Teatr z pilotem w dłoni – Teatr Mały i metoda forum

0
297
Głównym bohaterem „40% do miłości” jest alkohol i to co robi z relacjami. Fot Agnieszka Seidel-Kożuch

Ekipa Teatru Małego w Tychach wyprodukowała spektakl „40% do miłości” w formule teatru forum na podstawie metody Augusto Boala. Ten melanż eksperymentu, grupowej terapii, wiwisekcji problemu społecznego i teatru bodajże po raz pierwszy trafił na deski tyskiej sceny. Piątkowa premiera została nagrodzona głośnymi owacjami, zaś kolejne występy przewidziano na 8 i 9 grudnia o godz. 18:00 również na Scenie Kameralnej w Pasażu Kultury Andromeda. Przedstawienie dofinansowano z budżetu Miasta Tychy.

W dzień premiery na widowni, na której nie pozostało zbyt wiele wolnych miejsc, pojawili się m.in. wiceprezydent miasta Maciej Gramatyka, przewodnicząca rady Barbara Konieczna czy radna Sejmiku Województwa Śląskiego Alina Bednarz.

– Na ten wieczór czekałem 4 lata – przemówił dyrektor Teatru Małego Paweł Drzewiecki. – Kiedy objąłem stanowisko dyrektora, to wymarzyłem sobie, żeby metoda, jaką jest teatr forum, na stałe weszła do działań programowych Teatru Małego. Po pierwsze to metoda, w której najważniejszy jest człowiek i to co dzieje się pomiędzy ludźmi. Zatem relacje. A przecież relacje to tytuł programu naszej instytucji. Twórca jej metody wymyślił ja jako działanie proste, w którym aktorzy zawodowi spotykają się z pasjonatami teatru i w bardzo prostych historiach opowiadają zdarzenia, które mogą przytrafić się każdemu z nas. Choć obudowane one są profesjonalnymi instrumentami teatralnymi jak choćby muzyka, w tym wypadku na żywo, czy światło, to najważniejszą ich rolą jest, aby widz miał ochotę wejść jak najgłębiej w historię i… coś z nią zrobić. Augusto Boal wymyślił w tej metodzie bardzo ważną personę, my nazywamy go przewodnikiem. W tej roli dziś sprawdzi się psycholog i psychoterapeuta Justyna Rutkowska.

Sama historia jest prosta. Jednowymiarowi bohaterowie napędzani są jednoznacznymi motywacjami. Można by powiedzieć klocki. Cechy wspólne? Alkohol, brak miłości, egoizm, głuchota. W tym wypadku traktować to za wadę byłoby nieporozumieniem, bowiem w pewnym momencie historia się kończy, zaś przewodnik wręcza widzowi „pilot”, aby mógł dowolnie ją przewijać, omówić konkretną scenę, a nawet wyreżyserować ją od nowa i… puścić „play”, obserwując nowy bieg wydarzeń. Klockowa struktura jak najbardziej sprzyjała tego typu eksperymentom. Znaleźli się śmiałkowie, którzy wcielali się w poszczególne postaci, zaś Justyna Rutkowska zadbała, aby problemy, o których spektakl opowiada, otrzymały psychologiczny komentarz.

Autorzy nie postawili diagnoz, nie poddali ocenie zjawiska, z którym pracowali, nie zaproponowali odpowiedzi, nie podpowiadali rozwiązań. Zostawili widzów z klockami, zapraszając do wysiłku… intelektu? Sumienia? Empatii?

Fot. Agnieszka Seidel-Kożuch.