Koniec sezonu koszykarzy

0
284

Ćwierćfinałowa rywalizacja GKS-u Tychy z WKK Wrocław przysporzyła kibicom mnóstwo emocji, jednak ostatecznie zakończyła się dla podopiecznych Tomasza Jagiełki porażką. Tyszanie kończą ligową rywalizację po pierwszej rundzie fazy play-off.

Trójkolorowi, aby jak najlepiej przygotować się do decydującego starcia z WWK, „poczuć” halę rywala oraz na parkiet wybiec w pełni sił, do Wrocławia wyjechali dzień wcześniej. W drużynie panowały bojowe nastroje, chęć walki o zwycięstwo i o awans do półfinału rozgrywek. Nie inaczej było także w obozie gospodarzy, dlatego od pierwszych sekund meczu na wrocławskiej hali toczyła się twarda walka w nerwowej atmosferze. Przez całe spotkanie rezultat na tablicy wyników zmieniał się raz na korzyść jednych, raz drugich. Pierwsza kwarta zakończyła się remisem, w drugiej o jeden punktów więcej zdobyli wrocławianie. Tuż przed przerwą z powodu urazu do szatni musiał zejść Szymon Szmit.

W drugiej połowie trzeciej kwarty tyszanie po raz pierwszy wyraźnie zaznaczyli swoją przewagę i w najlepszym momencie odskoczyli rywalowi na dziewięć punktów. Przed ostatnią kwartą gospodarze zniwelowali stratę do czterech punktów. Na osiem minut przed końcem rywalizacji sędzia ukarał Sebastiana Bożenko podwójnym faulem – osobistym i technicznym, po czym zawodnik musiał opuścić parkiet. Po szarpanej końcówce, po raz ostatni tyszanie wyszli na prowadzenie na minutę i 43 sekundy przed końcową syreną. Prowadzenia, mimo walki do końca, nie udało się utrzymać. Na pomeczowej konferencji Tomasz Śnieg, który zdobył dla GKS-u największą liczbę punktów, przyznał, że drużyna odczuwa ogromny niedosyt.

– Mieliśmy naprawdę bardzo wiele szans na to, aby losy tej rywalizacji przechylić na swoją korzyść. I nie mówię tutaj tylko o ostatnim spotkaniu. Przy wyniku 1:1 mieliśmy dwa domowe spotkania, gdzie na własnym parkiecie czujemy się bardzo dobrze, a mimo to jeden z tych meczów przegraliśmy. Oczywiście to jest faza play-off, w której nie ma faworytów i może się zdarzyć wszystko. Dzisiaj także mieliśmy kilka bardzo dobrych momentów, w których mogliśmy odskoczyć rywalowi, ale tego nie zrobiliśmy. Popełniliśmy kilka dużych błędów przy zbiórkach czy poprzez brak komunikacji, przez co pozwalaliśmy rywalowi wracać do gry – powiedział po spotkaniu zawodnik.

Rozczarowania nie krył także trener Jagiełka.
– Zarówno w dzisiejszym meczu, jak i w spotkaniu numer trzy w Tychach, przegraliśmy… sami ze sobą. Mieliśmy dziś niezły pomysł na mecz, WKK się gubiło, wychodziliśmy na wysokie prowadzenie, którego nie dociągnęliśmy do końca. Pogubiliśmy się w najważniejszym momencie – przyznał. Wielu obserwatorów meczu miało po jego zakończeniu sporo zastrzeżeń nie tyle do gry zawodników, co do pracy sędziów. – Nie jestem tutaj po to, aby komentować decyzje sędziowskie. Moim zadaniem jest trenowanie zawodników, a nie sędziów – krótko powiedział trener. – Dziękuję wszystkim moim graczom za cały ten sezon. Za walkę i determinację, bo tym się nasz zespół charakteryzował. Dziękujemy także naszym kibicom, dla których gramy i od których odczuwaliśmy bardzo duże wsparcie – dodał trener Jagiełka.

Tyszanie kończą sezon, a w półfinałowej rywalizacji WKK Wrocław zmierzy się w Miastem Szkła Krosno, a w drugiej parze Astoria Bydgoszcz zagra z Sokołem Łańcut.

WKK Wrocław – GKS Tychy 85:80 (18:18, 30:29, 15:20, 22:13)
GKS Tychy: Śnieg 26, Lis 16 (1 rzut za trzy punkty), Dawdo 10, Bożenko 8 (2), Kuczawski 6 (1), Walski 5 (1), Duda 4, Szmit 4, Zmarlak 1

fot. Piotr Podsiadły