Spowiednik skazany na śmierć

0
125

Jeszcze niedawno jego nazwisko znali głównie historycy, salezjanie i najbliższa rodzina. Dziś bł. ks. Karol Golda zajmuje szczególne miejsce nie tylko w historii Kościoła, ale także Tychów. To właśnie on został pierwszym mieszkańcem miasta wyniesionym na ołtarze. Jego życie trwało zaledwie 28 lat, lecz wypełniły je wiara, nauka, działalność duszpasterska i ostatecznie męczeńska śmierć w niemieckim obozie koncentracyjnym KL Auschwitz.

Historię salezjanina z Tychów przybliża nowa publikacja „Wierny spowiednik”, przygotowana przez jego bratanka, Ludwika Goldę. Autor przez lata gromadził dokumenty, rodzinne wspomnienia, listy i archiwalne materiały, dzięki którym udało się odtworzyć losy kapłana, którego wojna pozbawiła przyszłości, ale nie odebrała pamięci.

Z patriotycznego domu

Karol Golda urodził się 23 grudnia 1914 roku w Tychach. Pochodził z rodziny od pokoleń związanej z tą ziemią. Goldowie mieszkali tutaj już w XVIII wieku. Rodzice prowadzili gospodarstwo rolne, a cała rodzina wykazywała postawy patriotyczne, bowiem w czasie powstań śląskich i plebiscytu opowiedziała się po stronie Polski.

Przyszły kapłan został ochrzczony 3 stycznia 1915 roku w kościele pw. św. Marii Magdaleny. Uczył się w szkole powszechnej mieszczącej się w budynku dzisiejszej Szkoły Podstawowej nr 1. Już jako dziecko wyróżniał się religijnością i zainteresowaniem sprawami wiary.

Po ukończeniu czterech klas szkoły podstawowej rozpoczął naukę w gimnazjum im. Bolesława Chrobrego w Pszczynie, do którego codziennie dojeżdżał pociągiem. W tym okresie duży wpływ wywarł na niego starszy kolega Edmund Szeliga. Opowiadał mu o nauce i życiu w Zakładzie Salezjańskim w Oświęcimiu, którego był uczniem. Historie te zrobiły na młodym Karolu tak duże wrażenie, że postanowił się tam przenieść.

Nie było to jednak łatwe. Pierwsza prośba o przyjęcie została odrzucona. Nie zrezygnował. Z rekomendacją wystawioną przez tyskiego proboszcza, ks. prałata Jana Kapicę, osobiście udał się do Oświęcimia. Tym razem osiągnął cel. 1 września 1928 roku rozpoczął tam warunkowo naukę i zamieszkał w internacie.

„Do wyższych rzeczy jest stworzony”

Z relacji przywołanych w książce wynika, że już jako nastolatek często powtarzał słowa św. Stanisława Kostki: „Zdaje mi się, że do wyższych rzeczy jestem stworzony”.

Jednocześnie nie był wyłącznie skupionym na nauce klerykiem. Interesował się sportem, szczególnie narciarstwem, fascynowała go filozofia i nauki ścisłe. Pozostawił po sobie także osobisty notes zatytułowany „Dla pamięci”, w którym zapisywał przemyślenia i refleksje. Dziś stanowi on jedno z najcenniejszych źródeł wiedzy o jego charakterze.

W wieku 17 lat rozpoczął nowicjat salezjański w Czerwińsku nad Wisłą. W listopadzie 1931 roku przyjął habit zakonny, a rok później złożył pierwsze śluby zakonne.

Po maturze odbył praktykę pedagogiczną w Daszawie na terenie dzisiejszej Ukrainy. Następnie wrócił do Oświęcimia i w 1935 roku złożył kolejne śluby zakonne. Jeszcze w tym samym roku wyjechał do Rzymu.

Rzym, studia i kapłaństwo

Pobyt we Włoszech był jednym z najważniejszych okresów jego życia. Od 1935 do 1939 roku studiował filozofię i teologię na Uniwersytecie Gregoriańskim. Zachowała się bogata korespondencja z tego okresu, świadcząca o jego silnych więzach rodzinnych.

W styczniu 1937 roku złożył śluby wieczyste, a 18 grudnia 1938 roku otrzymał święcenia kapłańskie w rzymskiej bazylice salezjańskiej Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Do rodzinnych Tychów wrócił latem 1939 roku. 24 lipca odprawił tutaj swoją mszę prymicyjną. Było to wielkie wydarzenie dla mieszkańców. Z domu rodzinnego do kościoła św. Marii Magdaleny przeszedł uroczysty pochód z udziałem orkiestry, pocztów sztandarowych, przedstawicieli różnych środowisk oraz ówczesnego naczelnika gminy Jana Wieczorka.

Po prymicjach został skierowany do pracy duszpasterskiej w Poznaniu, a później związany był również z salezjańskim domem w Lądzie. Jednak wojna szybko przekreśliła jego dalsze plany naukowe.

Wojna przekreśliła plany

Jesienią 1939 roku ks. Golda wrócił do Tychów. Zastał rodzinne gospodarstwo częściowo spalone. Według relacji przywoływanych przez autora książki, mogło to być efektem celowych podpaleń wymierzonych przez mniejszość niemiecką w rodziny opowiadające się wcześniej za Polską.

Większość czasu spędzał później w zakładzie salezjańskim w Oświęcimiu. Mimo wojny nie porzucił działalności wychowawczej i edukacyjnej. Salezjanie organizowali tajne nauczanie, a ks. Golda pełnił funkcję opiekuna i koordynatora tych działań. Próbował jeszcze raz uzyskać zgodę na studia doktoranckie w Rzymie, jednak bezskutecznie.

W 1941 roku przebywał przez pewien czas w Bawarii u swojej ciotki, przełożonej klasztoru augustianek. Z zachowanych zapisków wynika, że był to okres głębokich przemyśleń nad losem świata i człowieka.

Po powrocie do Oświęcimia znalazł się w bezpośrednim sąsiedztwie rozwijającego się obozu koncentracyjnego Auschwitz. Salezjanie obserwowali transporty więźniów i docierające informacje o głodzie, śmierci oraz terrorze. W miarę możliwości organizowali pomoc dla osadzonych, przekazując żywność i grypsy.

Aresztowany za posługę

Choć okupanci wprowadzali coraz więcej ograniczeń wobec polskich duchownych, ks. Golda nie rezygnował z pracy duszpasterskiej. Najwięcej czasu spędzał w konfesjonale. Spowiadał nie tylko Polaków, ale również Niemców, w tym żołnierzy.

Ostatni raz spotkał się z rodziną podczas świąt Bożego Narodzenia 1941 roku.

31 grudnia 1941 roku został aresztowany przez gestapo. Rodzina próbowała ustalić przyczynę zatrzymania. Początkowo pojawił się zarzut szpiegostwa i przekazywania informacji o obozie koncentracyjnym. Analiza źródeł przywoływanych przez autora książki wskazuje jednak, że zasadniczym powodem była właśnie jego działalność duszpasterska, szczególnie spowiadanie niemieckich żołnierzy, prawdopodobnie także załogi obozu. Nazistowskie władze uznały to za działanie wrogie wobec państwa.

Po zatrzymaniu trafił do Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 18160. Część pierwszych tygodni jego uwięzienia pozostaje niejasna. Wiadomo, że był także przesłuchiwany przez gestapo w Katowicach, po czym ponownie znalazł się w obozie.

Numer 18160

Z relacji świadków wynika, że pracował między innymi w kuźni oraz magazynie pomocniczym. Mimo niezwykle trudnych warunków utrzymywał kontakt z rodziną, wysyłając oficjalne listy oraz nielegalnie przemycane grypsy.

1 maja 1942 roku stanął przed niemieckim sądem we Wrocławiu. Zapadł wyrok śmierci.

Dokładne okoliczności jego egzekucji nie są dziś potwierdzone. Jedna z hipotez mówi o zamordowaniu w Bloku 11, tzw. „Bloku Śmierci”. Bardziej prawdopodobna wydaje się jednak wersja związana z karną kompanią w Birkenau. Autor książki przywołuje relację, według której jeden z więźniów pełniących funkcję sztubowego miał pochwalić się powieszeniem „księdza z Tychów”. W tamtym czasie w Auschwitz nie przebywał żaden inny kapłan pochodzący z miasta.

Karol Golda zginął 14 maja 1942 roku. Miał zaledwie 28 lat.

Jak w wielu przypadkach ofiar nazistowskiego terroru, oficjalna dokumentacja rozmijała się z prawdą. W akcie zgonu wpisano, że przyczyną śmierci była grypa i osłabienie serca. Rodzina otrzymała telegram z informacją o jego śmierci dwa dni później.

Droga na ołtarze

Pamięć o ks. Goldzie przetrwała dzięki rodzinie, współbraciom salezjanom oraz mieszkańcom Tychów. W 2003 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny grupy 122 męczenników II wojny światowej. Przez lata analizowano dokumenty, listy, świadectwa i relacje świadków.

24 października 2025 roku papież Leon XIV zatwierdził dekret o męczeństwie ks. Karola Goldy. Kilka miesięcy później, 6 czerwca 2026 roku w Krakowie, został ogłoszony błogosławionym.

Dla Tychów jest to wydarzenie historyczne. Po raz pierwszy mieszkaniec miasta został wyniesiony na ołtarze.

Jak napisał Ludwik Golda, autor publikacji poświęconej swojemu wujkowi: „To, co kiedyś było marzeniem moim i całej naszej rodziny, teraz stało się faktem: beatyfikacja mojego wujka ks. Karola Goldy”.

Historia bł. ks. Karola Goldy jest opowieścią o pokoleniu, którego młodość przerwała wojna. O człowieku, który mógł zostać naukowcem, wychowawcą i cenionym duszpasterzem, ale przyszło mu zapłacić najwyższą cenę za wierność swojemu powołaniu. Dziś jego nazwisko na trwałe wpisało się nie tylko w dzieje Kościoła, ale również w historię Tychów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj