Nie każdy na początku kariery dostaje własny salon. Daria Śledź miała 21 lat, kiedy przejęła miejsce, w którym chwilę wcześniej odbywała staż. To była sytuacja, która wymagała szybkich decyzji i jeszcze szybszego wejścia w rolę właścicielki. Dziś prowadzi McHair Fast Styling w Tychach i rozwija się w branży, w której liczą się nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim zaufanie klientów.
Wszystko wydarzyło się właściwie z dnia na dzień – Daria przejęła bowiem salon, w którym jeszcze chwilę wcześniej była stażystką.
– Na początku bardzo się stresowałam. Zostałam rzucona na głęboką wodę i nie miałam pojęcia, co mnie czeka – wyznaje fryzjerka.
Dziś, pięć lat później, prowadzi własny zespół, szkoli uczennicę i buduje markę, która – jak sama przyznaje – opiera się przede wszystkim na zaufaniu.
Marzenie od zawsze
Choć zawodowa droga zaczęła się dynamicznie, decyzja o wyborze zawodu dojrzewała znacznie wcześniej.
– Od dzieciństwa chciałam zostać fryzjerką. To było moje marzenie i nie wyobrażam sobie, żebym pracowała w innym zawodzie – mówi Daria Śledź.
Nie bez znaczenia były też rodzinne inspiracje. Wśród bliskich były osoby związane z fryzjerstwem, a talent – jak mówi – „gdzieś się w tej rodzinie przewijał”.
Pierwsze kroki stawiała w tyskiej „Budowlance”, trafiła też na staż do salonu, który dziś prowadzi. Moment przejęcia zakładu nie był zaplanowany.
– Szef się wyprowadził i szukał kogoś, komu mógłby zaufać. Pracowałam tam, więc padło na mnie – opowiada.
To była decyzja, która wymagała odwagi i szybkiego dojrzewania zawodowego.
– Myślę, że dzięki temu bardzo szybko się rozwinęłam. Z perspektywy czasu jestem szczęśliwa, że wszystko tak się ułożyło – mówi fryzjerka.
Co myśli klient?
Największym wyzwaniem w tej pracy – jak podkreśla – nie są ani techniki, ani narzędzia.
– Najtrudniejsze jest to, że klient często nie potrafi powiedzieć, czego chce. A my musimy to wyczuć – mówi.
To właśnie ta umiejętność – połączenie intuicji, doświadczenia i komunikacji – decyduje o efekcie końcowym. Zdarzają się jednak momenty szczególne.
– Najbardziej cieszy mnie, kiedy ktoś mówi: „zdaję się na panią, ufam pani”. To jest ogromna odpowiedzialność, ale też satysfakcja.
Nie tylko fryzura
Salon przy ul. Edukacji 48 to nie tylko miejsce usług. To przestrzeń relacji.
– Klienci przychodzą nie tylko na fryzurę, ale też po atmosferę. Rozmawiają, dzielą się swoimi historiami – mówi.
Jak zauważa, fryzjer bardzo często pełni rolę kogoś więcej niż tylko specjalisty od włosów.
– To trochę jak u psychologa. Ludzie się otwierają, a my możemy sprawić, że poczują się lepiej.
To właśnie ta część pracy daje jej największą satysfakcję – możliwość budowania pewności siebie u klientów.
Trendy wracają i zaskakują
Branża fryzjerska zmienia się bardzo dynamicznie. Co ciekawe, nie zawsze oznacza to coś zupełnie nowego.
– Wracają trendy sprzed lat, z lat 80. czy 2000. Dla mnie to było wyzwanie, bo wychowałam się już na innych stylach – mówi. – Właśnie dlatego nieustanne dokształcanie się to konieczność, a nie wybór – dodaje.
Dziś Daria Śledź prowadzi niewielki, ale zgrany zespół – dwóch pracowników i uczennicę.
– Możemy się wymieniać doświadczeniami, wspierać. To bardzo ważne.
Od niedawna należy także do Cechu Rzemiosł i Przedsiębiorczości.
– Jestem chyba najmłodszą rzemieślniczką, więc to dla mnie wyróżnienie, ale też motywacja.
Jak podkreśla, to przestrzeń, która daje realne wsparcie i możliwość rozwoju.
Zaufanie jest najważniejsze
Choć salon funkcjonuje w mediach społecznościowych, to – jak przyznaje – najważniejsza pozostaje rekomendacja.
– Najlepiej działa poczta pantoflowa. Jedna klientka potrafi przyprowadzić kolejne – wyjaśnia,
To właśnie w ten sposób buduje się stabilna baza klientów – krok po kroku.
Na koniec kieruje słowa do tych, którzy dopiero szukają swojej drogi.
– Nawet jeśli początki są trudne i ktoś podcina wam skrzydła, warto wierzyć w siebie. Każda porażka coś buduje – podkreśla Daria Śledź.
W końcu często największy rozwój zaczyna się właśnie wtedy, gdy ktoś rzuci nas na głęboką wodę.

