Kolejnym gościem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach, w ramach cyklu „Tury Kultury”, był tenor i solista – Bogusław Morka. Spotkanie było pełne opowieści gościa, humoru, ale przede wszystkim muzyki, ponieważ tenor ukazywał swoje umiejętności wokalne. Prowadzącym spotkanie był Marcin Michrowski.
Śmiali się, a potem słuchali
„Najlepszy tokarz wśród tenorów i najlepszy tenor wśród tokarzy”, jak to mówi o sobie Bogusław Morka, rozpoczął spotkanie od wspomnień ze szkolnych lat, ponieważ od małego zmierzał w kierunku śpiewu, mimo że wybrany profil w szkole średniej bardzo odbiegał od planów przyszłego tenora.
– Śpiewałem już w szkole podstawowej, w chórze dziecięcym. Szybko jednak zmieniłem kierunek w stronę solisty. Śpiewałem piosenki, które były w języku rosyjskim. Przyznam się, lubię ten język. Uważam również, że Rosjanie mają przecudownie melodyjne pieśni, arie, opery i balet, chociaż na ten ostatni się jeszcze nie załapałem. W szkole średniej, było to liceum zawodowe na kierunku tokarz, wszyscy wiedzieli, że śpiewam. Pamiętam, jak w dzień nauczyciela zostałem poproszony, by coś zaśpiewać wszystkim. Chwilę zastanawiałem się nad utworem, zrobiłem krok do przodu i zacząłem. Na początku moi koledzy się śmiali, ale po chwili wszyscy się wyciszyli i słuchali mnie. Zakończyło się to brawami i tym, że każda uroczystość nie mogła odbyć się bez mojego śpiewu – opowiada tenor.
Myślisz, że się dostaniesz?
Kolejny cel wybrany przez Bogusława Morkę był już ściśle powiązany z jego talentem do śpiewania – Akademia Muzyczna w Warszawie. Przesłuchanie poszło mu śpiewająco, mimo że, jak mówi sam o sobie – „był zwykłym chłopem od tokarki”.
– Przed wybraniem się na egzaminy do Akademii Muzycznej w Warszawie, musiałem, rzecz jasna, zdać maturę. Podczas egzaminu ustnego, nie pamiętam teraz z jakiego przedmiotu, odpytywał mnie dyrektor liceum, do którego chodziłem. Nie odpowiedziałem na jakieś pytanie, a on zapytał się mnie „gdzie to zamierzasz pójść po szkole?”. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że do Akademii Muzycznej w Warszawie. Wtedy zapytał, śmiejąc się pod nosem: „I ty myślisz, że się tam dostaniesz?”. Ostatecznie zdałem maturę i nie zraziłem się. Poszedłem na przesłuchanie tak, jak planowałem. Było 78 kandydatów, a przyjęto tylko dziewięciu. Ludzie byli przygotowani, po szkołach muzycznych, a tutaj przyszedł chłop od tokarki. I uzyskał najwyższy wynik, bo 23 na 25 punktów. Nawet osoby, które poznały już świat muzyczny, nie dostały lepszego wyniku. Po pierwszym roku studiowania, zadzwonił do mnie dyrektor, by osobiście pogratulować mi dostania się do akademii – wspomina z uśmiechem Bogusław Morka.
Serce za serce
Tenor już na trzecim roku studiów otrzymał angaż w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, w którym przez 18 lat był solistą. Jego kariera była bardzo bogata, jednak we wspomnieniach szczególnie utkwił mu koncert u profesora Zbigniewa Religi „Serce za serce”, w której wystąpił wraz z osobą, którą uważał za wzór – śpiewakiem Plácido Domingo.
– Plácido Domingo przyjechał pierwszy raz do Polski w 1992 roku, na zaproszenie Zbigniewa Religi, z którym miałem przyjemność przyjaźnić się i wędkować. Plácido Domingo potrzebował kilku osób do koncertu, a on nie wybierał byle kogo. Udało mi się nie tylko dołączyć do wspólnego koncertu, ale miałem śpiewać z nim w duecie. Ogromną satysfakcję przyniósł mi moment, gdy podczas prób mistrz Domingo pokiwał mi głową podczas próby, na znak zadowolenia z mojego wokalu. Gdy już śpiewaliśmy podczas samego koncertu, „lecieliśmy” jak burza, świetnie to wyszło. Publiczność swoimi oklaskami długo nie pozwalała nam zejść ze sceny. A gdy koncert się zakończył, usłyszałem od mistrza wiele słów uznania – sięga pamięcią w przeszłość tenor.
Pod koniec spotkania tenor dał tyskiej widowni to, na co ogromnie czekała. Zaśpiewał pieśni, które zachwyciły całą aulę, tak bardzo, że braw przez długi czas nie było końca. Dyrektorka MBP Anna Krawczyk podsumowała cały występ, jako świetne, muzyczne rozpoczęcie 2025 roku.

