28 stycznia 23 lata temu pod Rysami zeszła lawina, która porwała grupę uczniów z I LO im. Leona Kruczkowskiego, związanych z Klubem Sportowym „Pion”. W wyniku zejścia lawiny życie straciło ośmioro młodych ludzi.
W rocznicę tragedii prezydent Tychów Maciej Gramatyka wspólnie z Ministrem Sportu i Turystyki Jakubem Rutnickim oraz Łukaszem Ściebiorowskin – posłem na Sejm RP oddali hołd ofiarom tragicznych wydarzeń. Znicze zapalono pod tablicą pamiątkową w I LO w obecności dyrektor szkoły oraz uczniów.
26 stycznia 2003 roku grupa 21 licealistów oraz 22-letni brat jednego z uczniów przybyła do schroniska nad Morskim Okiem. 27 stycznia część z nich bez problemu zdobyła szczyt. Druga grupa zaplanowała swoje wejście następnego dnia. Tymczasem w nocy nastąpiło pogorszenie pogody. TOPR ogłosił drugi, umiarkowany stopień zagrożenia lawinowego. Opiekun, namawiany przez uczniów, zdecydował jednak, że licealiści na szczyt pójdą. Ze schroniska wyszli około godz. 6.30.
Była godzina 11, gdy prawie spod samego szczytu Rysów runęły w dół tysiące ton śniegu. Nad miejscem obrywu znalazły się cztery osoby (m.in. idący na przedzie nauczyciel), masy śniegu porwały 9 uczestników wycieczki.
„Skalę lawiny najlepiej oddadzą liczby: jej powierzchnia była równa 13 hektarom, tor ruchu miał ponad 1200 metrów, a korona obrywu ponad kilometr. Szacowana masa śniegu pozostała ponad taflą Czarnego Stawu – 26000 ton, zaś o masie śniegu wtłoczonego do samego stawu biegli powiedzieli tylko „o wiele więcej”” – napisał Sebastian Fijak, przewodnik górski i narciarski.
– Była to największa tragedia lawinowa w polskich Tatrach. W sumie TOPR zorganizował 14 wypraw poszukiwawczych, w których udział wzięło 260 ratowników, 36 psów lawinowych. Bezpośrednio w tej akcji ratunkowej ratownicy spędzili 2203 godziny – informuje ratownik TOPR Adam Marasek.
Pierwszego dnia odkopano 3 osoby – dziewczynę, która nie miała większych obrażeń, oraz dwóch chłopaków – jeden już nie żył, drugi zmarł dziesięć tygodni po wypadku w szpitalu. Wiadomo było, że brakuje jeszcze 6 osób. Ich ciała znaleziono dopiero wiosną – wraz z lawiną zostały wepchnięte pod zamarzniętą taflę Czarnego Stawu pod Rysami.
Uczniowie i uczennice „Kruczka”: 16-letni Justyna Narloch i Andrzej Matyśkiewicz, o rok starsi Szymon Lenartowicz i Ewa Pacanowska, 18-latkowie Przemysław Kwiecień i Artur Rygulski już nigdy nie wrócili do szkolnych ławek. Lawina odebrała też życie 22-letniego studenta Łukasza Matyśkiewicza, brata Andrzeja. Do domu nie wrócił 36-letni Tomasz Zbiegień – drugi, poza Szumnym, opiekun grupy.
„Daj nam wiarę w mrok i świt, daj hart tatrzańskich skał” — czytamy na tablicy pamiątkowej poświęconej pamięci ofiar lawiny w LO im. Leona Kruczkowskiego w Tychach.






