Peszek o pracy, życiu i przypadku

0
99
fot. MBP Tychy

Mediateka w Tychach we wtorkowy wieczór wypełniła się publicznością, która przyszła nie tylko posłuchać, ale przede wszystkim spotkać się z osobowością. Bohaterem kolejnej odsłony cyklu „Tury Kultury” był Jan Peszek – aktor, reżyser i pedagog, którego – jak trafnie zauważył prowadzący Andrzej Kurdziel – nie sposób zaszufladkować.

Już od pierwszych minut spotkania było jasne, że nie będzie to klasyczny wywiad. Rozmowa szybko zamieniła się w żywą, pełną dygresji opowieść, w której anegdoty mieszały się z refleksją o pracy, życiu i współczesnym świecie.

– Jestem przede wszystkim potwornie leniwy. I to jest odpowiedź na wszystko – przyznał z właściwą sobie autoironią. Jak tłumaczył, właśnie to „lenistwo” pcha go do nieustannej aktywności.

– Nie chcąc dopuścić go do głosu, pracuję bardzo dużo. Całe życie i nie zamierzam przestać – mówił.

Peszek wielokrotnie podkreślał, że jego droga zawodowa w dużej mierze była efektem przypadku. Wspominał, że początkowo miał zostać dentystą, pracował nawet w gabinecie ojca.

– Klepałem mostki i wiedziałem, że będę miał wygodne życie. I nagle przypadek: ktoś zrezygnował ze szkoły teatralnej, więc ja dostałem się z listy rezerwowej – opowiadał. Jak dodał, ogromny wpływ na jego rozwój miał Bogusław Schaeffer, który ukształtował go nie tylko jako aktora, ale też jako człowieka.

Ważnym wątkiem spotkania była także codzienna dyscyplina i praca z ciałem. Aktor mówił o rytuałach, które pomagają mu utrzymać formę i koncentrację. Opowiadał o ćwiczeniach inspirowanych technikami azjatyckimi, których – jak sam przyznał – do końca nie rozumie, ale którym ufa.

– Robię je, bo wiem, że działają. Jak nie zrobię, mam poczucie, że dzień będzie niepełny – tłumaczył z uśmiechem.

Nie zabrakło również refleksji nad współczesnością. Peszek otwarcie mówił o swoim dystansie do technologii i cyfrowego świata.

– Z wyboru nie korzystam z komputera. Nie cierpię wszelkiej formy ubezwłasnowolnienia – podkreślał, dodając, że nadmiar technologii ogranicza bezpośredni kontakt między ludźmi. – Ludzie przestają rozmawiać, przestają wymieniać emocje. A bez tego nie ma nic – mówił.

Szczególnie poruszający był fragment rozmowy poświęcony relacji mistrz–uczeń. Aktor, od lat pracujący ze studentami, nie krył niepokoju, ale i ostrożnego optymizmu.

– Młodzi ludzie intuicyjnie czują, że ten zawód może ich uratować, bo opiera się na żywym, organicznym kontakcie – mówił. Jednocześnie zwracał uwagę na trudności, z jakimi się mierzą: powierzchowność wiedzy, uzależnienie od telefonów, brak głębokiego przeżywania.

– Widz nie szuka mądrości. Szuka emocji: chce się śmiać, płakać, mieć dreszcze. A to wymaga prawdy – podkreślał.

Spotkanie nie było jednak tylko refleksją – nie brakowało humoru i lekkości. Peszek z dystansem opowiadał o sobie jako „dygresjoniście”, który mógłby mówić bez końca, a publiczność reagowała żywo – śmiechem, ale też skupieniem w momentach bardziej osobistych.

Poniedziałkowy wieczór w Mediatece pokazał, że „Tury Kultury” to coś więcej niż spotkania z artystami. To przestrzeń prawdziwego dialogu. A Jan Peszek udowodnił, że nawet po kilkudziesięciu latach na scenie wciąż potrafi nie tylko grać, ale przede wszystkim – fascynować swoją opowieścią o życiu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj