Dziesięć lat Borowej

0
873
Aleksandra Santkiewicz / fot. arc. pryw.

Miała zostać piosenkarką albo pracować w hotelarstwie. Przez lata powtarzała, że nigdy nie zwiąże swojego życia z piekarnią i cukiernią, bo dorastała wśród zapachu pączków i ciast. Los napisał jednak zupełnie inny scenariusz. Dziś Aleksandra Santkiewicz wraz z mężem prowadzi znaną Tyszanom piekarnię i cukiernię Borowa, która z niewielkiego osiedlowego punktu rozrosła się do sześciu sklepów i stała się przykładem nowoczesnego rzemiosła opartego na tradycyjnych recepturach. Historia tej firmy pokazuje, że czasem warto zaufać intuicji i zrobić krok w nieznane.

Początkowo zdawało się, że droga zawodowa Aleksandry Santkiewicz zaprowadzi ją do zupełnie innego świata.

– Kiedy byłam dzieckiem, chciałam zostać piosenkarką. Marzyła mi się scena, występy i kontakt z ludźmi. Później myślałam też o pracy związanej z rozrywką. Na pewno nie planowałam pracy w piekarni czy cukierni – wspomina z uśmiechem.

Paradoksalnie wychowywała się właśnie w świecie słodkości. Jej babcia prowadziła pierwszą cukiernię Rzemiosło w Tychach. Po lekcjach niemal całe dnie spędzała w zakładzie, gdzie pracowały także jej mama i ciocia.

– Można powiedzieć, że wychowałam się w cukierni. Po lekcjach pomagałam, kręciłam się po zakładzie i tam też odrabiałam lekcje. A jednocześnie przez lata powtarzałam sobie, że nigdy nie będę pracować w tej branży – opowiada.

Wybrała studia związane z turystyką i hotelarstwem. Praca w hotelu dawała jej satysfakcję, pozwalała wykorzystywać znajomość języków i kontakt z ludźmi, który zawsze lubiła. Problemem okazały się jednak niskie wówczas zarobki. Wtedy pojawiła się propozycja od mamy, prowadzącej piekarnię.

– Zaczynałam jako przedstawiciel handlowy. Później zajmowałam się rozwojem sklepów firmowych, otwierałam kolejne punkty, pracowałam także za ladą. Przeszłam właściwie przez wszystkie stanowiska – wspomina. Jak podkreśla, właśnie wtedy zdobyła najcenniejszą wiedzę.

– Mama nauczyła mnie szacunku do każdej pracy. Pakowałam pieczywo, sprzątałam, pracowałam z piekarzami i sprzedawcami. Dzięki temu wiem, jak wiele wysiłku kosztuje każda z tych ról i bardzo szanuję swoich pracowników. Do dziś uwielbiam stać za ladą i obsługiwać naszych klientów – niezależnie, czy ktoś przyjdzie po jedną bułkę na śniadanie, czy po 2 kilogramy ciasta. Kontakt z drugim człowiekiem niezmiennie daje mi satysfakcje i spęłnienie.

Raz kozie śmierć

Po kilkunastu latach pracy, rodzinne i zawodowe okoliczności sprawiły, że stanęła przed ważną decyzją. Zdrowotne problemy męża oraz zmiany właścicielskie w piekarni prowadzonej przez mamę sprawiły, że trzeba było pomyśleć o nowej drodze. Pomogła… intuicja. Kilka lat wcześniej mama Aleksandry Santkiewicz kupiła budynek przy ul. Borowej. Choć wiele osób dziwiło się tej decyzji, ona była przekonana, że właśnie to miejsce będzie kiedyś potrzebne rodzinie.

– Dziś wierzę, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Mama kupiła ten dom, kierując się intuicją. Wiele razy próbowano go wynająć albo sprzedać, ale nigdy nic z tego nie wychodziło. Uważam, że to nie przypadek – mówi.

W 2015 roku zapadła decyzja o stworzeniu własnej piekarni.

– Sprzedaliśmy mieszkanie, przeprowadziliśmy się tutaj i zaczęliśmy wszystko od początku. Mąż własnymi rękami remontował piekarnię. Pożyczaliśmy pieniądze, kupowaliśmy maszyny i wyposażenie. To była ogromna inwestycja i spore ryzyko – wspomina.

Miała być tylko piekarnia

Początkowo plan był bardzo skromny – niewielka piekarnia osiedlowa.

– Zakładaliśmy, że będziemy piec chleb i bułki. O ciastach nawet specjalnie nie myślałam. Chciałam ewentualnie sprowadzać je od innych cukierników – opowiada.

Przełom przyniosła sugestia mamy, by spróbować wypiekać tradycyjne śląskie kołocze. Klienci szybko je pokochali. Potrzebny był jednak cukiernik.

– Mój mąż przez kilka miesięcy przekonywał naszego obecnego cukiernika, żeby do nas dołączył. To była nowa firma i nikt nie wiedział, czy przetrwa. Na szczęście się udało – śmieje się właścicielka.

Tak narodziła się cukiernia Borowa. Z czasem okazało się, że mieszkańcy szukają wyrobów przygotowywanych według tradycyjnych receptur, z prawdziwego masła, śmietany i czekolady.

– Klienci chcieli produktów takich, jakie sami przygotowaliby w domu. Bez półśrodków i sztucznych zamienników. Okazało się, że jest na to ogromne zapotrzebowanie – mówi.

Chleb przede wszystkim

Choć firma kojarzy się dziś również z ciastami i tortami, fundamentem działalności pozostaje pieczywo. Największą popularnością cieszy się tradycyjny śląski chleb na zakwasie.

– Próbowaliśmy różnych nowoczesnych wariantów, z dodatkami i nietypowymi smakami. Ostatecznie jednak nasi klienci najbardziej cenią klasykę. Chleb ma być świeży, chrupiący i długo zachowywać smak – tłumaczy.

Podobnie wygląda sytuacja w cukiernictwie.

– U nas królują kołocze, makowce, serniki i jabłeczniki. Śląska klasyka zawsze się obroni, jeśli jest wykonana z najlepszych składników – podkreśla.

Ludzie są najważniejsi

Dziś Borowa to sześć sklepów i zespół pracowników, z których wielu związanych jest z firmą od samego początku.

– Jestem dumna przede wszystkim z ludzi. To oni budowali tę firmę razem z nami. Zawsze mogliśmy na nich liczyć, nawet wtedy, gdy pojawiały się nowe wyzwania i kolejne pomysły – mówi właścicielka.

Firma aktywnie szkoli również uczniów. Co roku praktyki odbywa tutaj kilka osób, a część z nich zostaje później na stałe.

– Mamy naprawdę zdolnych młodych ludzi. Jeden z naszych uczniów jest dziś osobą, bez której trudno mi wyobrazić sobie funkcjonowanie piekarni. Takie historie dają ogromną satysfakcję – przyznaje.

Czwarte dziecko

Choć od otwarcia piekarni minęła już dekada, Aleksandra Santkiewicz nadal mówi o swojej firmie z takim samym entuzjazmem jak na początku.

– Mamy trójkę dzieci, a piekarnia jest naszym czwartym. Bywało bardzo ciężko, przechodziliśmy różne kryzysy, ale nigdy nie przestaliśmy kochać tego, co robimy. I myślę, że klienci to czują – mówi.

Zapytana o radę dla młodych ludzi, którzy chcieliby związać swoją przyszłość z rzemiosłem, odpowiada bez wahania:

– Trzeba kochać swój zawód. Reszta przyjdzie sama. Jeśli człowiek robi coś z pasją, niezależnie czy jest piekarzem, fryzjerem czy mechanikiem, zawsze będzie robił to dobrze. A wtedy sukces prędzej czy później przyjdzie – podsumowuje.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj