Wózek z 99 smartfonami, parking Bedoesa, mężczyzna goniący po ulicy sąsiada z siekierą w ręce… Trolling w sieci przybiera coraz nowsze i bardziej kreatywne formy. Jeden z przykładów znaleźliśmy w Tychach.
Od kilku lat w sieci rozwija się tzw. „trolling kartograficzny”. Polega on na wprowadzaniu użytkowników internetu w błąd z wykorzystaniem map internetowych, takich jak Google Maps – najpopularniejszej na świecie platformy mapowej i aplikacji nawigacyjnej. Powód? Czasem jest to celowe działanie mające wprowadzić w błąd czy zaszkodzić wizerunkowi firmy, instytucji lub miejsca, a jeszcze częściej – zwykła zabawa lub internetowy żart.
Na jeden z bardziej kreatywnych pomysłów wpadł Simon Weckert z Berlina. Po zapoznaniu się z tym, w jaki sposób Google Maps generuje informacje o natężeniu ruchu drogowego, postanowił to sprawdzić w praktyce. Platforma opiera się o liczbę urządzeń znajdujących się w danej lokalizacji, interpretując ich skupisko jako zator drogowy. Weckert umieścił więc w wózku 99 używanych smartfonów i spacerował z nim ulicami miasta. System odczytał to jako korek, przez co na mapach pojawiły się czerwone odcinki, a kierowcy byli kierowani objazdami.
Na inny „kreatywny” pomysł wpadli mieszkańcy niewielkiej miejscowości Meningie w Południowej Australii. Ich działanie było spontaniczne. Jeden z nich, widząc samochód Google Street View, postanowił zrobić coś, co „zostanie zapamiętane”. Chwycił siekierę i poprosił sąsiada, aby zaczął przed nim uciekać. Upozorowana scena została zarejestrowana przez kamerę i przez długi czas budziła grozę wśród internautów, którzy natrafiali na nią podczas wirtualnych spacerów.
Kolejnym sposobem na trolling kartograficzny jest zmienianie nazw istniejących obiektów lub nadawanie im nowych. Zmian może dokonać użytkownik aktywnie uczestniczący w rozwijaniu map, np. jako lokalny przewodnik. W ten sposób w Polsce pojawiały się takie miejsca jak „Pomnik Czynów Polaków Robaków” czy „Parking pod opacznością Bedoesa” (celowy błąd leksykalny). Jeden z przykładów znajdziemy także w Tychach.
„Nową” nazwę otrzymało rondo Paprocańskie – „im. Dyfra Zaspawanego”. Jest to termin używany przez miłośników motoryzacji, odnoszący się do modyfikacji pojazdu umożliwiającej łatwiejsze wprowadzanie go w kontrolowany poślizg, czyli drift. Lokalizacja nie jest przypadkowa – to właśnie tam kilka lat temu nagrano film przedstawiający takie manewry, który później trafił do mediów społecznościowych. W przeszłości zmieniano również nazwę Skweru im. Marii i Lecha Kaczyńskich, który prze pewien czas funkcjonował w sieci jako skwer… Ryana Goslinga.
Większość tego typu zmian ma charakter tymczasowy – po jakimś czasie są one wykrywane i usuwane przez moderatorów lub zgłaszane przez użytkowników. Choć trolling kartograficzny bywa zabawny, może też wprowadzać w błąd i utrudniać orientację w przestrzeni, szczególnie osobom spoza danego miasta. To pokazuje, że nawet w świecie cyfrowych map potrzebna jest czujność i zdrowy rozsądek – zarówno po stronie twórców, jak i użytkowników.

