Na mandat naprawdę trzeba sobie zasłużyć

14
1032
Ryszard Polcyn. Fot. Kamil Peszat

29  sierpnia obchodziliśmy  Ogólnopolski  Dzień Strażnika Miejskiego. Z tej  okazji  udaliśmy się z życzeniami do Straży Miejskiej w Tychach, aby porozmawiać z komendantem Ryszardem Polcynem o początkach straży w Tychach oraz codziennych zmaganiach.

tychy.pl: Jakie były początki Straży Miejskiej w Tychach?

Komendant Straży Miejskiej w Tychach Ryszard Polcyn: – Konkurs na stanowisko Komendanta Straży Miejskiej w Tychach wygrałem w 1991 r. Już wtedy przyświecał mi jeden główny cel. Mianowicie stworzyć zespół ludzi, którzy poczuwają się do niesienia pomocy naszym mieszkańcom.
Szukałem ludzi, którzy nie będą mieli problemu z wykonywaniem poleceń  i zaznajomieniem się z przepisami. To oczywiście były podstawy, ale skupiałem się na czymś innym. To, czego szukałem w kandydatach, nazwałbym po prostu posiadaniem serca na właściwym miejscu. Empatia jest absolutnie niezbędna w tej pracy. Bez niej można się bardzo szybko wypalić i stać się właśnie maszynką do wykonywania rozkazów. Szukałem ludzi, którzy wykażą inicjatywę, którzy sami podejmą działania, gdy dostrzegą problem, ludzi którzy doskonale znają swoich sąsiadów i środowisko, w którym na co dzień funkcjonują, którzy dzięki swojemu usposobieniu potrafią sytuację załagodzić, nie zaś zaostrzyć. A przy tym asertywnych, stanowczych i kiedy trzeba potrafiących przywołać do porządku. Bycie strażnikiem miejskim wymaga umiejętności często z wielu odrębnych dziedzin, nierzadko zupełnie sobie przeciwnych.

Udało się takich ludzi znaleźć?

– Tak. Na początku ośmiu. Teraz jest nas o 40 więcej, z czego 1/4 to kobiety. Myślę, że kobiety są świetnymi strażniczkami miejskimi. Po prostu w towarzystwie kobiet mężczyźni mają naturalną tendencję do pilnowania swojego języka i obyczajów. Oczywiście nie zawsze i nie wszędzie, ale tendencja jest zauważalna. W naszym zespole siedem osób oddelegowanych jest na stałe jako operatorzy monitoringu miejskiego, mamy również dwóch ratowników medycznych. Aktualnie nie prowadzimy rekrutacji, bowiem mamy obsadzone wszystkie wakaty. Ale w służbie społeczeństwu zawsze jest za mało rąk do pracy. Aby móc być bardziej skuteczną jednostką i podejmować natychmiastowe działania zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców, ze  względu na ilość i różnorodność interwencji, powinno nas być min. dwa a optymalnie trzykrotnie więcej.

Czym zajmowaliście się na początku w latach 90.?

– Na początku w latach 90. naszym głównym zadaniem była pomoc przedsiębiorcom, którzy zaraz po transformacji systemowej rozpoczęli działalność handlową. Ta miała głównie miejsce przy ul. Dąbrowskiego, skąd przeniosła się na stare targowisko przy al. Jana Pawła II. To były czasy dzikiego kapitalizmu, stragany z towarami powstawały jak grzyby po deszczu. Często handlujący robili to właśnie na dziko, bez zgłoszenia swojej działalności do odpowiedniego urzędu. W tym czasie edukowaliśmy, gdzie należy się zgłosić, aby móc legalnie handlować. Współpracowaliśmy wówczas z urzędem celnym i urzędem skarbowym. Często, gdy prośby i pouczenia nie pomagały, ogłaszaliśmy kontrolę każdego stanowiska i… wówczas targ w moment pustoszał. Powoli coraz więcej handlarzy zgłaszało swoją działalność, a wiele z nich dziś funkcjonuje jako firmy z tradycjami. Już wtedy w 91. naszym priorytetem było właśnie służenie, czyli inaczej niesienie pomocy mieszkańcom. Do dziś to się nie zmieniło, a na mandat naprawdę trzeba sobie zasłużyć.

Nie wystawiacie ich zbyt wiele?

– Nie prowadzimy tzw. „polityki mandatowej”, o której można usłyszeć w artykułach opisujących pracę policjantów. Jako komendant nie rozliczam swoich funkcjonariuszy z ilości wystawionych kar. To strażnik zawsze podejmuje decyzję o formie i potrzebie zastosowania środków adekwatnie do zaistniałej sytuacji. W czasie mojej służby funkcję sprawowało już trzech prezydentów i żaden z nich nigdy nie sugerował zwiększenia wpływów do kasy miasta z tytułu wystawionych mandatów. Osobiście też przestrzegałem swoich ludzi przed zbyt pochopnym sięganiem po bloczek. Naszym głównym zadaniem jest zjednywać sobie ludzi, a nie nastawiać ich przeciwko nam. Tylko, kiedy nam zaufają, będziemy w stanie im realnie pomóc. I to nie jest czcze gadanie. Niesiemy bezpośrednią pomoc wielu osobom. Wielu moich funkcjonariuszy angażuje się w pomoc charytatywną i działania społeczne też po godzinach służby. W sumie mogę śmiało powiedzieć, że ta służba nie kończy się wraz ze ściągnięciem munduru. Każdy z nich jest częścią społeczności lokalnej i doskonale sobie zdaje sprawę z jakimi problemami te małe społeczności się zmagają. Czy to pomoc bezdomnym, czy  osobom  o trudnej sytuacji materialnej, czy chociażby rozwiązują problemy dajmy na to z kotami, które zalęgły się w piwnicach domów mieszkalnych. „On jest strażnikiem, zwróć się do niego o pomoc” – gdy słyszę podobne słowa, to wiem, że odnieśliśmy kolejny sukces jako drużyna czy instytucja.

Co do sukcesów, to wielu strażników realizuje się jako sportowcy, a komenda wielokrotnie odnosiła zwycięstwa w regionie i kraju. Może pan się podzielić jakimiś wynikami?

– Karier sportowych mieliśmy tu faktycznie sporo, od strażników walczących w MMA (mixed martial arts czyli formuła sztuk walki – przyp. red.), przez koszykarzy, siatkarzy,    hokeistów, mistrzynię karate aż po drużynę piłki nożnej halowej, która przez długi okres była nie do pokonania we wszystkich turniejach drużyn mundurowych. Mistrzem kraju byliśmy tak długo, że aż nam się znudziło. Aktualnie nasi funkcjonariusze notują bardzo dobre wyniki na zawodach w wyciskaniu ciężarów, biegach przełajowych w tym  „Biegu o nóż komandosa”  Od zawsze dbam, aby strażnicy mogli realizować swoje sportowe pasje (jednym z wymogów  na egzaminie  kwalifikacyjnym  jest bieg dookoła jeziora  paprocańskiego  na czas), ale też umiejętności i kompetencje. Ostatnio szkoliliśmy się z zakresu pracy z psami ratowniczymi oraz z niebezpiecznymi zwierzętami. Jako strażnicy pomagamy w odławianiu i zabezpieczaniu zwierząt zabłąkanych, a czasem i dzikich, które zabłądziły na teren miasta. Stąd można było nas zobaczyć np. z  dmuchawkami, kiedy niczym Papuasi polowaliśmy na zwierza. Praca w straży miejskiej to jak widać niezła przygoda.

Jak świętujecie Dzień Strażnika Miejskiego?

Ten dzień spędzamy na sportowo. Wszyscy przeszliśmy test sprawności fizycznej, odbył się turniej siatkówki plażowej, piłki nożnej oraz sportów siłowych. Rekreacyjnie pobiegliśmy naokoło Paprocan oraz popływaliśmy kajakami.

14 KOMENTARZE

  1. uff, jak dobrze że nie prowadzą polityki mandatowej – jeszcze by się ludzie przez to musieli nauczyć poprawnie parkować.

  2. DOSTAŁEM MANDAT ZA PARKOWANIE NA CHODNIKU ,
    GDY ZAPYTAŁEM DLACZEGO MANDATU NIE DOSTAŁY SAMOCHODY STOJĄCE ZA MNĄ ?
    MŁODY STRAŻNIK CWANIAK ODPOWIEDZIAŁ ŻE ZGŁOSZENIE BYŁO TYLKO NA MÓJ SAMOCHÓD .
    NAPRAWDĘ TRZEBA ZASŁUŻYĆ ( PRAWO NIE JEST DLA WSZYSTKICH TAKIE SAME )

  3. Jak sobie tam przypomne sprzed kilku czy tam kilkunastu lat pewne fakty to pamietam ze w tyskiej strazy miejskiej nie pracowaly tylko osoby o krysztalowej reputacji. Wogole sluzba do likwidacji

  4. Rysiek fajny z Ciebie chłop, ale przestań foliować,ludzie nie są takimi idiotami jak to się waszym targowym komandosom czosnkowym wydaje

  5. Ja tam jestem za tym aby strażnicy miejscy jeździli po osiedlach I wlepiali jak najwięcej mandatów za złe parkowanie. Przynajmniej byłby z nich jakiś pożytek a i budżet miasta by na tym zyskał.

    • TY NA 100 % NIE MASZ SAMOCHODU !!!!
      JAK BY BYŁY PARKINGI TO LUDZIE NIE PARKOWALI BY NA CHODNIKACH !!!!
      NA KAŻDYM OSIEDLU BRAKUJE MIEJSC !!!!!

    • Ty na 100% parkujesz na chodnikach. Tacy jak ty codziennie powinni mieć oklejony samochód karnymi k…sami.

        • Panie Janie ,miasto nie z gumy ,nikt nie będzie kosztem zieleni budował parkingów,to jest problem wszystkich miast ,jedyne rozwiązanie to budowa parkingów wielopoziomowych ,tylko problem jest taki że ludzie chcą mieć auto pod tzw.oknem i nikt nie będzie chodził np 1 ,2 czy 3 km po samochód . Myślę że dba pan o ogród by chwasty nie wyrosły ,bo w slamsach to ich pełno mamy na osiedlowych terenach zielonych

    • To po co się tu udzielasz. To jest portal miejski. Więc jak masz ,,piękny dom i garaż ” udzielaj się na portalu swojego zadupia o ile takowy posiada.

  6. Zasnąłem i miałem taki sen. Zatoczka autobusowa chyba pod sądem. No we śnie ma prawo się wszystko po…mieszać, stąd te chyba. Sytuacja nr 1. parkuje coś zwyczajnego, na oko niedrogiego i należące do szarego ludzia – żółta klamra na bank w ciągu pół godziny max. Sytuacja nr 2. Parkuje tam duże drogie i czarne (i nie jest to karawan jak by co) – stać może ile chce a klamry ani widu ani słychu. Sytuacja nr 3. Parkuje tajemnicze szare MIni – i tu tako samo jak przy dużym czarnym. Moja nie być mnóstwo wielka idiota i rozumieć to z tym dużym czarnym ale żeby małe Mini było jak duże i czarne? A może to tajemniczy klient? Lub wredna/ustosunkowana starsza pan, że strach ruszać jak w sytuacji nr 2 ???

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.