Anna Dereszowska oczarowała publiczność w MBP

0
318
fot. MBP Tychy

– Uwielbiam Tychy, uwielbiam Śląsk. Jestem Ślązaczką, sąsiadką z Mikołowa, więc z radością przyjechałam w swoje strony – tymi słowami Anna Dereszowska przywitała publiczność zgromadzoną w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tychach podczas ostatniego przed wakacyjną przerwą spotkania z cyklu Tury Kultury. Już po kilku minutach było jasne, że nie będzie to typowy wywiad z aktorką. Zamiast gotowych odpowiedzi pojawiły się szczere wyznania, mnóstwo humoru i opowieści, które wielokrotnie wywoływały zarówno salwy śmiechu, jak i wzruszenie.

Rozmowę prowadził Andrzej Kurdziel, który rozpoczął od pytania o słynne powiedzenie, że jeśli kocha się swoją pracę, nie przepracuje się ani jednego dnia.

– Nie przepracowałam ani jednego dnia w życiu – odpowiedziała z uśmiechem aktorka, po czym opowiedziała o swoim szalonym grafiku. Zdjęcia do seriali, próby teatralne, koncerty, podróże po całej Polsce. – Gdybym tego nie kochała, to bym zwariowała. Są momenty, kiedy mam wszystkiego dość, ale ostatecznie myślę sobie, że mam wspaniałe życie i ogromne szczęście – mówiła.

Śląskie korzenie

Choć od lat mieszka w Warszawie, wielokrotnie podkreślała, że Śląsk pozostaje dla niej miejscem szczególnym. Wspominała dzieciństwo, naukę w Katowicach i moment, który zdecydował o całej jej zawodowej przyszłości.

To właśnie dzięki Jerzemu Połońskiemu z Pałacu Młodzieży w Katowicach uwierzyła, że może zostać aktorką.

– Poszłam tam właściwie przez przypadek. Przedstawiłam się, a pan Jerzy powiedział: „Będziesz aktorką”. Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy nie poszłabym do szkoły teatralnej – opowiadała.

Nie ukrywała również, że początki w warszawskiej Akademii Teatralnej były bardzo trudne.

– Byłam pierwsza do odstrzału. Siedziałam w kącie, nie chciałam nic pokazywać. Ale w czasie drugiego semestru coś się we mnie zmieniło i pierwszy rok skończyłam z ministerialnym wyróżnieniem – wspominała z rozbrajającą szczerością.

Teatr uczy pokory

Jednym z najbarwniejszych fragmentów spotkania były opowieści z teatralnych kulis. Dereszowska zdradziła, że mimo ponad dwóch dekad na scenie nadal zdarzają się sytuacje, których nie sposób przewidzieć.

Publiczność usłyszała historie o zgubionym podczas spektaklu pierścionku, garderobianych katastrofach, improwizacjach ratujących przedstawienie czy występach w Stanach Zjednoczonych, kiedy przez pomyłkę na scenie zamiast wody pojawiła się prawdziwa wódka.

– Improwizację bardzo lubię, ale tylko wtedy, kiedy służy spektaklowi. Dobry tekst ma swój rytm i trzeba go szanować – podkreślała.

Z ogromnym uznaniem mówiła również o aktorach i reżyserach, z którymi pracowała, szczególnie o Wojciechu Malajkacie i Janie Holoubku.

– To jeden z tych reżyserów, z którymi aktor marzy, żeby pracować. Jest perfekcyjnie przygotowany i dokładnie wie, czego chce – mówiła o Holoubku.

Najtrudniejsza rola? Mama

Najbardziej osobista część spotkania dotyczyła życia prywatnego. Aktorka przyznała, że największym wyzwaniem nie są role teatralne ani filmowe, lecz pogodzenie intensywnej pracy z macierzyństwem.

– Każda mama ma poczucie, że jest jej za mało – mówiła.

Opowiedziała także historię swojej córki, która po nieudanej wymianie uczniowskiej w Brazylii wróciła do Polski z zupełnie nowym spojrzeniem na rodzinę.

– Powiedziała mi: „Mamo, jesteś najwspanialszą mamą na świecie. Teraz widzę, ile robisz, żebyśmy mogli tak żyć”. To była jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie usłyszałam.

Popularność daje możliwość pomagania

Dereszowska wiele miejsca poświęciła działalności społecznej. Mówiła o swoim zaangażowaniu w poprawę leczenia dzieci chorujących na hemofilię oraz o wieloletniej współpracy z SOS Wioskami Dziecięcymi.

Podkreślała, że największą wartością popularności jest możliwość wykorzystania jej do pomagania innym.

– To chyba jedna z najwspanialszych rzeczy, które udało mi się zrobić w życiu. Jeśli dzięki temu można zmienić czyjeś życie na lepsze, to naprawdę ma sens.

Nie zabrakło również ważnego apelu o profilaktykę zdrowotną.

– Badajcie się. Najprostszym, najtańszym i najskuteczniejszym sposobem leczenia jest profilaktyka.

 „Najpiękniejszy kraj na świecie”

Jednym z najbardziej zaskakujących momentów rozmowy była opowieść o młodzieżowych wymianach międzynarodowych organizowanych w domu aktorki.

Dereszowska przekonywała, że dopiero zagraniczni goście uświadomili jej, jak wiele atutów ma Polska.

– To piękny, bezpieczny i czysty kraj. Mamy świetną komunikację, życzliwych ludzi i naprawdę jest się czym chwalić.

Nie zabrakło również rozmowy o przyszłości zawodu aktora i rozwoju sztucznej inteligencji.

Aktorka przyznała, że wiele profesji – także związanych z głosem czy dubbingiem – czekają ogromne zmiany.

– Myślę, że teatr zostanie. Pandemia pokazała, jak bardzo potrzebujemy spotkań na żywo, emocji i obecności drugiego człowieka.

Owacje i muzyczny finał

Pod koniec spotkania publiczność poprosiła aktorkę o zaśpiewanie piosenki. Nie odmówiła.

Bez akompaniamentu wykonała przedwojenny przebój „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, za co została nagrodzona długimi brawami. Później zdradziła, że choć koncerty dają jej ogromną radość, to właśnie one kosztują ją najwięcej emocji.

– Na scenie teatralnej zawsze można oprzeć się na partnerach. Na estradzie wszystko spoczywa na mnie i to jest ogromna odpowiedzialność. Ale satysfakcja po udanym koncercie jest nieporównywalna z niczym innym.

Spotkanie zakończyły owacje na stojąco oraz długa kolejka po autografy i wspólne zdjęcia. Było to piękne zwieńczenie pierwszej części tegorocznego cyklu Tury Kultury – pełne humoru, refleksji i inspirujących historii, które publiczność z pewnością zapamięta na długo.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj