Kim jest Szwedzki, artysta, który zdobi tyskie osiedla?

2
3652

Przemieszczając się po województwie śląskim można go spotkać niemal wszędzie. Na blokach, murach, płotach, wiaduktach czy mostach. Dla jednych to sztuka, dla innych wandalizm. Co o swojej pasji myśli sam autor rysunków?

Postać ze zdjęcia to „Szwedzki”. Przez autora wymyślona została wiele lat temu, a w przestrzeni miejskiej pojawia się od około 2000 roku. Ozdabia, rozbawia, zaskakuje i poprawia humor wielu mieszkańcom naszego województwa, choć nie tylko.

Skąd wzięła się nazwa postaci?

– Od pierwszego ludzika, którego narysowałem na ścianie. Sikał i mówił… „Potop Szwedzki”. Rozbawiło mnie to, a jednocześnie stwierdziłem, że „Szwedzki” to dla niego idealna ksywka. A potop? To mój cel. Zalać przestrzeń publiczną Szwedzikami – wyjaśnia autor, który rysować uwielbia od dziecka.
– Już w podstawówce miałem z tego powodu kłopoty, bo zamiast uważać na lekcjach, bazgrałem po zeszytach. Z czasem to moje bazgranie przerodziło się w pasję do graffiti, ale takiego klasycznego, z ksywką wypisaną w literach. W pewnym momencie poczułem, że bardziej kręci mnie rysowanie postaci. Kochałem komiksy, głównie francuskie i belgijskie, takie jak Kid Paddle czy Titeuf. Może dlatego moja kreska jest do nich trochę podobna? – zastanawia się.

Wszędzie pełno!

Później przyszedł czas na street art. – To było w czasach, kiedy w Polsce dopiero co raczkował internet. Moje okno na świat ograniczało się do magazynów typu „Ślizg” czy „Brain Damage”, gdzie jednak miejsca na street art poświęcano niewiele – wspomina.
– Później gdzieś w kafejce internetowej zobaczyłem ludzi, którzy wymyślają jedną postać albo jakiś symbol i powielają go w nieskończoność. Zajawiłem się tym totalnie. Przejrzałem moje szkicowniki i znalazłem postać, którą kiedyś rysowałem. Takiego właśnie ludzika. Miałem go w czterech czy pięciu wersjach. Od tego się wszystko zaczęło – opowiada.

Szwedzki, który pojawia się w przestrzeni publicznej, zawsze ma „coś do powiedzenia”. Są to żartobliwe hasła, często oparte na grze słów i czasami nawiązujące do miejsca, w którym ludzik się pojawia.
– Lubię bawić się słowem. Sprawia mi to frajdę i widzę, że wiele osób to docenia. To taka wartość dodana do samego rysunku – wyjaśnia artysta, który swoje prace przenosi nie tylko na mury. – Maluję na wszystkim. Na tablecie, płótnie, na samochodach, a nawet na butach. Każdy nośnik jest dobry – zapewnia.

Sztuka czy wandalizm?

Przez wiele osób malowanie po murach traktowane jest jako sztuka, przez innych to wandalizm w czystej postaci. Czym jest dla autora Szwedzkiego?
– Nie ma się co oszukiwać. Mówimy tutaj o nielegalnych rysunkach, więc graffiti czy street art to jest wandalizm. Jeśli malujesz na ścianie, której właściciel sobie tego nie życzy, to nie można określić tego innym słowem. Natomiast czy jest to dobře, czy złe? To już zależy od punktu widzenia. Według mnie jest to w porządku. To część tej gry – wyjaśnia.

Które ze swoich praca uważa za największy sukces? – Dla mnie sukcesem jest to, że zrobiłem mnóstwo Szwedzików i jestem z nich dumny. Oczywiście są takie, które wyszły lepiej i takie, z których jestem mniej zadowolony. Ale to normalne. Jednym z większych sukcesów była współpraca z marką Volvo. Pozwoliło mi to dotrzeć do szerszego grona ludzi i świetnie się bawiłem, rysując postacie na samochodach – opowiada.

To, że w całym materiale nie pojawia się nawet imię autora, nie jest przypadkiem. Działa incognito i nie ujawnia swojego wizerunku.
– Nie pokazuję twarzy. Dla mnie najważniejsza jest postać, którą maluję. To ona ma żyć, opowiadać historię i bawić ludzi. Ja, jako człowiek, nie jestem istotny w tej zabawie – wyjaśnia.

Szwedzki w Tychach

W naszym mieście znajduje się sześć, o których wiemy, prac z postacią Szwedzika. Jedna na budynku przy ulicy Asnyka blisko wyjazdu na ulicę Mikołowską. Druga przy ulicy Mikołowskiej w okolicy liceum „Norwida“ w kierunku Watogłowca, inna kawałek dalej, przy ulicy Oświęcimskiej na wysokości giełdy kwiatowej, jeszcze inna w przejściu podziemnym pod drogą krajową nr 1, w ciągu ulicy Przemysłowej.

– Jeśli chodzi o moje realizacje w Tychach, to uważam, że są w porządku, choć nie wybiegają jakoś ponad przeciętną. Zresztą nie jest ich wiele… Lubię „Zaorane”, bo tam proporcje i kreska najbardziej mi się zgadzają. Kiedyś na „jamach” organizowanych przez DJ Feel-X’a miałem dwie fajne „pracki”. Szkoda, że już ich nie ma – wspomina.

Czy można spodziewać się kolejnych Szwedzików w naszym mieście?
– Myślę, że przydałoby się zrobić coś bardziej spektakularnego. Mam już nawet plany, żeby w Tychach pojawiło się coś nowego i ciekawego – zdradza na zakończenie rozmowy autor.

Zgodnie z zapowiedzią, już po naszej rozmowie, dwa nowe Szwedziki pojawiły na płocie wokół budynków przy ulicy Jagodowej. Możecie je zobaczyć podczas spaceru ścieżką nad wykopem wzdłuż torów kolejowych lub podróżując pociągiem. O Ostatniej realizacji pisaliśmy tutaj.

2 KOMENTARZE

  1. Fantastyczny (naprawdę) Ludek. A dymki? Strzał w 10kę. Brawo. Przynosisz uśmiech w tym ponurym w większości kraju. Proszę nie rezygnuj.

  2. Szwedzik dorastał razem ze mną. Choć on się nie zmienił! Ja trochę tak 😀

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.