Od dziecka jest miłośnikiem kolei. Uwielbia dźwięk przejeżdżających pociągów i niepowtarzalny klimat niewielkich przystanków kolejowych położonych wśród zieleni, z dala od miejskiego zgiełku. Tym co daje mu spokój i jest jego pasją, dzieli się z innymi.
Leszek Promis pasjonuje się pociągami od czwartego roku życia. – Wszystko zaczęło się właśnie tutaj, na przystanku Tychy Żwaków – zaczyna opowiadać, kiedy siadamy na ławce starego peronu. Lada dzień rozpocznie się tutaj remont i gruntowna modernizacja, która tchnie w to miejsce nowe życie. – Pamiętam wycieczki rowerowe z rodzicami, na które jeździłem w wiklinowym koszu zamontowanym na kierownicy roweru od taty. Zawsze, kiedy tędy przejeżdżaliśmy, zatrzymywaliśmy się i czekaliśmy na pociąg. Bardzo mnie to fascynowało – wspomina.
Niedługo potem rozpoczęły się pierwsze podróże pociągiem i kolejne wyprawy na Żwaków. – W latach 80. samochód to był rarytas i nie każda rodzina go miała. Sporo podróżowaliśmy wtedy pociągami. Mój tata pochodził z Kujaw, a mama z Dolnego Śląska. Kiedy chcieliśmy odwiedzić rodzinę, zawsze wybieraliśmy kolej – opowiada Leszek. – Kiedy miałem około ośmiu lat, zaczęły się moje pierwsze wyprawy rowerowe z kolegami na przystanek Tychy Żwaków. Mieszkałem na osiedlu L, więc miałem bardzo blisko i mogłem się tam wymykać po cichu bez wiedzy rodziców. Nie raz, kiedy się przypadkiem dowiedzieli, dostawałem niezły „ochrzan” – śmieje się Leszek Promis.
Pasja towarzyszy mu nieprzerwanie od blisko czterech dekad. Trzy lata temu postanowił, aby nie tylko samemu się jej oddawać, ale i dzielić się nią z innymi. – Na przestrzeni wielu lat nagrywałem pociągi, robiłem zdjęcia, dokumentowałem przejazdy składów kolejowych. Były to jednak czasy dużych ograniczeń sprzętowych, zarówno podczas nagrywania, jak i archiwizowania materiałów. Większość tych materiałów zniknęła bezpowrotnie. Od trzech lat prowadzę natomiast mój autorski profil na YouTube, gdzie publikuję ciekawostki związane z koleją, nagrania przejazdów pociągów czy moje najciekawsze spostrzeżenia o transporcie kolejowym – mówi. Naszą rozmowę na chwilę przerywa przejeżdżający pociąg relacji Katowice – Zwardoń.
Kanał na platformie YouTube można znaleźć pod nazwą „Lechu 1982”. Ukazało się tam już ponad 1200 filmów, które mają blisko osiem milionów wyświetleń. Na co dzień obserwuje go blisko 10 tysięcy osób. – Nagrania pochodzą głównie z Tychów, Górnego Śląska oraz czasami coś wpadnie z innych rejonów Polski. Przedstawiam na nich przejazdy lokomotyw czy elektrowozów wraz ze składami kolejowymi. Dziś traktuję to jako ciekawostkę, ale w przyszłości będzie to świetne źródło historyczne, dzięki któremu młodsi pasjonaci będą wiedzieli, czym podróżowało się w przeszłości – zapewnia.
W jaki sposób nasz bohater dobiera temat każdego kolejnego odcinka oraz miejsca, które odwiedza? – Niektórzy myślą, że data, godzina i miejsce są dokładnie zaplanowane. Oczywiście, pewne rzeczy można zaplanować i sprawdzić. Mamy internet i różne aplikacje w telefonie, które to ułatwiają. Ale ja wolę iść na żywioł, w nieznane. Nie planować, nie zastanawiać się, tylko nagrywać to, co w danym momencie przyniesie los. A wtedy mogą pojawić się różne historie. Takie jak choćby sytuacja, gdy na przystanku Tychy Żwaków doszło do zerwania sieci trakcyjnej przez pociąg Pendolino, którego byłem świadkiem. Swoją pasją zaraziłem żonę. Czasami nagrywamy lub spacerujemy razem. Znajomi śmieją się, że zabieram ją ze sobą, żeby zaaranżować wspólnie jakieś wydarzenia, z których później prowadzimy transmisję – śmieje się.
Leszek nagrywa materiały, które po montażu trafiają na jego kanał, ale prowadzi również transmisje na żywo. – Staram się tworzyć nagrania, które są formą ciekawostki, zabawy oraz zachętą do zainteresowania się koleją. Wyprodukowałem z własnej kieszeni gadżety i rozdaję je osobom, które mnie obserwują – opowiada. – Jedną z ciekawszych form są magnesy, które pozostawiam na przystankach, peronach i dworcach z informacją, że jeśli ktoś ma ochotę je zdobić, może pojawić się w danym miejscu i go zabrać. Bywa, że po 30 minutach już ktoś tam jest – opowiada.
Pasjonat pociągów z Tychów opowiada, że jest to zainteresowanie, które łączy pokolenia, ale też zwraca uwagę na nieprzyjemne sytuacje, których czasami jest świadkiem. – Są pasażerowie, maszyniści czy pracownicy kolei, którzy agresywnie reagują na to, że nagrywam czy prowadzę transmisje na żywo. Kiedyś zostałem otoczony przez trzech pracowników Służby Ochrony Kolei z psem, którzy próbowali mnie wylegitymować i zabronić mi nagrywania. Było to działanie niezgodne z prawem. Żaden przepis w naszym kraju nie zabrania tego, a do legitymowania potrzebna jest podstawa prawna. Inną kwestią jest wykorzystanie wizerunku i w tym przypadku zawsze jestem bardzo ostrożny – zapewnia Leszek Promis.
Tyszanin uważa, że kolej jest przyszłością transportu zbiorowego w miastach. – Po zmianach ustrojowych, na polskich drogach zaczęło pojawiać się coraz więcej samochodów, a kolej zaczęła podupadać. Po latach transport kolejowy wrócił jednak do łask. Prowadzone są wielomilionowe inwestycje, remontowane są torowiska, budowane nowe perony i cała infrastruktura kolejowa. Pociągami można podróżować w coraz bardziej komfortowych warunkach, coraz szybciej i coraz dalej. Proszę zwrócić uwagę na to, jak przywrócenie połączenia kolejowego przez centrum miasta zrewolucjonizowało podróżowanie Tyszan w kierunku Katowic. Takich inwestycji jest coraz więcej. To szybki, tani i wygodny środek transportu – wylicza.
Na zakończenie rozmowy jeszcze przez chwilę siedzimy na peronowej ławce. Przed nami rozpościerają się żwakowskie łąki, a za plecami szumi gęsty las. – Słyszysz? – Leszek zwraca uwagę na śpiew ptaków. – Właśnie ten klimat, cisza i spokój sprawiają, że tak bardzo lubię takie miejsca.

