17 stycznia swoją premierę miała najnowsza książka Waldemara Cichonia, zatytułowana „To jest ważne, ale nie ma znaczenia”. Dzień przed tym, w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tychach odbyło się spotkanie autorskie z autorem, gdzie opowiedział o genezie powstania swojego najnowszego dzieła. Prowadzącą spotkania była dziennikarka Olga Kostrzewska-Cichoń.
Waldemar Cichoń urodził się w Tychach i mieszkał na Żwakowie, gdzie spędził większość swojego życia. Ukończył „Norwida” i studia politologiczne na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego. Jako pisarzowi, największą sławę przyniosły mu opowiadania dla dzieci o kocie Cukierku, które stały się lekturą szkolną w klasach I-III. Mimo popularności wśród młodych czytelników, Waldemar Cichoń postanowił napisać kolejną – po „Bebok, Heksa i inksi” – książkę dla dorosłych.
„To jest ważne, ale nie ma znaczenia” to zbiór jedenastu niepowiązanych ze sobą opowiadań, które w humorystyczny sposób przedstawiają jakieś skrawki rzeczywistości i są komentarzem na pewne tematy. Od opowiadania o kosmitach na wakacjach, po anioły stróże pracujące w korporacyjnym piekle.
Ty byś to napisał lepiej
Na spotkaniu pytano o powód napisania książki o innej tematyce i dla innego odbiorcy, niż zwykle. Jak się okazało, „To jest ważne, ale nie ma znaczenia” powstało dzięki „pomocy” małżonki Waldemara Cichonia.
– Żona mi kazała napisać tę książkę. Prawdziwy facet nie będzie ukrywać, że jest pantoflarzem. Pakowaliśmy się na wakacje, a jeśli gdzieś jedziemy odpocząć, to bierzemy ze sobą książki. Zawsze pytam się mojej żony Asi, co jej wziąć. Raz odpowie nazwą konkretnej pozycji, a czasami da mi wolną rękę. Oczywiście konsekwencje złych wyborów potem odczuwam. Dwa lata temu też chciała, bym jej coś wybrał, więc spojrzałem na moją półkę i zacząłem myśleć. Spostrzegłem zbiór opowiadań Zdenka Svěráka, czeskiego prozaika, aktora i reżysera. Opowiadania są w takim typowo czeskim stylu, z humorem, ale też z pewnym przesłaniem. Gdy żona przeczytała książkę, zapytałem o opinię, a ona odparła: „Ty byś to napisał lepiej”. I od tamtego dnia, codziennie się mnie pytała: „Piszesz już”? W końcu nie wytrzymałem i zacząłem pisać – opowiada autor książki.
Nie wiem, po co ta książka
Czy każdy autor pisze książkę w jakimś konkretnym, wielkim celu?
– Nie wiem, po co ta książka – przyznał Waldemar Cichoń.
– Podkreślam, to nie jest jakaś wielka literatura. Może się podobać, ale ja nie piszę po to, by dostać nagrodę Nike. Ja nie wierzę w literackie nagrody i nie mam ambicji, by zmieniać świat czy przekonywać do czegoś ludzi, to nie o to chodzi. Ja tę książkę napisałem dlatego, by… moja żona się ode mnie odczepiła… Ale też miałem ochotę opowiedzieć o dawnych czasach. Chciałem też samego siebie przekonać, że pewne rzeczy trzeba odpuścić. Ja jestem z pokolenia, które rzeczy naprawiało, a nie wyrzucało i kupowało nowe. Teraz, gdy wszystko jest plastikowe i nie da się często czegoś naprawić, to się niemiłosiernie denerwuję, mimo świadomości, że nie mam na to wpływu. Może czasami pewne rzeczy muszą się wydarzyć? – zadaje sobie pytanie pisarz.
Trzy nietypowe marzenia
Waldemar Cichoń podczas spotkania narzekał na system wydawniczy i podkreślił, że pisanie dobrych książek wymaga dwóch rzeczy, które niektórzy posiadają, ale zasady rządzące wydawnictwami potrafią zniechęcić młodych i utalentowanych pisarzy.
– Kompletnie nie wierzę w żadne szkoły pisania czy warsztaty pisania. Pisanie książek to suma talentu i ciężkiej pracy. Powinienem też powiedzieć o szczęściu i cierpliwości, bo nie jest łatwo w Polsce wydać książkę. Ja mam takie trzy piękne marzenia, do których potrzebowałbym nieograniczonego dostępu do pieniędzy. Po pierwsze, chciałbym wybudować dom na mojej arkadii, na tyle duży, by był to równocześnie dom jednorodzinny i biblioteka. Po drugie, chciałbym przejąć klub hokejowy GKS Tychy. Piłkarski nie, bo nie interesuje mnie piłka nożna. A po trzecie: chciałbym powołać fundację, która pomagałaby młodym i zdolnym pisarzom zadebiutować. W takiej fundacji wychodziłyby tylko wartościowe lektury, żeby młodzi nie musieli się męczyć z wydawnictwami, a literatura zyskiwała cenne tytuły – mówił Waldemar Cichoń.
Na koniec spotkania pisarz przeczytał fragment jednego z opowiadań i zaprosił do kupowania książki wraz z jego autografem.

