Przystań Ocalenie – dom na całe życie

0
414
fot. NS

Każde zwierzę, bez względu na rozmiar, gatunek czy wiek instynktownie pragnie tego samego – bezpieczeństwa. To właśnie zapewnia Przystań Ocalenie, fundacja, która swoją siedzibę ma nieopodal Tychów. Przytulisko stało się dożywotnim domem dla kilkuset zwierząt. Udało się je uratować często w niemal ostatnim momencie przed transportem do rzeźni, czy też przed zapomnieniem w schroniskowym boksie. Każde uratowane życie to ogromna odpowiedzialność, a co za tym idzie – wysokie koszty utrzymania. Można jednak dołożyć swoją cegiełkę, by pomóc przetrwać temu wyjątkowemu miejscu.

Co łączy psa Kobanga, który z niewiadomych przyczyn nie ma górnej połowy pyszczka (choć niemal oczywistym jest fakt, że to sprawa człowieka), wielbłądy o wdzięcznych imionach Oskar i Olek, klacz Malinę z Tychów, niepełnosprawnego kocura Saszkę czy kozę Manię? Dom. To jedno słowo zmieniło całe ich życie. Odkąd trafiły, razem z niemal 500 innymi zwierzętami, do Przystani Ocalenie w Ćwiklicach, nic złego już im nie grozi. Tu swój dom znalazła też krowa Boruta, o której głośno było kilkanaście lat temu w mediach, za sprawą jej brawurowej ucieczki z rzeźni. Historia młodej jałówki, która galopowała jezdnią, by uciec od miejsca, w którym miała zostać zabita, poruszyła serca Polaków, jednak mało osób wie, że to właśnie w gospodarstwie „po sąsiedzku” z Tychami w spokoju dożyła swoich dni.

Prawdziwa sztuka

– Historia naszej fundacji sięga 1998 roku. Początkowo skupialiśmy się na ratowaniu koni przeznaczonych na rzeź, jednak z biegiem lat rozszerzyliśmy swoją działalność na niemal unikatową skalę w Polsce, bowiem pod swoją opieką mamy nie tylko zwierzęta gospodarskie, ale też domowe, a nawet egzotyczne – mówi Dominik Nawa, jeden z twórców Przystani Ocalenie. – Historia każdego uratowanego stworzenia jest dla nas wyjątkowa i wiąże się z ogromnymi emocjami. Warto jednak podkreślić, że nie sztuką jest uratowanie życia. Prawdziwa sztuka to danie im domu na całe życie. Zdecydowaliśmy bowiem, że mieszkańcy Przystani mają u nas zapewnioną „emeryturę” i nie będą przeznaczane do adopcji. Decyzję oparliśmy na dwóch powodach – po pierwsze nikt nie da nam gwarancji, że po adopcji dany zwierzak rzeczywiście do końca swojego życia będzie miał zapewnioną opiekę i nie zostanie sprzedany czy ponownie skrzywdzony przez człowieka. Nie mniej ważny był też argument, że ratujemy z pomocą ludzi, którzy obdarzyli nas zaufaniem i wpłacają pieniądze na zbiórki, chcemy więc ten kredyt zaufania społecznego nieść na swoich barkach od początku do końca – dodaje.

To wyjątkowe podejście, ale wiąże się także z pewnymi trudnościami. Jak wyjaśnia współtwórca Przystani Ocalenie, ludzie najchętniej wpłacają pieniądze na zbiórki ratujące, które pokazują na przykład zwierzę w fatalnym stanie, stojące w skupie i czekające na śmierć. Kiedy już jest bezpieczne, chęci pomocy finansowej są już znacznie mniejsze, a przecież to dopiero początek drogi – czeka go diagnostyka weterynaryjna, nierzadko bardzo kosztowna i codziennie utrzymanie, a podkreślić należy, że zwierzęta mogą żyć nawet kilkadziesiąt lat – tak, jak Kasztan i Tyszek, czyli konie, które żyją w fundacji już 25 lat – od grudnia 2000 roku. Niepełnosprawne czy schorowane zwierzęta wymagają leków, opatrunków, specjalistycznej diety, a sama Przystań także wymaga remontów i inwestycji.

– Najbardziej dobijają nas piętrzące się faktury za między innymi prąd. Jesteśmy traktowani jako firma, aktualnie nie możemy liczyć na żadne zniżki czy preferencyjne stawki. To zmieni się za kilka miesięcy, bowiem udało się wynegocjować umowę z innym dystrybutorem, ale do tego czasu musimy jakoś przetrwać, a nie jest łatwo. Kilkanaście tysięcy złotych co miesiąc za sam prąd spędza nam sen z powiek – zaznacza Dominik Nawa.

Prawo po drugiej stronie

Choć powoli zmienia się świadomość ludzi na temat odpowiedniego traktowania zwierząt, to w parze z tym nie idzie system prawny, który przede wszystkim w przypadku zwierząt gospodarskich, traktuje je nie jako żywą istotę z prawem do życia w miejscu podobnym do Przystani, a jako narzędzie do uzyskania konkretnego produktu – mięsa czy mleka.

– To jedno z największych wyzwań, jakiemu stawiamy czoło, mając pod opieką tyle różnych gatunków zwierząt. Niegdyś typowy wiejski krajobraz – stodoła, w której ktoś trzyma konia, krowę, świnię i kury – dziś jest nielegalny, bowiem z punktu widzenia prawa na przykład świnie nie mogą być trzymane razem z krowami. To wymaga inwestycji i różnych logistycznych rozwiązań. Od kilku lat w Polsce przez ASF, czyli afrykański pomór świń, a więc chorobę zakaźną dla zwierząt, a niechorobotwórczą dla człowieka, nie możemy kontynuować edukacyjnych działań i wpuszczać ludzi na teren wewnątrz fundacji – opowiada Dominik Nawa.

Nawet uratowane zwierzęta w świetle polskiego prawa nie mają łatwo, za to ich oprawcy mogą zwykle liczyć na śmiesznie niskie kary, za nierzadko brutalne czyny.

– Jestem niezwykle dumny z miejsca, które zbudowaliśmy. To dom, w którym skrzywdzone zwierzęta w końcu mogą odetchnąć, a my staramy się pokazać im, że nie każdy człowiek jest zły. Jednak musieliśmy wiele poświęcić dla fundacji. O życiu osobistym praktycznie nie ma mowy, wszystko podporządkowane jest pracy w Przystani – wyznaje Dominiki Nawa. – O wsparcie finansowe jest znacznie trudniej od wybuchu wojny w Ukrainie. Od tego czasu obserwujemy bowiem prawdziwy boom na zakładanie zbiórek, pomoc jest więc rozproszona, do tego rosną koszty życia. To rzeczywistość, w której przychodzi nam żyć. Jesteśmy więc niezmiernie wdzięczni za każdą okazaną pomoc – dodaje.

Podopiecznych fundacji można wesprzeć na wiele sposobów – przeznaczając swoje 1,5% przy rozliczeniu podatkowym, przekazując darowizny, wpłacając na dedykowane zbiórki, wysyłając blika, standardowe przelewy czy robiąc zakupy w wyjątkowym przystaniowym sklepiku online. W mediach społecznościowych Przystani Ocalenie organizowane są także cykliczne akcje, jak wirtualne walentynki dla konkretnych podopiecznych.

Można ponadto wziąć udział w kiermaszu – najbliższy odbędzie się w weekend 29-30 marca między 11.00 a 18.00 w Domu Strażaka tuż obok OSP Ćwiklice (ul. Zawadzkiego 15). Będzie można na nim nabyć m.in. wielkanocne ozdoby, jednocześnie pomagając zwierzętom.