Witaj na świecie, Leon! Niezwykłe narodziny w Tychach

0
1986
fot. arc. pryw.

Poranek 12 czerwca w jednym z mieszkań na osiedlu L zapisze się w pamięci rodziny Szojdów na zawsze. W domowym zaciszu, w atmosferze spokoju i opanowania, na świat przyszedł Leon – zdrowy wcześniak, który zaskoczył nie tylko rodziców, ale nawet lekarzy.

Jeszcze dzień wcześniej Dorota Szojda opuściła oddział patologii ciąży w Katowicach. W dokumentacji medycznej znalazła się adnotacja o „fałszywych objawach porodu”. Rzeczywistość pokazała coś zupełnie innego.

– Skurcze pojawiły się w nocy, ale nie były regularne. Nie czułam, żeby to był jeszcze ten moment – opowiada Dorota. – Poród z córką Zuzią miałam za sobą, wiedziałam, jak wygląda, a tym razem nie było tak intensywnie – dodaje.

Sygnały, choć delikatne, z każdą godziną narastały. Około 8 rano skurcze stały się na tyle wyraźne, że małżeństwo postanowiło jechać do szpitala. Ale na to było już za późno. Dorota nie była w stanie nawet się przebrać – poczuła główkę dziecka.

– Natychmiast położyłem żonę na łóżku i podałem jej tlen – relacjonuje Piotr, mąż Doroty. – Jednocześnie trzymałem telefon, rozmawiałem z dyspozytorką 112, a nasza córka, 10-letnia Zuzia nosiła ręczniki. Wszyscy działaliśmy instynktownie, ale spokojnie. Dziecko przyszło na świat 10 minut przed przyjazdem karetki – dodaje.

Dorota, która choruje między innymi na miastenię gravis – przewlekłe schorzenie powodujące osłabienie mięśni – ostatnie tygodnie ciąży spędzała z aparatem tlenowym i respiratorem. Pomimo to, sam poród przebiegł bez komplikacji. Choć Leon urodził się w 34. tygodniu ciąży, był silny i otrzymał komplet 10 punktów w skali Apgar. Karetka zabrała mamę i noworodka do szpitala, gdzie chłopiec spędził trzy tygodnie w inkubatorze. Dziś cała rodzina jest już razem w domu.

To nie koniec tej niezwykłej historii. Jak opowiada Piotr, niecodzienność sytuacji przełożyła się również na formalności.

– Ponieważ Leon urodził się w Tychach, ale trafił do szpitala w Katowicach, pojawił się problem z rejestracją. Urzędnicy chcieli początkowo przypisać go do Katowic. Ostatecznie udało się to wyjaśnić i synek jest oficjalnie tyszaninem, ale cała procedura trwała prawie dwa tygodnie – opowiada z uśmiechem.

Mały Leon nosi imię po papieżu. To dla rodziny nie tylko symboliczne nawiązanie, ale też wyraz siły i wiary, że wszystko dzieje się po coś. Dziś dom Szojdów znów tętni życiem – teraz już w czwórkę.

– To była lekcja zaufania do siebie i do najbliższych – mówią zgodnie Dorota i Piotr. – Leon przyszedł na świat w miejscu, które kojarzy się z bezpieczeństwem. I może właśnie dlatego wszystko przebiegło tak dobrze. Jest prawdziwym cudem.

Całej rodzinie życzymy zdrowia i samych cudownych chwil.