50 lat MOSiR – wywiad z dyrektorem

0
680
Marcin Staniczek. Fot. Kamil Peszat

Wywiad z Marcinem Staniczkiem, dyrektorem Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji z okazji jubileuszu 50-lecia ośrodka.

Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji świętuje w tym roku 50-lecie. Jakie emocje towarzyszą Panu przy tym jubileuszu?

Marcin Staniczek: – To przede wszystkim moment refleksji, ale też dumy. Pięć dekad działalności to ogromna historia, która pokazuje, jak bardzo sport i rekreacja stały się integralną częścią życia mieszkańców Tychów. Dla mnie osobiście to również czas wspomnień i satysfakcji z tego, że mogłem być częścią tego procesu. Od momentu objęcia funkcji dyrektora w 2001 roku wiele się zmieniło – zarówno pod względem infrastruktury, jak i podejścia do sportu w mieście. Ale to, co pozostało niezmienne, to zaangażowanie ludzi – pracowników, trenerów, instruktorów, wolontariuszy i samych mieszkańców.

Cofnijmy się do początków. Jak wyglądały pierwsze lata działalności MOSiR-u?

– MOSiR został powołany w 1975 roku jako zakład budżetowy. Działał wówczas bardzo skromnie, w jego gestii były trzy obiekty: Ośrodek Wypoczynkowy w Paprocanach, pawilon noclegowy oraz domki letniskowe. Rok później dołączył do nich kryty basen z hotelem. Początkowo głównym zadaniem było administrowanie i wynajem tych obiektów oraz organizowanie wypoczynku i rekreacji. To był czas budowania fundamentów pod późniejszy rozwój sportu w mieście.

Jak zmieniała się rola MOSiR-u na przestrzeni lat?

– Największa zmiana nastąpiła po przemianach ustrojowych w Polsce. Zakłady przemysłowe, które wcześniej wspierały sport, zaczęły się wycofywać z finansowania sekcji i klubów. Wówczas MOSiR zaczął przejmować coraz więcej obiektów i obowiązków. Trafiły do nas m.in. lodowisko, boiska osiedlowe, korty tenisowe. Byliśmy wtedy nadal zakładem budżetowym, a zasada finansowania wymagała od nas wypracowania 51% środków własnych, by móc otrzymać pozostałe 49% z budżetu miasta. W 2000 roku zostaliśmy przekształceni w jednostkę budżetową – i to był moment przełomowy. Dzięki temu mogliśmy bardziej skupić się na misji społecznej, a nie tylko komercyjnej działalności. Do tego dochodzą ciągłe zmiany w przepisach i nowe wymagania – nie tylko techniczne, ale też organizacyjne. Trzeba cały czas się dokształcać, śledzić nowe regulacje i dostosowywać się do tego, co przynosi każdy dzień. I właśnie dzięki temu, że mamy tak zaangażowaną i kompetentną ekipę, jesteśmy w stanie działać na takim poziomie, jaki chcą i oczekują od nas mieszkańcy.

Co konkretnie zmieniło się po tej transformacji?

– Zyskaliśmy większą elastyczność. Jako jednostka budżetowa możemy bezpłatnie udostępmniać obiekty dla klubów sportowych, wprowadzać niskie ceny wejść na basen czy lodowisko. Przykładowo: dziecko może dziś skorzystać z basenu za symboliczną kwotę – 4,50 zł za dwie godziny. Tego typu działania nie byłyby możliwe w formule komercyjnej. Dzięki temu oferta MOSiR-u jest dostępna dla wszystkich – niezależnie od dochodu czy wieku.

Jakie były Pana priorytety, gdy objął Pan funkcję dyrektora MOSiR-u w 2001 roku?

– Moim celem było zawsze wsparcie sportu, zwłaszcza tego mniej komercyjnego. Mimo że sam wywodzę się ze środowiska koszykarskiego, to nigdy nie faworyzowałem jednej dyscypliny. MOSiR to przestrzeń dla wszystkich – od hokeistów po kajakarzy. Staraliśmy się stworzyć ofertę, która odpowiada na różnorodne potrzeby. I choć piłka nożna naturalnie dominuje pod względem liczby klubów i zawodników, to szczególną wagę przykładaliśmy do wspierania sekcji takich jak zapasy, boks, siatkówka, kajakarstwo czy koszykówka.

Czy z biegiem lat pojawiły się nowe dyscypliny lub pomysły na rozszerzenie oferty?

– Tak. Z czasem rozwijaliśmy ofertę m.in. o sporty indywidualne i zajęcia rekreacyjne. Bardzo ważną rolę odegrały tu programy w ramach budżetu obywatelskiego. Organizowaliśmy zajęcia z jogi, nordic walkingu, zumby czy tańca. Zajęcia te są bardzo popularne – często mamy komplet uczestników. Do tego dochodzą wydarzenia takie jak „Night skating”, warsztaty Extreme City na skateparku, czy sztafety kajakowe. Jedną z nich – 24-godzinną – zainicjował nasz wieloletni pracownik, śp. Zbigniew Marszałek. To była niesamowita inicjatywa, która łączyła sport, integrację i zabawę.

Wspomniał Pan o rozwoju infrastruktury. Jak zmieniała się baza sportowa zarządzana przez MOSiR?

– Zaczynaliśmy od trzech obiektów – dziś zarządzamy kilkunastoma, a niektóre z nich, jak Arena Lekkoatletyczna czy Marina, są perełkami na mapie regionu. Mamy basen, lodowiska sezonowe i całoroczne, hale, boiska osiedlowe, promenadę i ścieżki rekreacyjne. Warto podkreślić, że miasto buduje te obiekty – a MOSiR potem nimi zarządza. Niektóre obiekty są całodobowo dozorowane (np. basen, lodowisko), inne – jak boiska – są kontrolowane okresowo. To ogromna logistyka i odpowiedzialność. Dziś cała ta technika jest naprawdę skomplikowana – mamy do czynienia z nowoczesnymi systemami chłodzenia, wentylacji, urządzeniami do uzdatniania wody. To wszystko wymaga dużej wiedzy i doświadczenia. Dlatego bardzo doceniam naszych pracowników technicznych – to świetni fachowcy, którzy naprawdę znają się na rzeczy.

Jakie imprezy sportowe są dla Państwa największym powodem do dumy?

– Półmaraton Tyski, który współorganizujemy od wielu lat, to duże wydarzenie przyciągające setki biegaczy. Jesteśmy też dumni z organizacji mistrzostw świata U18 w hokeju na lodzie, a ostatnio – mistrzostw Śląska w lekkiej atletyce. To była dla nas okazja do pełnego przetestowania nowego stadionu. Pierwszy raz organizowaliśmy biegi przez przeszkody, skoki o tyczce czy konkurencje z wodą. To było duże wyzwanie techniczne i organizacyjne. Zakończyło się sukcesem. Prezes Śląskiego Związku Lekkiej Atletyki był bardzo zadowolony i już planuje kolejne wydarzenia u nas.

Jak wygląda dziś zaplecze kadrowe MOSiR-u?

– Zespół MOSiR-u to ludzie z pasją. Trenerzy, instruktorzy, technicy, administracja – wszyscy tworzymy jeden organizm. Niestety, obserwujemy coraz większy problem z brakiem młodych trenerów, zwłaszcza w mniej popularnych dyscyplinach. Pokolenie, które przez lata prowadziło sekcje, odchodzi na emeryturę, a następców jest niewielu. Przykładowo – sekcja piłki ręcznej została zawieszona właśnie z tego powodu. Staramy się ściągać trenerów z innych miast, ale to niełatwe zadanie.

Jesteście w trakcie pisania nowej strategii rozwoju sportu. Jakie są główne założenia?

– Nowy program obejmie lata 2026–2030. Obecnie jesteśmy na etapie diagnozy – analizujemy potencjał społeczny, komunikacyjny i gospodarczy miasta. Będziemy określać cele strategiczne, zadania i kierunki rozwoju. W poprzedniej strategii skupialiśmy się na wsparciu sportu wyczynowego, promocji sportu amatorskiego i rozwoju kadry. Te cele pozostają aktualne, ale chcemy je pogłębić, rozszerzyć o nowe formy aktywności oraz lepsze wykorzystanie potencjału infrastruktury. To będzie dokument, który wskaże konkretne działania na kolejne pięć lat.

Co chciałby Pan przekazać pracownikom MOSiR i mieszkańcom z okazji jubileuszu?

– Przede wszystkim – dziękuję. To święto wszystkich, którzy tworzą MOSiR: obecnych i byłych pracowników, współpracowników, partnerów, trenerów, wolontariuszy i – przede wszystkim – mieszkańców Tychów. To z myślą o nich rozwijamy naszą ofertę, budujemy obiekty, organizujemy wydarzenia. Chciałbym, aby kolejne pokolenia wybierały sport, byśmy mogli dalej inspirować i wspierać aktywny styl życia. Życzę wszystkim energii, zdrowia, zaangażowania i wielu sukcesów – zarówno na boiskach, jak i poza nimi.