Początek ćwierćfinałowej rywalizacji z ŁKS-em wlał w serca kibiców tyskiego zespołu sporo nadziei, ale wygrana w Łodzi była jedynym triumfem Tyszan w tej serii. Kolejne trzy spotkania, w tym dwa rozegrane przed własną publicznością, podopieczni Tomasza Jagiełki przegrali i to Łodzianie zameldowali się w półfinale.
Przed meczem numer cztery zespół GKS-u zapowiadał, że postawi wszystko na jedną kartę. – Czyścimy głowy, przeanalizujemy to spotkanie i zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby wrócić do Łodzi na piąty mecz – zapowiedział na pomeczowej konferencji trener Jagiełka. I choć chęci oraz zaangażowania koszykarzom z Tychów odmówić nie można, Tyszanie nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki. Źle weszli w mecz i wyraźnie przegrali pierwszą kwartę. W drugiej radzili sobie lepiej, jednak strata do rywali jeszcze wzrosła. Do przerwy przegrywali aż 16 punktami. Po zmianie stron gra się wyrównała, ale mający dużą przewagę Łodzianie kontrolowali spotkanie do końcowej syreny. Tym samym po czterech meczach ŁKS zakończył rywalizację i awansował do półfinału. Tyszanie kończą sezon – podobnie jak przed rokiem – na etapie ćwierćfinału.
GKS Tychy – ŁKS Łódź 74:89 (11:23, 18:22, 24:24, 21:20)
GKS Tychy: Dziemba 13 (3), Lis 12 (2), Bożenko 9 (2), Kuczawski 9 (2), Walski 9 (1), Dawdo 8, Kiwilsza 7, Śnieg 4, Koperski 3, Heliński.

