W środowy wieczór, 13 maja, tyska Mediateka wypełniła się miłośnikami teatru, filmu i dobrego humoru. Bohaterem kolejnego spotkania z cyklu „Tury Kultury” był bowiem Marek Siudym – aktor doskonale znany zarówno z kultowego „Misia”, jak i seriali „Złotopolscy” czy „Lokatorzy”. Rozmowę poprowadził Marcin Michrowski, a już od pierwszych minut było wiadomo, że publiczność czeka nie oficjalny wywiad, lecz pełna anegdot, śmiechu i szczerości opowieść o życiu, pasjach i zawodzie aktora.
Atmosfera spotkania była niezwykle swobodna i serdeczna. Marek Siudym szybko złapał kontakt z publicznością, żartował, improwizował i z ogromnym dystansem mówił zarówno o sukcesach, jak i życiowych zakrętach. Nie brakowało też wspomnień związanych z bibliotekami – co okazało się wyjątkowo symboliczne podczas trwającego Tygodnia Bibliotek.
– Mogę powiedzieć, że wychowałem się w bibliotece – wspominał aktor. – Mama pracowała w takim miejscu i całe moje dzieciństwo kręciło się wokół książek, choć działo się tam znacznie więcej, nawet… prywatki. Ale tak całkiem poważnie – nie wyobrażam sobie życia bez czytania.
Publiczność mogła usłyszeć wiele historii z młodości aktora – od nieudanej matury, przez próbę dostania się do szkoły plastycznej, aż po studia w warszawskiej szkole teatralnej. Siudym z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie należał do najbardziej pilnych studentów.
– Pięć lat studiowałem, a nie cztery – żartował. – Na trzecim roku była taka pogoda, że mówiąc kolokwialnie… odwaliło mi. Siedziałem w Bieszczadach. Potem co prawda zdałem wszystkie egzaminy, ale z uwagi na wiele nieusprawiedliwionych godzin, powtórzyłem rok.
Wspomnienia ze szkoły teatralnej płynnie przechodziły w opowieści o legendarnym STS-ie, pracy z największymi nazwiskami polskiej sceny oraz kabarecie Olgi Lipińskiej. Aktor barwnie opowiadał o kulisach telewizyjnych produkcji i gigantycznej pracy, jaka stała za kilkuminutowymi skeczami czy piosenkami.
– Czasami całą noc nagrywaliśmy jedną piosenkę – mówił. –Dzisiaj, jak patrzę po latach, to myślę: wszystko było znakomicie zrobione – zaśpiewane, zatańczone, wymyślone.
Dużo miejsca podczas spotkania zajęły także pasje aktora. Marek Siudym z ogromnym entuzjazmem opowiadał o koniach, jeździectwie i pracy trenera. Jak sam przyznał, to właśnie konie są jego „drugim zawodem”, a może nawet największą życiową miłością.
– Jak zobaczyłem wyścigi, to zwariowałem – wspominał. – To jest tak piękne: szybkość, kolory, ten tor. Konie to niezwykłe zwierzęta.
Nie zabrakło również opowieści o „mechanicznych koniach”, czyli pracy kierowcy i taksówkarza w czasach stanu wojennego, a także jego pasji do motocykli. Aktor z humorem przywoływał reakcje pasażerów, którzy pozornie rozpoznawali go za kierownicą warszawskiej taksówki, ale niekoniecznie, jako aktora.
Spotkanie upłynęło w niezwykle pogodnej atmosferze. Były wspomnienia o wielkich aktorach, teatralnych trasach, serialach, pracy na planie i życiu za kulisami, ale też dużo autoironii i życiowego dystansu. Publiczność chętnie włączała się do rozmowy, zadając pytania dotyczące zarówno kariery aktora, jak i jego codzienności.
Na zakończenie uczestnicy nagrodzili gościa długimi brawami, a wielu ustawiło się jeszcze po autografy i wspólne zdjęcia.
Organizatorzy zapraszają już na kolejne spotkanie z cyklu „Tury Kultury”. Odbędzie się ono w środę, 27 maja o godz. 18.00 w Mediatece, a bohaterką wieczoru będzie Małgorzata Pieczyńska.


