Dziesiątki tysięcy piwnych eksponatów

0
300
fot. Piotr Podsiadły

Posiada kufle i pokale z ponad 100 krajów. W swojej kolekcji ma podstawki piwne niemal ze wszystkich państw i terytoriów, na których kiedykolwiek zostały one wyprodukowane. Do tego około 40 tysięcy polski etykiet, 15 tysięcy zagranicznych, blisko 10 tysięcy kapsli. Do tego tace, butelki, reklamy…

Pan Marek Brandys zaprasza nas do niewielkiego pokoju swojego mieszkania. Chwilę później jesteśmy już w „krainie” piwnych pamiątek, akcesoriów, gadżetów i przeróżnych przedmiotów związanych z piwowarstwem. W gablotach znajdują się dziesiątki kufli i pokali z całego świata. Na dolnych półkach – segregatory. Z kapslami, etykietami czy podstawkami. Na ścianach wiszą tace oraz blaszane i drewniane reklamy piwa – zarówno Tyskiego, jak i te pochodzące z najdalszych zakątków świata.

W jaki sposób narodziła się pasja do kolekcjonowania przedmiotów związanych z piwem? – Każdy z nas był dzieckiem i coś zbierał. U mnie zaczęło się od kolekcjonowania etykiet z butelek po piwie. Kiedy gdzieś udało mi się znaleźć butelkę, to zabierałem ją ze sobą, wsadzałem do wody i odrywałem z niej etykietę. Później miałem kilku kolegów, którzy chodzili do szkoły browarniczej. Bywali w tyskim browarze lub jeździli na praktyki do innych miejscowości, skąd przywozili mi nowe etykiety – wspomina pan Marek.

Na zdecydowanie większą skalę kolekcjonerstwem pan Marek Brandys „zaraził się” w latach 80. – W gazecie wyczytałem, że w Czechowicach-Dziedzicach organizowane jest spotkanie osób, które miały podobne zainteresowania do moich. W tamtym czasie wydawało mi się, że zbieraniem etykiet czy innych piwnych eksponatów interesowało się niewiele osób. Kiedy poszedłem na to spotkanie i zobaczyłem, jak fantastyczne zbiory mają inni pasjonaci, byłem zachwycony. To była dla mnie ogromna motywacja do kontynuowania pasji – opowiada.

Po etykietach przyszedł czas także na podstawki, butelki i kolejne piwne gadżety. – To były zupełnie inne czasy. Moja pasja nie wyglądała tak, jak wygląda w większości przypadków dzisiaj. Teraz kolekcjonerzy wchodzą na aukcje internetowe i wybierają sobie to, czym chcieliby wzbogacić swoją kolekcję. Ja prawie pół wieku temu jeździłem po targach staroci, prosiłem o pomoc rodzinę, pytałem wśród znajomych. W ten sposób udawało mi się pozyskiwać kolejne ciekawe egzemplarze. Dziś wszyscy moi znajomi także wiedzą jaką mam pasję i zawsze proszę ich o to, aby w miarę swoich możliwości przywozili mi piwne pamiątki ze swoich wojaży po świecie – przyznaje.

Sam także dużo podróżuje. – Gdziekolwiek jestem, także zabieram ze sobą do domu piwne eksponaty. Nie tylko te, które kolekcjonuje, ale i inne, którymi mogę się później wymienić lub kogoś obdarować. Do zabawnej z perspektywy czasu sytuacji doszło podczas pobytu na Kubie, choć wtedy byłem naprawdę wściekły. Kupiłem lub znalazłem sporo butelek. W hotelowym pokoju wsadziłem je do wody, aby etykiety namokły i żebym mógł je odkleić. Po powrocie ze spaceru okazało, że obsługa w trosce o porządek butelki i etykiety wyrzuciła… – wspomina z usmiechem.

Z biegiem czasu pan Marek poznawał i zaczął spotykać się z kolejnymi kolekcjonerami. Szybko okazało się, że celem spotkań była nie tylko wymiana zbiorów czy handel, ale przede wszystkim nawiązywanie relacji z ludźmi podzielającymi pasję do branży piwowarskiej. – Mieliśmy ze znajomymi taką nieformalną grupę, która nazywała się „Kufelek”. Co jakiś czas spotykaliśmy się, rozmawialiśmy, wymienialiśmy ciekawostkami i zbiorami. W 1996 roku postanowiliśmy sformalizować naszą grupę i założyliśmy Śląski Klub Birofilów – wspomina pan Marek, który objął wówczas funkcję prezesa stowarzyszenia i pełni ją do dziś.

– To był ogromny krok do przodu. Nawiązaliśmy świetną współpracę z tyskim browarem, zaczęliśmy organizować spotkania i giełdy w Tychach oraz uczestniczyć w wydarzeniach, które odbywały się zagranicą. W 2017 roku zorganizowaliśmy w Tychach trzecią światową giełdę, na którą przybyło ponad 800 kolekcjonerów ze wszystkich kontynentów – wspomina pan Marek. – Najbliższa giełda w Tychach odbędzie się w październiku – dodaje.

Śląski Klub Birofilów nawiązał współpracę z Tyskimi Browarami Książęcymi, które z wielką przyjemnością odkupiły od pana Marka część historycznych eksponatów, które wzbogaciły muzealną kolekcję tyskiego browarnictwa. – Były to butelki, kapsle, tacki czy reklamy. Przez długi czas eksponaty te można było oglądać w muzeum Browarów Książęcych. Po remoncie spora część z nich zniknęła z ekspozycji i póki co nie wiem, jaki jest pomysł na ich dalsze wykorzystanie – przyznaje.

Jakie pan Marek ma plany na przyszłość? – Jestem już dzisiaj na takim etapie, że nie muszę mieć w swojej kolekcji wszystkich najważniejszych i najcenniejszych eksponatów. Przez lata zrozumiałem, że kolekcjonerstwo to nie jest wyścig, a to co liczy się w tej pasji najbardziej to nie zbiory, a relacje z ludźmi. Spotkania i rozmowy, dzielenie się doświadczeniem i historiami, możliwością otrzymywania i obdarowywania. Jest to dla mnie zdecydowanie cenniejsze, niż samo posiadanie – mówi na zakończenie rozmowy pan Marek Brandys.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj