Koszykarze GKS-u Tychy przegrali z Decką Pelplin. Po fatalnej pierwszej połowie, w drugiej tyszanie robili co mogli, aby dogonić rywala. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem meczu trójkolorowi dogonili rywala na odległość jednego punktu, ale na zwycięstwo zabrakło czasu.
Do domowego spotkania przeciwko drużynie z Pelplina koszykarze GKS-u podchodzili podbudowani przełamaniem wyjazdowej serii porażek, która trwała od połowy listopada. Po wygranej w Łodzi koszykarze z Tychów mogli złapać nieco oddechu, bo kolejny mecz zaplanowany był półtorej tygodnia później. Był to czas, który drużyna mogła poświęcić na treningi, których przy mocno napiętym terminarzu brakowało. Przed spotkaniem drużyny miały na swoim koncie taką samą liczbę 40 punktów, dlatego z perspektywy powoli zbliżającego się końca rundy zasadniczej, konfrontacja z Decką miała szczególny znaczenie.
Podopieczni Tomasza Jagiełki rozpoczęli mecz bardzo nerwowo. Rywale byli szybsi, lepiej zorganizowani w defensywie i co najważniejsze, skuteczni w ataku. Tyszanom brakowało na parkiecie przestrzeni i współpracy, co potęgowało złość i frustrację. W pierwszej kwarcie rywal zdobył niemal… dwa razy więcej punktów. W drugiej, wyraźnie podrażnieni tyszanie zaczęli grać zdecydowanie lepiej, choć kwartę minimalnie przegrali. Na przerwę schodzili ze stratą 17 punktów.
W szatni trójkolorowi musieli otrzymać od szkoleniowca ostrą reprymendę, bo na drugą połowę na parkiet wyszła odmieniona drużyna, która z każdą kolejną minutą odrabiała straty. Trzecią kwartę tyszanie wygrali 25:17. W czwartej robili co w ich mocy, aby dogonić rywala i na nieco ponad pół minuty przed końcem spotkania strata wynosiła już tylko jeden punkt. Na więcej zabrakło jednak czasu. Tyszanie musieli uznać wyższość rywala i przegrali mecz 91:92.
GKS Tychy – Decka Pelplin 91:92 (15:29, 29:32, 25:17, 22:14)
GKS Tychy: Szmit 22 (6 rzutów za trzy punkty), Kuczawski 18 (2), Lis 13 (3) Zmarlak 13 (1), Śnieg 10, Dawdo 6, Duda 4, Bożenko 3, Walski 2

