Biblioteczny cykl „Portrety Literackie” przyzwyczaił do zapraszania na spotkania autorskie pojedynczych autorów. Tym razem było jednak inaczej, ponieważ gośćmi Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach byli Małgorzata oraz Michał Kuźmińscy.
Małżeństwo wspólnie pisze powieści kryminalne, przykładami ich książek są „Śleboda” „Mara” czy „Pionek”. Wybór gatunku padł na kryminały, ponieważ parze zależy na realizmie oraz pokazaniu, jaki potrafi być człowiek.
– Jeśli chodzi o literaturę kryminalną, różni ludzie szukają w niej innych rzeczy. Jedni pragną napięcia, drudzy emocji, a niektórzy potrzebują ucieczki od rzeczywistości. Dla nas literatura kryminalna jest wehikułem do opowiadania historii i poszukiwania prawdy o człowieku. Mamy w niej do czynienia z jakimś gwałtownym wydarzeniem, które wytrąca porządek świata i ludzi z równowagi. W momencie, kiedy opadają maski czy pękają społeczne struktury, można przez te wyrwy zobaczyć różne rzeczy i poobserwować człowieka w sytuacjach, ujawniających jego skomplikowanie. Poszukujemy tego, co w człowieku jest ciekawe – wyjaśnia Małgorzata Kuźmińska.
Bohaterami książek Kuźmińskich są Sebastian Strzygoń oraz Anna Serafin, którzy wspólnie próbują rozwiązywać kryminalne zagadki.
– Nasi bohaterowie przeszli długą drogę, od „Ślebody” do „Mary”, to są łącznie cztery książki z nimi. Kiedy ten duet powstał, w gruncie rzeczy było bardzo dużo napięcia miedzy nimi – on jest dziennikarzem tabloidu, a ona panią doktor z uniwersytetu. Mają różne podejście nawet do prawdy. Sebastian lubi sensację, on się spełnia, kiedy może włożyć kij w mrowisko, gdy błyszczy i kiedy jest w blasku fleszy. Ona się denerwuje, kiedy jest coś nie tak, jest trochę sztywna, oschła, zamknięta w sobie. Zderzyli się ze sobą gwałtownie i są potem skazani na to, by razem coś zbudować. I widzimy jak dojrzewają. Czasem są świadkami traumatycznych wydarzeń, muszą się nauczyć sobie ufać i na sobie polegać. Oni nawet szybko się orientują, że bez siebie nawzajem, to średnio są w stanie rozwiązać jakąkolwiek sprawę kryminalną. Oni są sobie potrzebni – opowiada pisarka.
Wspomniana „Śleboda” doczekała się nawet swojego serialu.
– To jest naprawdę przygoda, przyjemność i frajda zobaczyć, jak coś, co się przy biureczku wymyśliło, nagle nabiera kształtów i w stworzone postacie wcielają się fantastyczni aktorzy, a opowieść zaczyna żyć własnym życiem. Adaptacja jest interpretacją. W serialu i w książce jest wiele różnic, bo taką wizję mieli realizatorzy. Oglądanie tego, jak interpretują nasze dzieło twórcy filmowi, to jest naprawdę duża rzecz. Oczywiście nie mogliśmy odpuścić dyskutowania na temat tego wszystkiego, bo to jest trochę jak oglądanie dziecka, które zostaje wypuszczone w świat i zaczyna sobie życie układać, podobne emocje temu towarzyszyły – przekonuje Michał Kuźmiński.
Autorzy książek mając pewną wizję, wyobrażają sobie konkretne scenariusze i ustalają sami ze sobą, co będzie w historii odpowiednie. Widownia, jak i prowadząca zastanawiali się, jak Małgorzata i Michał łączą swoje różne pomysły w jedno.
– Zanim zaczynamy pisać, dogadujemy ze sobą wszystko, czasami rozrysowujemy sobie plan, a potem każdy z nas pisze swoje fragmenty w cichej części domu. Następnie siadamy razem do tego materiału. Miętosimy wtedy ten tekst, skracamy, rozwijamy, przemontowujemy. Dużo wykonujemy pracy postprodukcyjnej, dzięki temu możemy śmiało powiedzieć, że ten tekst jest nasz, a nie że książka składa się z fragmentów moich czy mojej żony – tłumaczy Michał Kuźmiński.

