– Uwielbiam Tychy, uwielbiam Śląsk. Jestem Ślązaczką, sąsiadką z Mikołowa, więc z radością przyjechałam w swoje strony – tymi słowami Anna Dereszowska przywitała publiczność zgromadzoną w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tychach podczas ostatniego przed wakacyjną przerwą spotkania z cyklu Tury Kultury. Już po kilku minutach było jasne, że nie będzie to typowy wywiad z aktorką. Zamiast gotowych odpowiedzi pojawiły się szczere wyznania, mnóstwo humoru i opowieści, które wielokrotnie wywoływały zarówno salwy śmiechu, jak i wzruszenie.
Rozmowę prowadził Andrzej Kurdziel, który rozpoczął od pytania o słynne powiedzenie, że jeśli kocha się swoją pracę, nie przepracuje się ani jednego dnia.
– Nie przepracowałam ani jednego dnia w życiu – odpowiedziała z uśmiechem aktorka, po czym opowiedziała o swoim szalonym grafiku. Zdjęcia do seriali, próby teatralne, koncerty, podróże po całej Polsce. – Gdybym tego nie kochała, to bym zwariowała. Są momenty, kiedy mam wszystkiego dość, ale ostatecznie myślę sobie, że mam wspaniałe życie i ogromne szczęście – mówiła.
Śląskie korzenie
Choć od lat mieszka w Warszawie, wielokrotnie podkreślała, że Śląsk pozostaje dla niej miejscem szczególnym. Wspominała dzieciństwo, naukę w Katowicach i moment, który zdecydował o całej jej zawodowej przyszłości.
To właśnie dzięki Jerzemu Połońskiemu z Pałacu Młodzieży w Katowicach uwierzyła, że może zostać aktorką.
– Poszłam tam właściwie przez przypadek. Przedstawiłam się, a pan Jerzy powiedział: „Będziesz aktorką”. Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy nie poszłabym do szkoły teatralnej – opowiadała.
Nie ukrywała również, że początki w warszawskiej Akademii Teatralnej były bardzo trudne.
– Byłam pierwsza do odstrzału. Siedziałam w kącie, nie chciałam nic pokazywać. Ale w czasie drugiego semestru coś się we mnie zmieniło i pierwszy rok skończyłam z ministerialnym wyróżnieniem – wspominała z rozbrajającą szczerością.
Teatr uczy pokory
Jednym z najbarwniejszych fragmentów spotkania były opowieści z teatralnych kulis. Dereszowska zdradziła, że mimo ponad dwóch dekad na scenie nadal zdarzają się sytuacje, których nie sposób przewidzieć.
Publiczność usłyszała historie o zgubionym podczas spektaklu pierścionku, garderobianych katastrofach, improwizacjach ratujących przedstawienie czy występach w Stanach Zjednoczonych, kiedy przez pomyłkę na scenie zamiast wody pojawiła się prawdziwa wódka.
– Improwizację bardzo lubię, ale tylko wtedy, kiedy służy spektaklowi. Dobry tekst ma swój rytm i trzeba go szanować – podkreślała.
Z ogromnym uznaniem mówiła również o aktorach i reżyserach, z którymi pracowała, szczególnie o Wojciechu Malajkacie i Janie Holoubku.
– To jeden z tych reżyserów, z którymi aktor marzy, żeby pracować. Jest perfekcyjnie przygotowany i dokładnie wie, czego chce – mówiła o Holoubku.
Najtrudniejsza rola? Mama
Najbardziej osobista część spotkania dotyczyła życia prywatnego. Aktorka przyznała, że największym wyzwaniem nie są role teatralne ani filmowe, lecz pogodzenie intensywnej pracy z macierzyństwem.
– Każda mama ma poczucie, że jest jej za mało – mówiła.
Opowiedziała także historię swojej córki, która po nieudanej wymianie uczniowskiej w Brazylii wróciła do Polski z zupełnie nowym spojrzeniem na rodzinę.
– Powiedziała mi: „Mamo, jesteś najwspanialszą mamą na świecie. Teraz widzę, ile robisz, żebyśmy mogli tak żyć”. To była jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie usłyszałam.
Popularność daje możliwość pomagania
Dereszowska wiele miejsca poświęciła działalności społecznej. Mówiła o swoim zaangażowaniu w poprawę leczenia dzieci chorujących na hemofilię oraz o wieloletniej współpracy z SOS Wioskami Dziecięcymi.
Podkreślała, że największą wartością popularności jest możliwość wykorzystania jej do pomagania innym.
– To chyba jedna z najwspanialszych rzeczy, które udało mi się zrobić w życiu. Jeśli dzięki temu można zmienić czyjeś życie na lepsze, to naprawdę ma sens.
Nie zabrakło również ważnego apelu o profilaktykę zdrowotną.
– Badajcie się. Najprostszym, najtańszym i najskuteczniejszym sposobem leczenia jest profilaktyka.
„Najpiękniejszy kraj na świecie”
Jednym z najbardziej zaskakujących momentów rozmowy była opowieść o młodzieżowych wymianach międzynarodowych organizowanych w domu aktorki.
Dereszowska przekonywała, że dopiero zagraniczni goście uświadomili jej, jak wiele atutów ma Polska.
– To piękny, bezpieczny i czysty kraj. Mamy świetną komunikację, życzliwych ludzi i naprawdę jest się czym chwalić.
Nie zabrakło również rozmowy o przyszłości zawodu aktora i rozwoju sztucznej inteligencji.
Aktorka przyznała, że wiele profesji – także związanych z głosem czy dubbingiem – czekają ogromne zmiany.
– Myślę, że teatr zostanie. Pandemia pokazała, jak bardzo potrzebujemy spotkań na żywo, emocji i obecności drugiego człowieka.
Owacje i muzyczny finał
Pod koniec spotkania publiczność poprosiła aktorkę o zaśpiewanie piosenki. Nie odmówiła.
Bez akompaniamentu wykonała przedwojenny przebój „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, za co została nagrodzona długimi brawami. Później zdradziła, że choć koncerty dają jej ogromną radość, to właśnie one kosztują ją najwięcej emocji.
– Na scenie teatralnej zawsze można oprzeć się na partnerach. Na estradzie wszystko spoczywa na mnie i to jest ogromna odpowiedzialność. Ale satysfakcja po udanym koncercie jest nieporównywalna z niczym innym.
Spotkanie zakończyły owacje na stojąco oraz długa kolejka po autografy i wspólne zdjęcia. Było to piękne zwieńczenie pierwszej części tegorocznego cyklu Tury Kultury – pełne humoru, refleksji i inspirujących historii, które publiczność z pewnością zapamięta na długo.





