W środę 13 listopada w ramach cyklu „Tury Kultury” w Miejskiej Bibliotece Publicznej odbyło się spotkanie z aktorem teatralnym oraz filmowym – Olgierdem Łukaszewiczem. Postacią dobrze znaną z takich produkcji filmowych, jak „Seksmisja”, „Karol – człowiek, który został papieżem” czy „Generał Nil”.
Zapełniona sala gorąco przywitała wchodzącego Olgierda Łukaszewicza i jego rozmówcę Andrzeja Kurdziela. Gdy panowie usiedli wygodnie na miejscach, od razu rozpoczęły się wspomnienia Łukaszewicza o swoich początkach kariery w Teatrze Rozmaitości (obecnie Teatr Bagatela) oraz debiucie filmowym, jakim była rola Waldka w dziele wyreżyserowanym przez Jana Batorego, pod tytułem „Dancing w kwaterze Hitlera”.
— To był mój 3 rok nauki w szkole teatralnej, wygrałem zdjęcia próbne do filmu, mimo krzywienia się reżysera w związku z moim „poruszaniem brwiami”. Tak się oburzył, że pytał się mnie wprost „czego was tam uczą w tym Krakowie?”. Do dziś nie bardzo rozumiem o co mu chodziło — wspomina Olgierd.
Mimo teatralnych początków Łukaszewicza, spotkanie mocno skupiło się na jego dorobku filmowym. Aktor zabrał widownię w przeszłość i przeskakiwał niechronologicznie z opowieściami o swoich aktorskich przygodach, przypominając o dziełach, takich jak: „Sól ziemi czarnej” (1969), „Brzezina” (1970), „Gorączka” (1980), „Przesłuchanie” (1982), Magnat (1986), „Alchemik” (1988), „Pokuszenie” (1995), Karol – człowiek, który został papieżem (2005), „Generał Nil” (2009) oraz „Jak pies z kotem” (2018).
Pomiędzy historiami z planów filmowych, prowadzący zapytał Olgierda o wyprowadzkę w wieku 43 lat do Niemiec, pomimo początkowej nieznajomości języka.
— Wziąłem czternaście lekcji języka niemieckiego i pojechałem do Berlina, graliśmy wtedy sztukę „Zamek”. Na miejscu redaktor z bawarskiej telewizji powiedział mi, że jeśli chce, to mam przyjechać na naukę i zaoferował mi również stypendium. Udałem się do Monachium i tam uczyłem się języka. Pamiętam, że obok mnie siedział inżynier leśnictwa z Pekinu, a po drugiej stronie Ricardo, lekarz z Włoch. Oni nie przejmowali się z jakim akcentem mówią, dla mnie jednak to było istotne. Po 2 miesiącach zacząłem dzwonić po agencjach aktorskich i w jednej akurat poszukiwali Polaka. Dostałem tę rolę i na planie poprosiłem o nauczyciela wymowy, mimo, że mogłem grać po polsku, bo miałem być dubbingowany, ale ja powiedziałem wprost, że chce po niemiecku mówić, bo chce się nauczyć. Reżyser ostatecznie zgodził się na to, a już po 3 miesiącach łyknąłem w pełni język niemiecki — opowiada Łukaszewicz.
Pod koniec spotkania cały temat historii Olgierda Łukaszewicza zszedł na drugi plan, ponieważ bohater prelekcji zaczął opowiadać o fundacji „My Obywatele Unii Europejskiej”, której jest fundatorem.
— Fundację założyłem z własnych pieniędzy, żona mi na to pozwoliła. Powiedziałem jej, że inni mają samochody, jeszcze inni łódki, więc niech pozwoli mi zająć się tym, aby Polacy czuli się w pełni Europejczykami, ponieważ wiele lat odmawiano nam myślenia w kategoriach „europejskich” — śmiejąc się, wyjaśnia Olgierd Łukaszewicz.
Przez całe spotkanie humor aktora i otwarta postawa wzbudzały pozytywne odczucia u słuchaczy. Tak jak sala szybko się zapełniła, tak powoli pustoszała po zakończeniu spotkania, bo tyszanie zostali zrobić sobie zdjęcie z Olgierdem czy wypytać o inne, nurtujące ich kwestie.


-Jorguś ,kaj mosz drugo rynka – Jo dziś niymom drugyj rynki 😁😁😁😁
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.