Po 11 latach sprawowania funkcji dyrektorki Muzeum Miejskiego w Tychach, Aleksandra Matuszczyk postanowiła zmienić otoczenie. Od 15 września nadal pracuje na stanowisku dyrektorskim, ale już nie w naszym mieście, a w Muzeum im. o. Emila Drobnego w Rybniku. O swojej wieloletniej przygodzie z Tychami opowiedziała w rozmowie z Piotrem Podsiadłym.
Aleksandra Matuszczyk objęła funkcję dyrektorki Muzeum Miejskiego w Tychach w 2014 roku. Zastąpiła na tym stanowisku odchodzącą na emeryturę dr Marię Lipok-Bierwiaczonek – inicjatorkę i założycielkę tyskiej instytucji muzealnej. Swoją funkcję sprawowała przez kolejnych 11 lat, rozwijając wcześniejszą wizję o muzeum w Tychach, uzupełniając ją o nowe pomysły i podążając z duchem czasu.
Zastąpiła pani na stanowisku dyrektorskim osobę, która stworzyła muzeum w Tychach. Wejście w „buty” swojej poprzedniczki musiało być na tamten moment bardzo trudnym zadaniem…
Aleksandra Matuszczyk: Maria Lipok-Bierwiaczonek podjęła decyzję o odejściu na emeryturę, a ja postanowiłam wziąć udział w konkursie na stanowisko dyrektorskie tyskiego muzeum. Miałam pełną świadomość, że nie będzie to łatwe zadanie. Maria Lipok-Bierwiaczonek jest nie tylko osobą, która otwarła Muzeum Miejskie w Tychach, ale była także wieloletnią orędowniczką jego powstania. Początki pracy nad stworzeniem muzeum sięgają dużo wcześniej niż 2004 roku, kiedy placówka została powołana do życia. Uchwała intencyjna w tej sprawie podjęta została już w 1996 roku. Marię uważam za osobę, która jest świetną socjolożką, etnolożką i ma przeogromną wiedzę. Ja z kolei mam duszę organizatorki życia kulturalnego. Szybko okazało się, że jesteśmy sobie niezbędne. Pomimo tego, że Maria była już na emeryturze, w dalszym ciągu miała ogromną potrzebę proponowania wystaw czy publikacji. Dlatego też, kiedy tylko wiedza i doświadczenie Marii Lipok-Bierwiaczonek mogła być dla nas przydatna, chętnie z niej korzystaliśmy i z przyjemnością ją otrzymywaliśmy.
W jaki sposób zrodził się pomysł na udział w konkursie?
Byłam osobą zupełnie z zewnątrz. Wcześniej z tyskim muzeum współpracowałam jedynie przy jednym przedsięwzięciu – Projekcie Metropolis. Ogromne wrażenie zrobiła wtedy na mnie siedziba, która znajdowała się w dawnej suszarni młóta na terenie Browaru Książęcego. Była to fantastyczna przestrzeń wystawiennicza. Otwarta, wysoka, historyczna. Obecna siedziba znajduje się także w historycznym miejscu, w Starym Magistracie. To miejsce jest idealne na bardziej kameralne wystawy czy spotkania, zwłaszcza poświęcone sztuce wizualnej czy historii architektury.
Jak pani wspomina swoje początki?
Weszłam do świetnie ukształtowanego już zespołu, z jasnym programem działania. Muzeum działało już wtedy w czterech obszarach dotyczących: historii miasta, etnologii badającej Tychy jako części historycznej ziemi pszczyńskiej, sztuki oraz fotografii. Szybko uświadomiłam sobie, że tutaj nie potrzeba żadnej rewolucji, a kontynuacji wykonywanej do tej pory pracy, unowocześnianie pewnych obszarów i podążanie z duchem czasu. Dzięki moim wcześniejszym doświadczeniom zawodowym, między innymi jako producentki wystaw wiedziałam, że wymaga to nie tylko współpracy z osobami, które posiadają wiedzę merytoryczną i tworzą scenariusze wystaw, ale także tych, ”, którzy wystawę przekładają na język przestrzenny i wizualny. Wystawa muzealna jest sumą sztuk, dlatego też zdecydowałam o współpracy z profesjonalnymi aranżerami i infografikami. Była to jedna z pierwszych nieco ważniejszych zmian w dotychczasowym funkcjonowaniu instytucji.
Trafiła pani na ważny moment w historii tyskiego muzeum. W 2015 roku do użytku oddano nowy Stadion Miejski, na którym znalazła się świetna przestrzeń do stworzenia Tyskiej Galerii Sportu – podlegającej muzeum przestrzeni opowiadającej historię sportu w Tychach.
Zręczniej będzie powiedzieć, że dzięki wielkiej przychylności prezydenta Andrzeja Dziuby i wiceprezydentki Darii Szczepańskiej, utworzyłam to miejsce wraz z wybitnym dziennikarzem i historykiem sportu – Piotrem Zawadzkim. W skondensowany sposób, na powierzchni niewiele większej niż 300 metrów kwadratowych, udało nam się stworzyć wystawę stałą i opowiedzieć fascynującą historię tyskiego sportu, nie skupiając się wyłącznie na piłce nożnej. Uważam, że to jedna z najlepszych realizacji, które powstały w czasie, kiedy byłam dyrektorką muzeum. I co ważne, w odróżnieniu od ulotności wystaw czasowych – zostanie na długo!
To jeden z największych sukcesów, ale nie jedyny. Jakie inne realizacje były na przestrzeni tych 11 lat dla pani ważne?
Każda, nawet najmniejsza wykonana praca wpływa na odbiór muzeum, ponieważ jesteśmy instytucją dla zróżnicowanej publiczności. Z tych większych realizacji uważam, że bardzo ważne było wprowadzenie interakcji z mieszkańcami. Bardzo dobrze zbudowaliśmy nawyk tworzenia obszernego programu towarzyszącego każdorazowo wystawom czasowym: od oprowadzań autorskich i kuratorskich, poprzez warsztaty i lekcje muzealne, aż po wykłady i konferencje popularnonaukowe. Ogromnie ważna była też przy tym oferta dostępnościowa – działania na rzecz osób niewidomych i niedowidzących oraz głuchych i niedosłyszących, a także z uwagi na sporą migrację, zwłaszcza w czasie początków wojny na Ukrainie, zajęcia dla społeczności ukraińskiej. Bardzo ważne było także zainicjowanie procesów digitalizacji kolekcji muzealnej, dzięki czemu zbiory fotograficzne muzeum, a mam tu na myśli przede wszystkim ogromny zasób fotografii Zygmunta Kubskiego, ale także Andrzeja Czyżewskiego, Marka Nowickiego, Michała Cały, Stanisława Kasperowicza, Krzysztofa Pileckiego oraz Zygmunta Wieczorka i Ireneusza Kaźmierczaka, stały się powszechnie dostępne dla wszystkich, tworząc wizualny pejzaż miasta. Dokładam do tego zbioru udostępnione ostatnio na stronie internetowej muzeum fascynujące osobiste pamiątkowe albumy Hanny Adamczewskiej-Wejchert oraz Kazimierza Wejcherta, obrazujące ich intymny obraz rodziny, pracy i życia. Cenię sobie także niezwykle nasze prace związane z kościołem pod wezwaniem Ducha Świętego, zwłaszcza w setną rocznicę urodzin Jerzego Nowosielskiego w 2023 roku, kiedy to udało nam się wydać publikację Krystyny Czerni, poświęconą monumentalnej polichromii wykonanej przez artystę i grono współpracowników.
Co dalej? Przenosi się pani do Rybnika, a pani miejsce zajmie Anna Syska, która do tej pory pełniła funkcję Miejskiego Konserwatora Zabytków.
Zostawiam w Tychach fantastyczny zespół współpracowników. Zarówno tych, którzy są etatowymi pracownikami muzeum, jak i wielką konstelację współpracowników, z którymi współtworzyliśmy to miejsce, wspierani ich wiedzą i doświadczeniem. Muzeum w Rybniku jest dla mnie kolejnym wyzwaniem. Będę uczestniczyła tam w pracach rewitalizacyjnych obiektu dawnego szpitala miejskiego, który będziemy przystosowywać do celów muzealnych i realizować w nim wystawę stałą poświęconą przyrodzie Górnego Śląska. Dla mnie jest to też powrót do bardzo śląskiego i sentymentalnego miejsca: w Rybniku poznali się moi rodzice, moja mama uczyła się tam i pracowała, a mi, trzyletniej wtedy dziewczynce, w tym właśnie szpitalu uratowano życie. Anna Syska jest dobrą znajomą naszej instytucji. Jej relacja z Tychami rozpoczęła się od… współpracy z Muzeum Miejskim, do którego zaprosiliśmy ją jako prelegentkę i autorkę tekstów o architekturze użytkowej powojennych Tychów. Obejmuje to stanowisko mając doświadczenie w pracy w Tychach, jako Miejska Konserwator Zabytków, dzięki czemu doskonale wie, jak pracować z powojennym dziedzictwem miasta. Ja po 11 latach intensywnej pracy odchodzę z poczuciem spełnienia. Nie dlatego, że wszystko się udało, ale dlatego że przez te wszystkie lata udawało się kontynuować budowę instytucji, która ma siłę, aby trwać i rozwijać się. Życzę Annie kontynuacji tej budowy!

