Kolejne spotkanie w ramach cyklu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach pod nazwą „Tury Kultury”, które odbyło się 19 lutego, dało możliwość lepszego poznania muzyka Mariusza Kalagi oraz posłuchania jego utworów na żywo. Prowadzącym spotkania był Marcin Michrowski.
Fizyka dla artysty
Mariusz Kalaga z ogromnym uśmiechem przywitał tyską widownię, która wypełniła aulę mediateki. Prowadzący na samym początku dopytał muzyka o jego wykształcenie, które nie opierało się o sztukę czy przedmioty humanistyczne, jak to bywa u innych artystów, a o… fizykę.
– W młodości bardzo lubiłem się uczyć, jakoś lekko mi to przychodziło. Przez całe życie mój główny problem opierał się o wybór konkretnej ścieżki kariery, nie bardzo wiedziałem, kim chce zostać. Po skończeniu szkoły podstawowej, wybrałem się do szkoły budowlanej, bo interesowało mnie budownictwo. Chciałem nawet kontynuować ten kierunek i wybrać się na budownictwo na Politechnikę Śląską w Gliwicach. Niestety nie zdałem egzaminu z fizyki ustnej. Otrzymałem też w tamtym czasie „bilet” na odbycie 3-letniej służby w marynarce wojennej. Nie za bardzo było mi to na rękę. Ostatecznie pouczyłem się i dostałem się na kierunek fizyka – opowiada Mariusz Kalaga.
Muzyka country w sercu
Po wspomnieniach o szkole, przyszedł czas na rozmowę o prawdziwej pasji Mariusza Kalagi, czyli muzyce, a szczególnie gatunku country.
– Sama muzyka zawsze była moją pasją, dużo słuchałem piosenek, a nawet grałem w zespole w parafii w Dąbrowie Górniczej-Strzemieszycach Wielkich pod wyznaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. A muzyka country wypełniła moje serce, bo w wieku 18 lat otrzymałem od moich rodziców magnetofon szpulowy. Dzięki niemu, udało mi się posłuchać na falach średnich radia Luksenburg, gdzie pierwszy raz usłyszałem Elvisa Presleya, Roya Orbisona, Johnny’ego Casha oraz innych wykonawców popularnych pod koniec lat 50. i początkach lat 60. Muzyka country jest w Polsce muzyką niszową. Nie za sprawą tego, że ludzie jej nie lubią. Media nie grają tej muzyki. Ciężko znaleźć stacje radiowe, które z ochotą przypominają o tym rodzaju muzyki – uważa muzyk.
Dla ludzi, o ludziach
Mariusz Kalaga podczas całego spotkania podkreśł wagę publiczności w życiu artystów. To dla ludzi powinno się robić sztukę.
– Na scenie śląskiej bardzo popularne są szlagiery i nie wiem czemu, mnie również do nich zakwalifikowano. Osobiście uważam, że nie jest w moim przypadku to słuszne, ale ja nie zamierzam z publicznością dyskutować. Jeśli ludzie uważają, że moją muzykę można wrzucić do tej kategorii, to nie mam do tego żadnych problemów. Po sukcesie mojej piosenki „jedna z gwiazd”, zmieniłem trochę repertuar na bardziej popowy. Aktualnie mam 21 płyt na koncie i 423 nagranych piosenek – mówi artysta.
– Dla mnie najważniejsza jest publiczność, bo do niej kieruje swoją muzykę. Jak artysta nie ma publiczności, to nie ma sensu cokolwiek robić. To jest praca dla ludzi i o ludziach. Moje piosenki to tzw. muzyczne opowieści, które opowiadam ludziom. Z doświadczenia też powiem, że koncerty plenerowe i w salach, panuje zupełnie inny stosunek między muzykiem a widownią. Na plenerach ludzie skupiają się na atrakcjach, przekąskach czy spędzeniu czasu ze znajomymi. A do sali przychodzą osoby, które są świadome po co przychodzą oraz na kogo. Mam z taką widownią bezpośredni kontakt, a to jest dla mnie najcudowniejsze – dodaje.
Na koniec spotkania nie zabrakło muzyki, która była głównym tematem spotkania. Mariusz Kalaga wyciągnął gitarę i zagrał dla tyszan takie utwory jak: „Jedna z Gwiazd”, „Już zamknąłem serca drzwi” czy „To była ta dziewczyna”. Widownia podziękowała artyście gorącymi brawami na stojąco.

