Górskie metamorfozy Bieleckiego – premiera „Bez śladu”

0
314
fot. Piotr Podsiadły

W niedzielę (14.12) wypełniony po brzegi Teatr Mały stał się miejscem premiery najnowszej książki tyszanina Adama Bieleckiego „Bez śladu” oraz towarzyszącej jej prelekcji. Himalaista opowiedział o pasji, ryzyku i wyborach, które zostają z człowiekiem na całe życie. Wieczór opierał się na multimedialnym pokazie zdjęć i filmów z górskich wypraw, do których Bielecki snuł swoją historię. Monumentalne krajobrazy, surowe światło, maleńkie sylwetki ludzi na tle ogromu natury – obrazy te budowały tło dla opowieści himalaisty, który od lat przyzwyczaił odbiorców do szczerości i refleksji.

Nieprzypadkowo premiera odbyła się właśnie w Tychach. Na ten wątek zwrócił uwagę Janusz Niedbał, menedżer i przyjaciel himalaisty, który otwierając spotkanie, cofnął się pamięcią do lat szkolnych. Jak podkreślał, to właśnie scena tyskiego teatru, na której odbywały się zajęcia Migreski, była miejscem ważnym dla młodych ludzi z Kruczka, którego uczniem był Bielecki i Norwida, do którego chodził Niedbał – szkół, które choć rywalizowały, potrafiły współpracować i budować relacje na lata.

– To miejsce wyjątkowe, które zajmuje szczególne miejsce w sercu moim i Adama – podkreślił.

Droga do siebie

W trakcie prelekcji Adam Bielecki opowiadał o drodze, jaką przeszedł od czasu wydania swojej pierwszej książki „Spod zamarzniętych powiek”. Wracał do momentu, gdy jako młody wspinacz marzył o ośmiotysięcznikach, by dziś mówić o zupełnie innym podejściu do gór. Jak sam przyznał, z biegiem lat coraz większą radość odnajduje w eksplorowaniu szczytów nieznanych, w wytyczaniu nowych dróg i wchodzeniu w miejsca, które wciąż pozostają dziewicze.

Nie zabrakło wspomnień z jednej z najgłośniejszych wypraw ostatnich lat – zimowej narodowej wyprawie na K2 oraz dramatycznej akcji ratunkowej na Nandze Parbat. Bielecki dzielił się nie tylko faktami, ale też emocjami i wnioskami, które przyszły dopiero z czasem. Pokazywane zdjęcia i filmy dopełniały narrację, ukazując góry jako przestrzeń piękną, ale i bezwzględną.

Ważnym wątkiem spotkania były nie tylko góry wysokie, ale i Tatry, do których – jak przyznał himalaista – coraz chętniej wraca. Nazywa je „kieszonkowymi” górami, które mimo mniejszej skali wciąż potrafią zachwycić i dać sportowe spełnienie. To właśnie tam, bliżej i skromniej, odnajduje dziś to, co w górach najistotniejsze.

– Prawdziwe wspinanie to przygoda, samodzielne zmaganie się z trudnościami, wyjście w niepewność – mówił ze sceny. – Nie patrzę już na wyprawy tylko przez pryzmat celu sportowego, ale przez doświadczenie bycia w ostatnich dzikich miejscach na naszej planecie. To potrzeba eksploracji i moment, kiedy jako pierwszy człowiek mogę postawić stopę na dziewiczym szczycie. Nie ma nic piękniejszego niż dwóch, trzech kolegów, jeden namiot, kawałek liny i wielka góra przed nami – opowiadał.

Sens wspinaczki

Bielecki nie unikał także tematów trudnych. Krytycznie odnosił się do postępującej komercjalizacji himalaizmu, zauważając, że przy odpowiednim zapleczu technicznym i logistycznym niemal każdą górę można „sprowadzić” do poziomu amatorskiego.

– Jednego dnia na ośmiotysięczniku potrafi stanąć kilkaset osób. Gdzie tu wyzwanie? – pytał retorycznie, podkreślając, że dla niego liczą się nie rekordy wysokości, lecz trudności techniczne i nieodkryte tereny. Mówił również o zmianach klimatycznych, których skutki obserwuje od lat: topniejących lodowcach, niestabilnym śniegu i warunkach, które coraz częściej uniemożliwiają bezpieczne wspinanie.

„Bez śladu”, napisana wspólnie z Dominikiem Szczepańskim, jest – jak zapowiadają autorzy – książką dojrzalszą, obszerniejszą i mocniej zanurzoną w refleksji. To opowieść o czasie przełomu: w życiu wspinacza i w świecie gór, które gwałtownie się zmieniają pod wpływem komercji, mediów społecznościowych i zmian klimatycznych. Pojawiają się w niej pytania o wierność sobie i cenę, jaką płaci się za realizowanie pasji.

Sam Bielecki ujął sens książki w słowach, które wybrzmiały także podczas spotkania: himalaizm nie kończy się wraz z erą herosów, lecz zaczyna się tam, gdzie człowiek potrafi przyznać, że góry nie są do zdobycia, ale do przeżywania.

Po części prezentacyjnej przyszedł czas na rozmowę z publicznością, pytania, autografy, wspólne zdjęcia, a nawet symboliczne „piątki” przybijane z Bieleckim. Po spotkaniu można było również kupić świeżo wydaną książkę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj