O ile na własnym parkiecie koszykarze GKS-u Tychy radzą sobie całkiem nieźle, to w meczach wyjazdowych ich zwycięska niemoc trwała od połowy listopada. W sobotę tyszanie przełamali złą passę i pokonali minimalnie w Łodzi zespół ŁKS-u, zapewniając sobie wygraną na… 16 sekund przed końcową syreną.
Po raz ostatni koszykarze GKS-u wygrali w meczu wyjazdowym 13 listopada w Pelpinie. Kolejnych sześć spotkań przegrali. Blisko przełamania byli półtorej tygodnia temu w Krośnie. Wtedy, choć przez większość meczu prowadzili, zwycięstwo wymknęło im się z rąk na w samej końcówce meczu. W Łodzi sytuacja się odwróciła. Tyszanie wyraźnie zdominowali pierwszą kwartę, jednak w dwóch kolejnych oddali inicjatywę gospodarzom. Przed ostatnią, czwartą częścią meczu, Łodzianie prowadzili siedmioma punktami.
Wtedy rozpoczęła się szalona rywalizacja, podczas której zespoły szły „łeb w łeb”. Na nieco minutę przed końcem, gospodarze prowadzili jednym punktem. Na szesnaście sekund przed końcem Alan Czujkowski, najlepiej punktujący w tym meczu zawodnik ŁKS-u, sfaulował Szymona Szmita. Poszkodowany w tej akcji sam wymierzył sprawiedliwość, z zimną krwią wykorzystując dwa rzuty osobiste. Teraz podopiecznych trenera Tomasza Jagiełki czeka półtorej tygodnia przerwy. Do rywalizacji wrócą w środę 26 lutego domowym meczem z Decką Pelpin. Do końca rundy zasadniczej pozostało osiem spotkań.
ŁKS Coolpack Łódź – GKS Tychy 75:76 (14:22, 26:12, 22:21, 13:21)
GKS Tychy: Śnieg 21, Bożenko 13 (1 za trzy), Szmit 12 (2), Lis 11 (2), Duda 8, Dawdo 5 (1), Piliszczuk 3 (1), Heliński 2, Zmarlak 1

