
Tłusty czwartek w kalendarzu chrześcijańskim przypada na ostatni czwartek przed wielkim postem (czyli 52 dni przed Wielkanocą). Dawniej znany był również jako zapusty lub mięsopust, czyli dzień w którym dozwolone jest objadanie się. W polskiej tradycji tego dnia objadamy się najczęściej pączkami i faworkami inaczej zwanymi chrustem.
Geneza tłustego czwartku sięga starożytności. Był to dzień, kiedy świętowano odejście zimy, a witano przyjście wiosny. Ucztowanie opierało się głównie na jedzeniu tłustych potraw. Jeszcze w kulturze słowiańskiej, w czasach przedchrześcijańskich, był zwyczaj jadania tłustych wypieków z okazji ważnych uroczystości. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że dzisiejsze pączki kojarzone głównie ze słodkim nadzieniem, kiedyś wypełniane były słoniną, boczkiem i mięsem. Zapijano je często wódką.
Rzemieślniczy pączek wege.
– Zdecydowaliśmy się zaproponować pączki wegańskie – mówi Magdalena Bandrowska właściciel piekarni The Hive. – Przede wszystkim nie smażymy naszych pączków, lecz pieczemy. Dzięki czemu są po prostu lżejsze kalorycznie i po zjedzeniu większej ich ilości nie dopada uczucie ciężkości. W całych Tychach jest ten sam typ pączka, czasem wręcz kapiącego tłuszczem. Nie jesteśmy piekarnią wegańską, lecz po prostu chcieliśmy zaproponować coś innego, a w wegańskich pączkach zakochaliśmy się w moment. Nasze przygotowania polegają głównie na zamówieniu większej ilości świeżych owoców, bo nadzienie robimy własnej receptury. Już w środę wyrabiamy ciasto pączkowe, aby mogło przez noc dojrzeć w chłodni – dodaje.
Tradycja na kilkanaście tysięcy
Troszkę inaczej sytuacja wygląda po drugiej stronie Tychów w najstarszej cukierni w naszym mieście.
– Tłusty Czwartek to ogromne przedsięwzięcie logistyczne. Smażymy pączki od ponad 40 lat, a zawsze do tego dnia podchodzimy z należytą uwagą i… tremą – przyznaje Mirosław Fabian. – Nasze pączki smażymy na smalcu, receptura przez te wszystkie lata się nie zmieniła, bo dobrze grającego składu się nie zmienia. Wbrew panującym trendom w nowo powstałych pączkarniach, gdzie smaków jest zatrzęsienie, nasze pączki są z marmoladą i dżemem truskawkowym. Jedno nadzienie za to w kilkunastu tysiącach sztuk. Spotykamy się już w środę wieczorem i smażymy do wieczora dnia następnego, czyli blisko przez 24 godz. Pracujemy na zmiany, a zaangażowanych do pracy jest kilkanaście osób. Stąd ta wspomniana trema. Zamówienia na pączki zbieramy już od początku tygodnia, a zawsze coś przecież może pójść nie tak. Awaria smażalnika, brak dostawy prądu czy inne zdarzenia losowe. Na to wszystko musimy być przygotowani, bo klienci będą czekać na nasze pączki. Oczywiście przez te wszystkie lata mamy swoje procedury, ale tak jak wspomniałem, trema zawsze działa na nas mobilizująco. Kiedyś, jakieś 20 lat temu, Święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc były dla nas okresem wzmożonej produkcji. Dziś pozostaje nim Tłusty Czwartek – dodaje.
Słodka chwila przyjemności…
Może kosztować kilka godzin spędzonych na siłowni. – Dodając lukier i nadzienie możemy zwiększyć wartość kaloryczną pączka nawet do 420 kalorii – ostrzega Małgorzata Gładysz dietetyk. – Najmniej kaloryczne są pączki bez nadzienia. Wszystkie dodatki, dżem, powidła czy budyń, podniosą jego kaloryczność. Zafundowanie sobie takiej „bomby kalorycznej” wcale nie musi oznaczać kłopotów zdrowotnych. Wszystko zależy od diety, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Osoba, które je tłusto, paradoksalnie może pozwolić sobie na więcej. Natomiast stosująca niskotłuszczową dietę musi uważać, bo już po 2–3 pączku może mieć niestrawność i skarżyć się na dolegliwości. Zdecydowanie lepiej jeść świeże pączki, bo świeże produkty lepiej trawimy – dodaje.
Staropolskie przysłowie mówi „Powiedział Bartek, że dziś Tłusty czwartek, a Bartkowa uwierzyła, dobrych pączków nasmażyła”. Z okazji Tłustego czwartku życzymy wszystkich łasuchom pysznego dnia.

Krepel ino na fecie 😊
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.