Jedną z najbardziej romantycznych scen w historii światowej kinematografii jest fragment filmu „Uwierz w ducha”, w której Patrick Swayze obejmuje Demi Moore i wspólnie próbują uformować naczynie z gliny przy pomocy koła garncarskiego. Choć od premiery filmu minęło już ponad 35 lat, scena wciąż pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów związanych z garncarstwem. Marta Romańczuk, która prowadzi pracownię ceramiczną, wspomina o niej z wielkim sentymentem i opowiada o swojej pasji.
Pani Marta przez wiele lat pracowała w dużej korporacji w dziale sprzedaży. – Zdecydowanie dłużej, niż planowałam. Zamierzałam szukać innej pracy, kiedy moja córka pójdzie do przedszkola, a miała wtedy roczek. Zrezygnowałam, kiedy była już pełnoletnia… – wspomina. – W poprzedniej pracy każdy dzień wyglądał tak samo. Zaczęłam więc szukać czegoś zupełnie innego. To nie jest tak, że ceramika od zawsze była moją pasją. Nie miałam wcześniej z nią nic wspólnego. Chciałam natomiast zająć się czymś, dzięki czemu mogłabym tworzyć – dodaje.
Skąd więc pomysł właśnie na ceramikę? – Od zawsze lubiłam prace manualne. Czasami dla przyjemności szyłam, robiłam biżuterię czy rysowałam. Natomiast ceramika pojawiła się przez przypadek. W internecie znalazłam zupełnie niezwiązany z tą tematyką komentarz. Dziewczyna radziła, gdzie najlepiej się udać, aby… naprawić komputer. W nazwie swojego profilu miała natomiast imię, nazwisko i dopisek „pracownia garncarska”. Kliknęłam w jej profil i zobaczyłam na nim mnóstwo filmów dotyczących lepienia z gliny. Zafascynowało mnie to – wspomina pani Marta.
Od tego się wszystko zaczęło… – Napisałam do tej dziewczyny i zgodziła się, żebym przyszła do niej na warsztaty. Nie uczęszczałam na nie długo, bo miała wypadek na nartach i była zmuszona zrobić sobie dłuższą przerwę, a potem przyszła pandemia – kontynuuje. – Kiedy życie powoli zaczęło wracać do normy, a ja szukałam nowego pomysłu na siebie, pomysł powrócił. Zaczęłam oglądać setki filmów w internecie dotyczących lepienia z gliny, garncarstwa i ceramiki. Jeśli człowiek potrafi uczyć się poprzez naśladowanie, to jest to naprawdę bogate źródło informacji, które pozwala się rozwijać. Później zrobiłam kurs ceramiki artystycznej pierwszego, następnie drugiego stopnia i postanowiłam otworzyć swoją własną pracownię ceramiczną – wyjaśnia Marta Romańczuk.
Jak wygląda proces tworzenia ceramiki w Efallo Ceramic, pracowni pani Marty? – Z gliny można ulepić mnóstwo ciekawych przedmiotów. Od talerzy, kubków, mis, waz czy wazonów, przez przedmioty dekoracyjne, takie jak figurki, rzeźby, płaskorzeźby, łapacze snów czy ozdoby, po przedmioty użytkowe, na przykład mydelniczki, świeczniki i różne pojemniki – wyjaśnia. Tworzenie ceramiki składa się z dwóch etapów. – Pierwszy to lepienie formy z gliny. Możemy to robić całkowicie ręcznie lub wspomagać się kołem garncarskim, formami gipsowymi, wałkami czy formami ozdobnymi. Wszystko zależy od tego, co chcemy stworzyć – tłumaczy pani Marta. – Po zakończeniu pracy glina musi wyschnąć, a później poddawana jest pierwszemu wypalaniu. Praca wypala się w piecu przez około dziewięć godzin w temperaturze około 900 stopni Celsjusza. Drugi etap to zdobienie szkliwem, a po ozdobieniu następuje drugie wypalanie. Krótsze, maksymalnie do siedmiu godzin, za to w wyższej temperaturze, około 1100 stopni Celsjusza – wyjaśnia.
Niewielka pracownia pani Marty znajdowała się przy al. Bielskiej. Obecnie, od kilku miesięcy, swoją pasję realizuje przy ulicy Ejsmonda 11. – Cieszę się, że przeniosłam się do nowego lokalu, który jest zdecydowanie większy i daje większe możliwości. Wcześniej piec do wypalania nie mieścił się w pracowni i trzymałam go w domu. Mieszkam co prawda niedaleko, ale na czwartym piętrze bez windy, więc te wszystkie prace trzeba było kilkukrotnie wnosić i znosić. Dzisiaj tego problemu już nie mam – mówi z zadowoleniem Marta Romańczuk, która oprócz tworzenia ceramiki prowadzi również warsztaty. – Jeśli ktoś ma ochotę spróbować swoich sił w ceramice, nie ma problemu. Prowadzę warsztaty dla dorosłych, dla dzieci i organizuję różne eventy, takie jak urodziny, wieczory panieńskie, baby shower czy walentynki dla par. Jest to zajęcie, którego może spróbować każdy – przekonuje.
Na zakończenie rozmowy Marta Romańczuk wspomina scenę z filmu „Uwierz w ducha”. To jedna z najbardziej rozpoznawalnych scen filmowych związanych z garncarstwem i lepieniem z gliny. Sama nie uwierzyła w ducha, tylko w siebie. Odnalazła swoją pasję i dziś realizuje ją z pełnym zaangażowaniem.

