10 lat Budżetu Obywatelskiego – wywiad z prezydentem

0
207

W Tychach już od 10 lat funkcjonuje Budżet Obywatelski. W tym czasie udało się zrealizować aż 700 projektów, których pomysłodawcami byli sami mieszkańcy. Z tej okazji zaplanowano uroczystą galę 10-lecia, która odbędzie się już 29 kwietnia o godzinie 17.00 w Teatrze Małym. Z okazji jubileuszu zaprosiliśmy do rozmowy prezydenta Tychów Macieja Gramatykę oraz naczelnik Wydziału Rozwoju Aktywności Obywatelskiej Iwonę Bińkowską.

 

 

 

tychy.pl: Budżet Obywatelski w Tychach działa już od 10 lat. To doskonała okazja, żeby wrócić do początków. Jak w ogóle narodził się pomysł jego wprowadzenia?

Maciej Gramatyka prezydent Tychów: – Cofnijmy się do 2014 roku, kiedy byłem początkującym radnym naszego miasta. Wtedy po raz pierwszy rozpoczęliśmy proces kształtowania się budżetu zwanego wówczas partycypacyjnym. W tamtym czasie nie istniały jeszcze żadne ogólnopolskie przepisy, które regulowałyby tę formę współpracy z mieszkańcami. Nie było ustawy, która określałaby kwestie związane z wysokością środków finansowych wyodrębnionych z budżetu miasta na realizację zadań wybranych przez mieszkańców, ani jasnych ram prawnych, które mówiłyby, jak ten proces powinien wyglądać.

Iwona Bińkowska naczelnik Wydziału Rozwoju Aktywności Obywatelskiej UM: – Z perspektywy urzędnika oznaczało to jedno: bardzo dużo pracy koncepcyjnej i organizacyjnej, ale jednocześnie ogromną szansę na stworzenie czegoś unikatowego – rozwiązania „szytego na miarę” naszego miasta.

Maciej Gramatyka: – Pierwszym miastem w Polsce, które wprowadziło BO, był Sopot. Natomiast my w Tychach 3 lata później, w lutym 2014 roku, powołaliśmy Zespół ds. Budżetu Partycypacyjnego Miasta Tychy. W jego skład wchodziło 55 osób, w tym mieszkańcy, przedstawiciele rad osiedli, spółdzielni mieszkaniowych, organizacji pozarządowych czy radni. W ramach pierwszej edycji złożono 174 projekty. I co roku było ich coraz więcej.

Czyli można powiedzieć, że Tychy były częścią tej fali „prekursorów” Budżetu Obywatelskiego w Polsce?

Maciej Gramatyka: – Tak, zdecydowanie. Byliśmy w grupie miast, które postanowiły eksperymentować z tą formą partycypacji obywatelskiej, mimo, że nie było wtedy gotowych szablonów czy ustaw. Trzeba było wszystko opracować samodzielnie: zasady, procesy, formuły głosowania, weryfikacji projektów i zasady realizacji. To była praca od podstaw. A co najważniejsze – nie chcieliśmy robić tego zza biurka.

Co to znaczy „nie zza biurka”?

Maciej Gramatyka: – To znaczy, że od samego początku postawiliśmy na dialog. Nie zamknęliśmy się w urzędzie z kilkoma ekspertami i nie opracowaliśmy dokumentu, który potem ogłosiliśmy światu. Zamiast tego zorganizowaliśmy cykl spotkań, konsultacji i warsztatów z mieszkańcami.

Iwona Bińkowska: – To był naprawdę intensywny czas. Pamiętam np. dyskusje o tym, jak dzielić środki między okręgi konsultacyjne czy ustalać limity na projekty miękkie i twarde. Te rozmowy pozwoliły nam stworzyć system, który był nie tylko zgodny z lokalnymi potrzebami, ale też realny do wdrożenia.

Maciej Gramatyka: – Myślę, że to właśnie był klucz do sukcesu. Nie kopiowaliśmy rozwiązań z innych miast jeden do jednego. Analizowaliśmy, co sprawdziło się w Dąbrowie Górniczej czy w Sopocie, ale na koniec dnia pytaliśmy: „Czy to zadziała w Tychach? Czy nasi mieszkańcy tego potrzebują? Czy nasze struktury to udźwigną? ”. Zdecydowaliśmy się na coś elastycznego, opartego na dialogu i dostosowanego do lokalnych warunków. Dlatego np. już w pierwszych edycjach wprowadziliśmy podział na okręgi, żeby budżet był jak najbardziej dostępny i sprawiedliwy terytorialnie.

Jak budżet zmieniał się przez kolejne lata? Jak wyglądała ta ewolucja?

Iwona Bińkowska: – Jest to 10 lat współpracy samorządu z mieszkańcami przy współtworzeniu miasta. W tym czasie w procesy decyzyjne włączyło się ponad 1000 autorów projektów. Łącznie w tym czasie zrealizowano 700 projektów. Czy uważam, że Budżet Obywatelski jest ważnym narzędziem partycypacji? Tak. W tym roku zwiększamy środki przeznaczone na jego realizację o milion złotych. Razem do wydania będzie 6 milionów zł.

Czy mieszkańcy zauważyli te zmiany? Reagowali na nie?

Maciej Gramatyka: – Zdecydowanie tak. Szczególnie mocno widzimy to w podejściu do proponowanych przez mieszkańców projektów. Zmienia się przede wszystkim charakter zadań. Coraz więcej składanych jest tzw. projektów miękkich. Na początku było dużo pomysłów związanych z infrastrukturą, typu siłownia zewnętrzna czy plac zabaw. I oczywiście one też są potrzebne, ale z czasem zaczęły pojawiać się projekty takie jak: warsztaty integracyjne, działania dla seniorów, festiwale osiedlowe, nasadzenia zieleni, budki dla owadów. To pokazuje, że tyszanom zależy na wspólnym podejmowaniu decyzji o tym, jak ma wyglądać nasze miasto, że dostrzegają potrzebę współpracy i zaangażowania w sąsiedzkie problemy.

Frekwencja w głosowaniu na projekty z budżetu utrzymuje się na stałym około 15-procentowym poziomie.Wydawałoby się, że to niewiele, ale na tle innych miast to i tak świetny wynik…

Maciej Gramatyka: – To jest bardzo ciekawy wątek. W Tychach frekwencja w głosowaniu faktycznie wynosi około 15%. I oczywiście można by powiedzieć – „to niewiele”, szczególnie gdy porówna się to z frekwencją podczas wyborów prezydenckich czy parlamentarnych. Ale trzeba pamiętać, że Budżet Obywatelski rządzi się innymi prawami niż wybory polityczne. Poza tym w innych miastach te wskaźniki wcale nie są wyższe i wyglądają podobnie. Dąbrowa Górnicza, która jest jednym z najbardziej zaangażowanych w procesy partycypacyjne miast, osiąga frekwencję na poziomie 11%. Sopot – który był jednym z prekursorów BO w Polsce – również miał podobny wynik. Więc jeśli popatrzymy na Tychy w tym kontekście, to jesteśmy absolutnie w krajowej czołówce. Ale równie ważne, jak sama frekwencja, jest to, że mamy stałą grupę mieszkańców, którzy są aktywni, którzy rok w rok się angażują, zgłaszają projekty, rozmawiają z sąsiadami, zachęcają do głosowania. I tu warto zauważyć pewien paradoks. Mimo że mówimy o frekwencji wynoszącej kilkanaście procent, to właśnie mieszkańcy biorący udział w głosowaniu mają realny wpływ na to, jak zmienia się nasze miasto. To ich głosy przekładają się bezpośrednio na konkretne decyzje: czy powstanie plac zabaw, czy zorganizowany zostanie festyn dla seniorów, czy pojawią się ławki na osiedlu. To nie są głosy „symboliczne” – one naprawdę mają wagę.

Czyli niska – przynajmniej z pozoru – frekwencja nie oznacza porażki BO?

Maciej Gramatyka: – Zdecydowanie nie. To raczej dowód na to, że BO przyciąga osoby naprawdę zaangażowane, które chcą wziąć odpowiedzialność za swoje otoczenie. Oczywiście, zawsze można i warto dążyć do zwiększenia frekwencji, bo każda dodatkowa osoba to ważny głos decydujący o naszym mieście. Ale niepowinniśmy mierzyć sukcesu BO wyłącznie frekwencją. Zresztą w Tychach często mamy bardzo wysoki poziom jakości zgłaszanych projektów, świetnie przygotowanych, z szerokim poparciem lokalnym. To pokazuje, że dla wielu mieszkańców to realne narzędzie zmiany.

Jak zmieniały się formy wsparcia dla projektodawców?

Iwona Bińkowska: – Na początku wiele osób miało pomysł, ale nie wiedziało, jak go przełożyć na projekt. Dlatego od samego początku stawialiśmy na edukację i pomoc. Organizowaliśmy otwarte spotkania informacyjne, konsultacje z pracownikami urzędu, którzy pomagali oszacować koszty itd. Mamy stronę razemtychy. pl czyli swoisty przewodnik projektodawcy, na której krok po kroku tłumaczymy, jak złożyć projekt, o czym trzeba pamiętać, jak wygląda harmonogram.

Maciej Gramatyka: – Z roku na rok projektów jest coraz więcej, tak jak mieszkańców, którzy stają się lokalnymi liderami zmian. To osoby, które co roku aktywizują swoją społeczność, rozmawiają z sąsiadami, chodzą od drzwi do drzwi, organizują wydarzenia promujące głosowanie. Bez nich po prostu nie byłoby Budżetu Obywatelskiego.

Jakie znaczenie ma BO dla miasta i jego mieszkańców?

Maciej Gramatyka: – To znaczenie jest nie do przecenienia. Budżet Obywatelski to coś znacznie więcej niż sposób na wydanie określonej kwoty pieniędzy. To przede wszystkim narzędzie, które daje mieszkańcom realny wpływ na przestrzeń, w której żyją. A co równie ważne – buduje ich poczucie sprawczości, odpowiedzialności i przynależności. Dzięki BO mieszkańcy nie są tylko biernymi odbiorcami polityki miejskiej, ale jej współtwórcami. To całkowicie zmienia perspektywę. Mówimy też o budowaniu świadomości obywatelskiej. Kiedy ktoś raz weźmie udział w BO, zaczyna się interesować tym, co się dzieje w jego dzielnicy. Zaczyna lepiej rozumieć, jak funkcjonuje samorząd. I to działa w dwie strony – urząd miasta również traktuje mieszkańca jako partnera. Ten dialog, który nawiązuje się dzięki BO, wpływa pozytywnie na wiele działań podejmowanych w mieście.

Iwona Bińkowska: – BO jest procesem, który wymaga jasnych zasad, przejrzystych procedur i otwartego komunikowania się z mieszkańcami. To wszystko przekłada się na większe zaufanie do instytucji publicznych. Transparentność i równość są fundamentem tego mechanizmu. Znamy wiele przykładów projektów, które stały się pretekstem do wspólnego działania mieszkańców. Sąsiedzi, którzy wcześniej tylko mijali się na klatce, teraz razem organizują spotkania, robią plakaty, nagrywają filmiki. Zawiązują się grupy inicjatywne, które trwają znacznie dłużej niż tylko jedna edycja BO. Co więcej – mieszkańcy zaczynają identyfikować się z miejscem zamieszkania. Projekt, który sami zgłosili i przegłosowali, traktują jako „swój” – dbają o niego, pilnują, dopytują o terminy realizacji. To bardzo cenne, bo tworzy emocjonalną więź z miastem.

Maciej Gramatyka: – Oczywiście są osoby, które angażują się tylko raz, ale mamy też grupy i liderów, którzy działają z nami nieprzerwanie od lat. Widzą sens, mają motywację i chcą robić więcej. Czasami zaczyna się od jednego projektu, a potem taka osoba zakłada stowarzyszenie, współpracuje z radą osiedla, organizuje lokalne wydarzenia. BO staje się dla nich początkiem czegoś większego.

Co stanowi największe wyzwanie dla Budżetu Obywatelskiego?

Maciej Gramatyka: – Jednym z kluczowych momentów było wprowadzenie obowiązkowego budżetu obywatelskiego w miastach na prawach powiatu w 2018 roku. I choć sama intencja ustawowego uregulowania zasad BO była dobra, to szczegółowe zapisy ustawy wprowadziły zbyt wiele ograniczeń formalnych. Na przykład – określiły sposób głosowania, minimalną kwotę budżetu, terminy realizacji. To wszystko brzmi dobrze na papierze, ale w praktyce generowało wiele problemów i kolidowało z faktycznymi potrzebami mieszkańców. Wcześniej BO można było bardziej dostosowywać do realiów i specyfiki miasta.

Czyli centralizacja zamiast lokalności?

Maciej Gramatyka: – W pewnym sensie tak. A przecież ideą BO była lokalność i dostosowanie do potrzeb mieszkańców. W Tychach od początku projektowaliśmy proces w oparciu o rozmowy, konsultacje z tyszanami. Budżet Obywatelski to proces, który wymaga zrozumienia – nie tylko zasad, ale i realiów funkcjonowania miasta. Wiele osób chce zrealizować świetny pomysł, ale nie wie, jakie są procedury, kto jest odpowiedzialny za dany teren, czy projekt mieści się w kompetencjach gminy. Dlatego prowadzimy edukację obywatelską nie tylko w szkołach, ale też wśród dorosłych. Warsztaty, konsultacje, spotkania – to wszystko działa. Edukacja to proces budowania świadomości przez lata. Dlatego systematycznie spotykamy się z mieszkańcami i omawiamy tematy związane z aktywnością obywatelską.

Na przestrzeni lat zmieniła się liczba projektów inwestycyjnych na rzecz tzw. projektów miękkich. Kiedyś dominowały te twarde, dziś można powiedzieć, że proporcja jest wyrównana. To chyba dobra recenzja dla miasta i jego mieszkańców?

Maciej Gramatyka: – To prawda, na początku funkcjonowania budżetu zdecydowana większość projektów miała charakter remontowo- -inwestycyjny. Mówimy tu o placach zabaw, siłowniach plenerowych, remontach chodników, miejscach rekreacyjnych czy oświetleniu. I nie ma w tym nic dziwnego. W 2014 roku, kiedy budżet startował, mieszkańcy chcieli w pierwszej kolejności zmienić swoje najbliższe otoczenie. Ale dziś, dziesięć lat później, sytuacja się zmieniła. Wiele potrzeb inwestycyjnych zostało już zrealizowanych, co widać w przestrzeni naszego miasta. Tyszanie często mówią: „Mamy już chodnik, mamy plac zabaw, to może teraz coś dla ducha? ”. Dziś widzimy, że mieszkańcom coraz bardziej zależy na spotkaniach edukacyjnych, kulturalnych, sąsiedzkich, integracyjnych. I stąd coraz więcej projektów tzw. miękkich: warsztatów, wydarzeń kulturalnych, zajęć dla dzieci i seniorów, festynów, inicjatyw edukacyjnych. Proporcje projektów wynoszą mniej więcej 50/50 – i to naprawdę bardzo pozytywny sygnał. Budżet Obywatelski jest narzędziem do rozwijania lokalnej wspólnoty, do budowania więzi, wzmacniania kapitału społecznego. To efekt lat budowania zaufania i pozytywnych doświadczeń.

Czyli można powiedzieć, że mieszkańcy najpierw zadbali o podstawy, a teraz – mając je zapewnione – sięgają po coś więcej?

Maciej Gramatyka: – Dokładnie tak. I to też pokazuje, że Budżet Obywatelski to nie tylko narzędzie decyzyjne, ale też swoisty barometr społeczny. Dzięki niemu widzimy, czym ludzie żyją, czego im brakuje, jakie mają potrzeby. Na początku były to ławki i kosze na śmieci, a teraz coraz częściej są to wspólne działania, edukacja, kultura, integracja sąsiedzka. To naturalna, ale też bardzo budująca ewolucja.