Z podwórka do Ekstraklasy

0
220
fot. archiwum prywatne

Był 19 marca 1995 roku, kiedy chłopcy z osiedla „R”, pasjonaci gry w piłkę nożną na małych boiskach, postanowili założyć swoją własną drużynę piłkarską. Spadkobiercą zespołu Rotterdam Tychy jest dzisiejszy futsalowy zespół tyskiego GKS-u, który świętuje swoje 30-lecie.

Założycielami drużyny Rotterdam Tychy byli Sławomir Wróbel oraz Grzegorz Morkis. Nazwa zespołu nawiązywała do nazw tyskich osiedli, które przez tyską młodzież stosowane były w okresie transformacji ustrojowej w naszym kraju w latach 90. – Nie była to jeszcze wtedy typowo drużyna futsalowa, a zespół lubiący grać na „małych boiskach”. I co jednak ciekawe, Rotterdam nie był pierwszą tego typu drużyną w Tychach – opowiada współzałożyciel, Sławomir Wróbel. Jeszcze wcześniej założono Inter, który później jako Skała Inter Tychy, od połowy 1998 roku występował na ekstraklasowych parkietach.

Po roku w drużynie Rotterdamu nastąpił przełom. Chłopaki z ówczesnych osiedli R i R1, rozdzielili się. Grzegorz Morkis pozostał w Rotterdamie, natomiast Sławomir Wróbel wraz z kolegami z drugiej części osiedla założyli drużynę Rodakowski Tychy. – Nazwa pochodziła od ulicy, przy której mieszkaliśmy. Rozdzieliliśmy się, ale nie chodziło o kłótnie czy jakieś tam nieporozumienia. Po prostu mieliśmy nieco inne wizje prowadzenie drużyny i nasze drogi na jakiś czas się rozeszły – tłumaczy Wróbel. – Obydwie drużyny jeździł razem na różnego rodzaju turnieje po całym województwie, graliśmy w ligach jaworznickiej i katowickiej. Wszędzie tam, gdzie można było się zaprezentować i pograć w piłkę” – wspomina Sławomir.

Dla pasjonatów sportu liczyła się tylko gra w piłkę. – Każdy z nas miał jakąś swoją historię związaną z futbolem. Jedni trenowali w MOSM-ie Tychy, ktoś inny występował w Czułowiance Czułów czy Leśniku Kobiór. Odskocznią od rozgrywek na murawie była dla nas gra na hali – opowiada Wróbel.

Przez dwa lata obydwa zespoły rywalizowały ze sobą na poziomie centralnym. Przy okazji spotkań derbowych, hala przy ulicy Borowej pękała w szwach, a na meczach pojawiał się nadkomplet widzów. – Na boisku mocno rywalizowaliśmy, ale poza nim współpracowaliśmy. Rotterdam, już wtedy jako FKR Tychy, awansował po jakimś czasie do Ekstraklasy. Rodakowski nigdy nie przekroczył poziomu pierwszej ligi – zaznacza rozmówca.

Po pewnym czasie formuła prowadzeni dwóch mocno spokrewnionych ze sobą klubów wyczerpała się. Ze względu na organizację, pozyskiwanie zawodników czy środków, łatwiej było się ponownie połączyć. – Pomógł nam wówczas Michał Miziura i tak narodziła się futsalowa drużyna GKS-u Tychy – opowiada Sławomir Wróbel. Największym sukcesem tyskiego zespołu była gra w Ekstraklasie, w której drużyna spędziła kilka sezonów. Dziś występuje na jej zapleczu.