Koszykarze GKS-u Tychy oraz Sokoła Łańcut dali zgromadzonym na tyskiej hali kibicom pokaz koszykówki na najwyższym poziomie. Obydwa zespoły przekroczyły liczbę stu punktów, a łącznie zdobyły ich aż… 210! Co najważniejsze dla trójkolorowych, to właśnie oni byli o dwa punkty lepsi.
Takie spotkania, jak rywalizacja GKS-u z Sokołem, są najlepszą z możliwych reklam koszykówki. Zacięta rywalizacja, nagłe zwroty akcji, a przede wszystkim skuteczność w ataku sprawiły, że kibice do końcowej syreny z zapartym tchem przyglądali się tej konfrontacji. Po pierwszej kwarcie, pomimo tego, że tyszanie zdobyli 24 punkty, kończyli ją ze stratą… aż 15 „oczek”. Goście z Łańcuta zdobyli aż 39 punktów, czym spokojnie mogliby obdzielić nie jedną, a dwie kwarty. W drugiej kwarcie tyszanie odpowiedzieli w najlepszy z możliwych sposobów. Tym razem to oni rzucili aż 35 punktów, tracąc 28, dzięki czemu zniwelowali różnicę punktów przed przerwą do ośmiu.
W szatniach obydwu zespołów zawodnicy musieli otrzymać od swoich szkoleniowców mocną reprymendę, bo po zmianie stron gra w defensywie zarówno GKS-u, jak i Sokoła Łańcut, znacząco się poprawiła. Trzecia kwarta zakończyła się odrobienie strat przez zespół Tomasza Jagiełki i doprowadzeniem do remisu. W czwartej rozpoczęły się koszykarskie szachy, a także próby przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę, dzięki odważnym decyzjom. Takie dwukrotnie podjął Mateusz Dziemba, którego dwa celne trafienia za trzy punkty miały spory wpływ na końcowy wynik. Ostatecznie decydujące trafienia należały do Sebastiana Bożenki i Szymona Kiwilszy z z rzutów wolnych. Tyszanie pokonali Sokół Łańcut 106:104.
GKS Tychy – Sokół Łańcut 106:104 (24:39, 35:28, 28:20, 19:17)
GKS Tychy: Śnieg 22, Kiwilsza 19, Bożenko 18 (2), Szczypiński 17 (4), Dziemba 11 (3) Dawdo 8, Lis 5, Heliński 3, Kuczawski 3

