W miniony piątek (15.11) w siedzibie tyskiej Fundacji Marwari odbył się pierwszy z cyklu wieczór autorski, którego gościem specjalnym była Sława Sibiga. Zgromadzeni mogli wysłuchać nie tylko artystycznych kolei losów pisarki, ale też zagłębić się w haiku, czyli wywodzącą się z Japonii formę poetycką.
Tego dnia lokal Marwari przyozdobiony został chryzantemami. Okazuje się bowiem, że są to kwiaty szczególne dla Japończyków, którzy postrzegają je jako znak długiego i szczęśliwego życia. Przy blasku świec Sława Sibiga – autorka czterech książek poetyckich haiku, laureatka licznych konkursów i założycielka Polskiego Stowarzyszenia Haiku, zaczęła snuć swoją historię. Tyszanka z Rozkoszy – bo tam właśnie się urodziła, przyznała, że miejscem szczególnym na mapie naszego miasta są dla niej Paprocany.
– To miejsce moich inspiracji, w których powstała większość moich wierszy. Tam mam najlepsze połączenie ze swoim wnętrzem, dlatego chętnie spaceruje wzdłuż jeziora – mówi artystka.
Artystyczna dusza
– Moja twórczość opiera się na trzech płaszczyznach. Pierwszą jest oczywiście pisanie. Druga i trzecia w pewien sposób się przenikają i uzupełniają. To malarstwo sumi-e oraz tworzenie aniołów z nici. Dzierganie było kiedyś moim głównym zajęciem, dlatego moje anioły są niemal na całym świecie, ponieważ wysyłam je na liczne akcje charytatywne – mówi Sława Sibiga. – Zamiłowanie do dzierganie wyniosłam z domu, w którym mama i babcia zawsze twórczo spędzały czas – wyjaśnia.
Głównym tematem piątkowego spotkania była poezja, dlatego Sibiga skupiła się na tym, jak rozpoczęła się jej historia z pisaniem, choć jak przyznaje – trudno mówić o konkretnym początku.
– Miałam bardzo późny debiut – w 2008 roku, jednak oznaki tego, że poezja gdzieś we mnie drzemie, były już w dzieciństwie, kiedy to pisałam wierszyki czy skecze. Wówczas miałam pierwszy twórczy okres w życiu, choć jeszcze sobie nie zdawałam z tego sprawy – mówi poetka. – Język polski w liceum był dla mnie katastrofą. Miałam naprawdę brzydkie pismo, przez co nauczycielka nieustannie kazała mi przepisywać zeszyt. Nie potrafiłam wtedy tworzyć, dopiero po pewnym czasie poezja w pewnym sensie „urosła” we mnie do tego stopnia, że zaczęłam znowu pisać. Oczywiście do szuflady. Jednak po jakimś czasie postanowiłam z niej wyjść. Tak powstał mój pierwszy tomik – kontynuuje.
Drugi tomik powstał w związku z akcją Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych, które wówczas (2009 rok) prowadziły działania, mające na celu pokazanie pań pracujących w tych zawodach od innej, bardziej prywatnej strony – wszak Sława Sibiga z wykształcenia jest pielęgniarką. W kolejnych latach artystka brała udział w warsztatach literackich prowadzonych przez redaktora Macieja Szczawińskiego. Za jego namową postanowiła wydać kolejny tomik, znacznie różniący się stylem i dojrzałością pisarską od debiutanckich wydawnictw. Wiosną rok później Sława Sibiga wydała czwartą książkę.
W siedemnastu sylabach
Haiku to krótka forma poetycka pochodząca z Japonii, charakteryzująca się specyficzną budową i strukturą. Składa się zazwyczaj z trzech wersów, które mają łącznie 17 sylab podzielonych według schematu: pierwszy wers: 5 sylab, drugi wers: 7 sylab, trzeci wers: 5 sylab. Celem tej formy jest uchwycenie emocji, chwili, przyrody lub głębokiej refleksji nad życiem. W tradycji japońskiej haiku często odnosi się do zmieniających się pór roku lub zawiera subtelne nawiązania do natury.
– Haiku to jeden ulotny moment, obraz. Choć obecnie można śmiało mówić o „zalewie” piszących w tej formie, to ja sama jestem dość ciekawym przypadkiem. Pisałam haiku, nie wiedząc o tym. Ponad dwadzieścia lat temu, kiedy Internet dopiero powoli wchodził do naszej codzienności, nie miałam pojęcia o istnieniu takiej formy poetyckiej. Osobiście nazywałam ją miniaturką czy okruszkiem. Od zawsze bowiem lubowałam się w tak krótkiej, esencjonalnej formie, która przypomina poetycki obraz czy fotograficzny kadr – tłumaczy Sława Sibiga. – Moje pierwsze publikacje w sieci spotkały się z wręcz miażdżącą krytyką pisaną z anonimowych kont, którą dziś nazwalibyśmy zwyczajnym hejtem. W zalewie tych komentarzy, znalazł się mężczyzna, który wiedział, czym jest haiku i to dzięki niemu, zaczęłam zgłębiać teorię – wyjaśnia.
Tematyką haiku jest przede wszystkim natura, ale jak mówi poetka – nie traktowana i sławiona jako odrębny świat, a jako swoiste połączenie człowieka z otaczającą przyrodą, jako moment „tu i teraz”.
– Haiku to emocje, pewne olśnienie, które wymaga uważności. W zaledwie siedemnastu sylabach można zawrzeć wszystko, co ulotne, co nie zawsze jest zauważalne przez innych i co nas otacza – podsumowuje. – Ważne jest to, że każdy czytelnik ma pole do własnej interpretacji utworów, mimo, że w haiku nie ma miejsca na metafory czy porównania. To bardzo trudne, by wydobyć poezję słowami, bez użycia takich ozdobników. Pisząc haiku, tworzymy dwa obrazy. Niejako pośrodku jest miejsce na interpretację czytelnika, nie zawsze tożsamą z tym, co autor miał na myśli. I na tym też polega piękno tej formy – dodaje.
Trzeba tylko chcieć zobaczyć więcej.













