W tej edukacyjnej drodze dorosły w szkole demokratycznej pełni rolę życzliwego towarzysza, często bardziej doświadczonego przewodnika, tworzącego przestrzeń do doświadczania różnych edukacyjnych dziedzin: ruchu, przyrody, sztuki, nauki, relacji społecznych, tak, aby dzieci mogły doświadczać szerokiego edukacyjnego spektrum, żeby mogły sprawdzić, co je interesuje.
Ta swoboda nie oznacza jednak braku struktury. Jak wygląda u was proces ustalania zasad?
Wszystkie prawa i zasady szkolne uzgadniamy wspólnie, zarówno dorośli i dzieci – a każdy głos ma taką samą wagę podczas cotygodniowych tzw. Debat, podczas których siadamy we wspólnym kręgu, na których można zgłosić nową zasadę albo zmianę istniejącej. Nie głosujemy zwykłą większością głosów, tylko metodą konsensu – sprawdzamy poziom sprzeciwu. Niezwykle ważny jest dla nas głos mniejszości, których propozycje nie zostały przyjęte przez większość głosujących. Ta umiejętność jest niezwykle istotna – łagodzi napięcia i buduje poczucie wspólnoty. Wszystkie nasze zasady są żywe i negocjowalne – to codzienne ćwiczenie demokracji, a nie lekcja o niej.
Czy zdarzyło się, że dzieci przegłosowały pomysł, co do którego wy, dorośli, nie byliście przekonani?
– Oczywiście, wiele razy – ja szczególnie pamiętam takie głosowanie na początku naszej drogi, wiele lat temu i wielką debatę nad tym, że zasady szkolne są niepotrzebne, ograniczają wolność i najlepiej by było, jakby w szkole nie było żadnych zasad. Tak też potoczyło się głosowanie i społeczność zagłosowała, że od jutra w szkole zasady nie obowiązują. Możecie się domyślić, co było następnego dnia, po trzech godzinach dzieci same zwołały krąg i uzgodniły, że ta zasada nie była do końca przemyślana i reguły są jednak potrzebne, bo dają nam poczucie bezpieczeństwa. To była wspaniała lekcja demokracji!
Demokracja w Dzikiej Szkole to nie tylko kręgi i głosowania – widać ją też w drobnych, codziennych gestach.
– Oczywiście. Demokracji można uczyć się, jedynie jej doświadczając w codzienności, w codziennych wyborach, negocjacjach, uwzględnianiu różnorodnych potrzeb członków społeczności, wpływie, sprawczości i tym, że mój głos ma znaczenie.
Szkoła demokratyczna jest żywa – zmienia się razem z ludźmi, którzy w niej są. Jesteśmy społecznością samouczącą się: dorosły nie jest jedynym źródłem ani transmiterem wiedzy, dzieci uczą się też od siebie nawzajem często w swobodnych, interdyscyplinarnych rozmowach. Uczymy się cały czas, z każdego doświadczenia. Ważne jest też, że dzieci uczą się wybierać i z czegoś rezygnować, kiedy kilka rzeczy chciałyby robić jednocześnie. Uwierzcie mi, że wybór między swobodną zabawą z rówieśnikami czy udziałem w zajęciach, wiąże się z ogromnymi dylematami i rozterkami wybierającego.
Ta swoboda wyboru nie znika jednak zupełnie – w tle wciąż są egzaminy klasyfikacyjne, których nie da się ominąć. Jak w takim razie wygląda u was przygotowanie do egzaminów?
– Każde dziecko może korzystać ze wsparcia dorosłych tutorów i mentorów, podczas cotygodniowych spotkań grupowych i indywidualnych, wspierających konkretne dziecko w przygotowaniu do egzaminów przedmiotowych. Podczas tych spotkań dzieci uczą się planowania, tworzą harmonogramy, ale też chodzą na zajęcia z poszczególnych przedmiotów. W naszej codzienności nie ma presji. Dzieci mogą popełniać błędy bez obawy, że to je zdefiniuje, dzięki czemu swobodnie eksplorują dane zagadnienie, a ich ciekawość nie jest hamowana lękiem przed oceną. Doskonale wiemy, że uczenie się jest procesem dynamicznym, który zachodzi w układzie nerwowym, w doświadczeniu cielesnym i emocjonalnym człowieka. To oznacza, że ten sam bodziec edukacyjny nie prowadzi do tych samych rezultatów u różnych osób, a brak widocznych efektów w krótkiej perspektywie nie jest równoznaczny z brakiem uczenia się.
Obserwujemy, że taki sposób organizowania przestrzeni edukacyjnej wzmacnia odwagę w wyborach, a autonomia i wolność nie jest zagrożeniem, tylko fundamentem odpowiedzialności. W tym roku zakończyliśmy również po raz pierwszy pełen cykl edukacyjny, dwoje naszych absolwentów zdało maturę, a jeden z nich w październiku rozpocznie studia na Wydziale Lotniczym i Kosmicznym Politechniki Śląskiej. Zależy nam, żeby w Dzikiej mogli wzrastać świadomi siebie ludzie, gotowi brać odpowiedzialność za własne wybory w świeci pełnym zmian, nieprzewidywalności.
Skąd bierze się u rodziców opór wobec modelu edukacji demokratycznej?
– Rodzice często boją się pełnego odejścia od tradycyjnej edukacji, bo to oznacza wyjście poza schemat. A to uruchamia pytania, które nie mają prostych odpowiedzi. Czy moje dziecko będzie się uczyć? Czy świat przyjmie kogoś, kto uczył się inaczej? Najczęściej lęk rodziców nie jest słabością czy brakiem odwagi, ale wyrazem troski i miłości, która chce chronić. Konwencjonalna szkoła daje poczucie bezpieczeństwa znanej ścieżki, a zmiana modelu oznacza wzięcie pełnej odpowiedzialności na barki rodzica. Tymczasem ten model edukacji na świecie istnieje już od ponad stu lat – a najsłynniejsza szkoła demokratyczna to brytyjska Summerhill. Wielu ludzi z całego świata podkreśla również, że jednym z prekursorów idei był Janusz Korczak. Szkół demokratycznych jest w Polsce już ponad czterdzieści, ciągle powstają nowe, a wiele z nich jest zrzeszonych w Federacji Szkół Demokratycznych w Polsce – są ze sobą w ścisłym kontakcie, wspierają się wzajemnie.
Jak w ogóle powstała wasza szkoła?
– Szkoła powstała z oddolnej inicjatywy głównie tyskich mam, ze wsparciem mężów, które spotykały się w lokalnym klubie malucha – ich motywacją było stworzenie miejsca wspierającego edukację ich małych dzieci. Te 12 lat kawał niezwykłej historii i materiał na świetną książkę. A w sierpniu rozpoczęliśmy trzynasty rok działania!
Trzynaście lat prowadzenia takiego miejsca to jednak nie tylko satysfakcja – to też codzienne wyzwania. Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu takiej szkoły?
– Zdecydowanie finanse – utrzymanie takiego projektu to nie lada wyzwanie – szkoła nie jest dotowana przez państwo, utrzymujemy się z czesnego, projektów i darowizn.
Wolność i wzajemne uczenie się od siebie nawzajem to jednak nie jedyne, czym Wolna Szkoła Dzika może się pochwalić – coraz mocniej zaznacza swoją obecność też na zewnątrz.
– Nasz sztandarowy projekt to Kosmiczna Baza Edukacyjna KoBaE oraz szeroko pojęta edukacja inżynieryjna i kosmiczna. Już od września będziemy realizować Projekt Akademia KoBaE i Pracownia Księżycowa – model edukacji eksperymentalnej dla szkół dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Edukacji w ramach programu „Kompas Młodego Obywatela w ramach którego 600 uczniów i 50 nauczycieli m.in. tyskich szkół będzie mogło skorzystać z darmowych warsztatów i szkoleń z edukacji kosmicznej i astrobiologii.
A co tradycyjny system mógłby od was podpatrzeć?
– Jest wiele takich elementów, narzędzi, z których mogą czerpać szkoły konwencjonalne, ale to czego najbardziej potrzebuje polska szkoła to autonomia i zaufanie: potrzebują jej jak tlenu wszyscy członkowie szkolnych społeczności: zarówno dzieci, jak i dorośli – uczniowie, rodzice, nauczyciele i dyrektorzy. Wiele ograniczeń, które przypisujemy „systemowi”, tak naprawdę mamy w głowach, a doskonale wiemy, że zmiana przekonań, przyzwyczajeń jest najtrudniejsze do zmiany. Kiedy dorosły wchodzi do klasy z szacunkiem do dziecka jako drugiego człowieka i potrafi budować relacje oparte na życzliwości – wtedy dzieją się cuda!
Ta relacja oparta na zaufaniu i szacunku prowadzi nas do ostatniego pytania. Czym dla was jest tu sukces.
– Oczywiście sukces to pojęcie względne. Dla mnie sukcesem jest to, że Dzika ciągle się rozwija, ale przede wszystkim możliwość obserwowania i towarzyszenia we wzrastaniu tych pięknych, młodych Ludzi – wrażliwych, pełnych ciekawości i otwartości.
Rozmawiała Karolina Otręba.















