Olga Chmiel jest trenerką personalną oraz instruktorką skakanki, jedną z nielicznych w naszym kraju. W Tychach prowadzi zajęcia ze skakania zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Jej celem jest propagowanie skakania, które zarówno wpływa pozytywnie na nasz organizm, jak i po prostu daje mnóstwo frajdy.
Jak zaczęła się przygoda Olgi ze skakaniem? Dwa lata temu kupiłam synowi skakankę jako prezent na święta wielkanocne i z początku bardzo mu się to spodobało. Wychodziliśmy i skakaliśmy razem. Zapał syna jednak zniknął po dwóch tygodniach, a ja z tą skakanką zostałam do dziś – wspomina z uśmiechem Olga. – Od zawsze lubiłam sport. Dużo biegałam, chodziłam na crossfit czy na lekcje tańca towarzyskiego. Miałam więc zarówno dobrą kondycję, jak i wyczucie rytmu – dodaje.
Jak sama przyznaje, nigdy nie wiedziała, co chce w życiu robić i droga do odnalezienia swojej pasji do skakania była długa i kręta. – W liceum chodziłam do klasy humanistycznej. Potem poszłam na studia inżynierskie i zostałam informatyczką. Pracowałam w zawodzie przez kilka lat, w typowo męskim gronie i po czasie uznałam, że to nie moja bajka. Ponownie poszłam na studia, tym razem na produkcję filmową i telewizyjną na Uniwersytecie Śląskim. Pracowałam przy produkcjach między innymi reklam, zaliczyłam kilka filmowych epizodów, ale praca w tym zawodzie wiązałaby się z przeprowadzką do Warszawy. A ja zaszłam w ciążę i nie chciałam wyjeżdżać. Aktualnie pracuję jako analityk finansowy, a po godzinach pracy… skaczę! – opowiada.
Skakanka jest wykorzystywana w Polsce podczas treningów wielu sportów, takich jak boks, siatkówka czy koszykówka, ale sama w sobie nie jest traktowana jako dyscyplina sportowa. Olga dąży do tego, aby to zmienić. Trening na skakance to połączenie aktywności fizycznej, tańca i skakania w rytm muzyki. – Kiedy dwa lata temu wpisałam w wyszukiwarkę internetową hasło „skakanka”, pojawiały się głównie aukcje oferujące jej zakup. Zaczęłam więc szukać inspiracji na zagranicznych stronach oraz w mediach społecznościowych. Moimi pierwszymi trenerami byli… YouTube, Tik Tok i Instagram – wspomina. – Później dowiedziałam się o węgierskiej mistrzyni świata w skakance, Adrienn Banhegyi, która organizuje kursy i szkolenia zarówno stacjonarnie w różnych miastach Europy, jak i online. Skorzystałam z kursu przez internet i był to kolejny duży przeskok, jeśli chodzi o moje umiejętności – kontynuuje.
O ile w Polsce jest to sport niszowy, to w Chinach, Japonii czy Stanach Zjednoczonych skakanka zyskuje coraz większą popularność. – Skakanie na skakance poprawia zwinność, koordynację ruchową, wydolność oddechową, zwiększa pojemność płuc czy pobudza układ krążenia. Jest świetnym sposobem na spalanie tkanki tłuszczowej. Eksperci wyliczyli, że 10 minut skakania jest pod tym kątem odpowiednikiem 30 minut biegania – informuje Olga. Gdzie najczęściej skacze? – Wszędzie! Najbardziej lubię na boisku, pod blokiem. Zimą korzystam z siłowni. Próbowałam kiedyś w mieszkaniu, ale sąsiadom się to nie spodobało. Tak naprawdę skakankę mam zawsze ze sobą. Kiedy mam chwilę, po prostu ją wyciągam i skaczę – opowiada.
Celem Olgi jest propagowanie wśród dzieci, młodzieży i dorosłych nie tylko samej skakanki, ale i ogólnej aktywności fizycznej. – Dzisiaj ludzie spędzają zbyt wiele czasu w domach, w telefonach, są statyczni i mało się ruszają. Kiedy byłam dzieckiem, ciągle widywało się w różnych miejscach dziewczynki grały w gumę czy skakały na skakance. Jeśli za jakiś czas, spacerując po Tychach natknę się na grupę dzieci, które na świeżym powietrzu bawią się skacząc, poczuję się spełniona! – dodaje na zakończenie Olga Chmiel.

