Senat Rzeczypospolitej Polskiej ogłosił rok 2024 Rokiem Witolda Gombrowicza. Z tego właśnie powodu, Teatr Mały w Tychach wyszedł z inicjatywą, która upamiętnia dorobek pisarza. LOGOS Gombrowicza to rodzaj performatywno-edukacyjnego projektu składającego się z trzech części, analizujących postawy wobec języka polskiego na podstawie twórczości autora.
Po pierwsze ślub
Artyści Teatru Małego w miniony weekend zaprosili tyszan do wysłuchania czytań scenicznych w już wyremontowanym i oficjalnie otwartym budynku tyskiej melpomeny. Wydarzenie zaczęło się w piątek 20 września od czytania „Ślubu” w reżyserii Macieja Dziaczko. Dzieło rozpatrywane jest pod kątem transakcji – bo czyż ślub właśnie nią nie jest? Spełnia wszak wszelkie wymogi – dwie strony, dwóch świadków i uroczysty akt zawarcia umowy, w której określone są wzajemne prawa i obowiązki oraz swoista deklaracja świadczenia wobec siebie. Cały świat oparty jest na transakcjach, zwłaszcza w naszej epoce, nastawionej na konsumpcję. Nigdy dotąd nie było możliwości, by łatwiej i szybciej dostać to, czego się oczekuje. Kurierzy mają ręce pełne roboty, a za wzmożoną logistyką ich działań, idą zmiany w architekturze miast – paczkomaty, czyli „metalowe silosy z wieloma drzwiczkami i komórkami” to niejako szeregowce, do których przywykliśmy w przestrzeniach miejskich.
Zdaniem Macieja Dziaczko, Witold Gombrowicz z pewnością znalazłby metaforę dla naszej epoki, oczywiście w swoim charakterystycznym stylu. Pozostaje nam jednak wyłącznie odczytanie tego między słowami, którymi „budował” swoje dzieła pisarskie. To właśnie w taki „paczkowo-przesyłkowy” świat, Dziaczko wpisał tekst „Ślubu”, próbując zbadać i prześledzić jak ta transakcja mogłaby się odbyć obecnie.
Kim jest Iwona?
W niedzielę 22 września tyska widownia wysłuchała czytania performatywnego na podstawie „Iwony, księżniczki Burgundy” Gombrowicza w reżyserii Pawła Drzewieckiego, dyrektora Teatru Małego w Tychach.
– Kim tak naprawdę jest Iwona? Jaką sprawę ma do załatwienia, a może to właśnie ona sama jest sprawą, którą należy załatwić? Ponadczasowy dramat Gombrowicza czytany może być na wiele sposobów i choć tekst powstał prawie 90 lat temu, to zdaje się, że nie tylko nie traci na aktualności, ale wręcz przeciwnie – zyskuje nowe warianty lektury. Iwona w tyskiej interpretacji jest obca, jest pyłkiem na pozornie krystalicznym tle dworu, który tak naprawdę przesiąknięty jest zepsuciem, nudą i przesytem. Pyłkiem, który drażni, prowokuje, przeraża, na który wszyscy mają alergię – mówi Drzewiecki.
Jej rola nie ograniczała się wyłącznie do roli kozła ofiarnego. Była prawdziwym lustrem, które odzwierciedlało głęboko skrywane tajemnice i grzechy przeszłości. Los tytułowej Iwony był przesądzony – została „uśmiercona” piórem Gombrowicza, ale jej śmierć była przewrotnie… zwycięstwem. Pierwszą rysą na idyllicznym obrazie, który musi pęknąć. Przed swoim końcem upominała się wszak nie tyle o swój los, co o los innych kobiet i zwracała uwagę na wszelkie niesprawiedliwości rządzące światem.
Na koniec awangarda
Cykl zakończył się w poniedziałek, 23 września. Na deskach Teatru Małego wybrzmiała „Ferdydurke” w reżyserii Aliny Moś. Właśnie ta powieść Gobrowicza określana jest mianem
awangardy i groteski, choć nie trzeba wiedzy z zakresu filozofii, by dostrzec, że w gruncie
rzeczy historia jest bardzo prosta i opowiada o prostych relacjach międzyludzkich. Na tej płaszczyźnie niewiele zmienia się od lat – ludzie zwykle postępują w prosty sposób. Sam Gombrowicz komentował, że głównym problemem „Ferdydurke” jest problem formy. Autor twierdził, że człowiek nigdy nie jest sobą, traci autentyczność, popada w kolejne narzucane przez innych ludzi formy, ale też sam jest ich twórcą. Żadnego znaczenia nie ma tu wiek, epoka, miejsce, płeć, warstwa społeczna, nie ma ucieczki przed formą. W czytaniu scenicznym wzięli udział profesjonalni aktorzy, seniorzy i młodzież, a całość dopełniła muzyka na żywo w wykonaniu Dominika Strycharskiego – kompozytora muzyki teatralnej i filmowej, multiinstrumentalisty.

