Pasieki pod kontrolą – rozmowa z prezesem Stowarzyszenia Pszczelarzy w Tychach

0
467

W miastach zapanowała moda na zakładanie pasiek. Pod hasłem ratowania pszczół, ule pojawiają się w wielu miejscach, także nietypowych, np. na dachach domów. Jednak nie wszyscy zdają sobie sprawę, że zwiększanie liczby pasiek nie zawsze jest korzystne dla samych owadów. O rozmowę poprosiliśmy Andrzeja Gałuszkę, prezesa Stowarzyszenia Pszczelarzy w Tychach.

tychy.pl: Jest pan zwolennikiem zakładania pasiek w miastach?

Andrzej Gałuszka: – Tak, jednak musi być to działanie bardzo przemyślane. Trzeba wziąć pod uwagę wielkość terenów zielonych, liczbę już istniejących pasiek, a że w grę wchodzą także względy bezpieczeństwa – musi być zachowana odległość od budynków mieszkalnych i innych obiektów. Zakładanie nowych hodowli pszczół powinno być konsultowane z różnymi specjalistami i myślę, że wiele do powiedzenia w tej kwestii mieliby nie tylko pszczelarze, ale także ekolodzy, osoby, które planują i projektują miasta oraz architekci. Wszystko trzeba robić z głową, bo natura jest zbyt złożona i nieprzemyślanymi decyzjami można zrobić więcej szkód niż pożytku.

W niektórych miastach pasieki zakładane są w nietypowych miejscach, np. na dachach budynków.

– Nie sądzę, by było to odpowiednie miejsce do zakładania pasieki. Powinno się wybierać raczej park, teren zielony, oddalony od budynków. Jednak nie to jest najważniejsze. Problem w tym, że choć przybywa pasiek miejskich, nie przybywa terenów zielonych. Oznacza to, że owady, w tym pszczoły, muszą po prostu walczyć o przetrwanie. W Tychach, które mają około 80 kilometrów kwadratowych i gdzie jest dość dużo terenów zielonych, mamy zrzeszonych około 50 pszczelarzy. Jest też 740 uli. Jednak w granicach miasta jest też trudna do określenia liczba pszczelarzy niezrzeszonych. Niektórzy po prostu kupują ule, zakładają hodowlę na działkach czy przy domkach. I tutaj widziałbym zagrożenie, bo dzieje się to bez jakiejkolwiek kontroli, w tym weterynaryjnej. Obserwujemy w Tychach zjawisko, które nazywamy przepszczeleniem, czyli jest to zbyt duża liczba pszczelich rodzin przypadającą na kilometr kwadratowy terenu pożytkowego. Chcę podkreślić, że hodowla pszczół w miastach musi się odbywać z poszanowaniem pewnych zasad, przepisów, dyrektyw i koniecznie pod kontrolą weterynaryjną.

Jak dbać w miastach o pszczoły?

– Przede wszystkim należy odpowiednio zadbać o tereny zielone. W Tychach w bardzo dużych ilościach występuje mniszek lekarski. To niezwykle pożyteczna roślina dla pszczół. Jeszcze przed dwoma, trzema laty parki i skwery były koszone od razu, kiedy mniszek był jeszcze w zakwicie. Jednak dzięki staraniom wielu osób, w tym nas oraz ekologów, te pierwsze pokosy zostały wstrzymane i przeprowadzane są dopiero po przekwitnięciu mniszka. Plusem jest to, że w Tychach mamy dużo lip, mniej jest natomiast bardzo lubianych przez pszczoły krzewów miododajnych, które powinno się sadzić wszędzie tam, gdzie to możliwe.

Co w miastach największym zagrożeniem dla pszczół?

– Zagrożenia te występują wszędzie nie tylko w miastach, choć w niektórych się one potęgują. Na szczęście w Tychach nie ma bezpośrednich zagrożeń i nie chodzi tutaj jedynie o kwestię zanieczyszczeń związanych z samochodami. Na wsiach środowisko naturalne niekoniecznie jest bardziej przyjazne dla pszczół z uwagi na różne środki stosowane przez rolników. Jak już wspomniałem, zagrożeniem dla owadów jest niekontrolowany wzrost uli i pasiek, bo to ogranicza nie tylko areał pożytku, ale przyczynia się m.in. do rozwoju chorób takich jak zgnilec amerykański, worroza czy nosemoza. W Tychach tych chorób nie ma, jednak pojawiły się już w okolicach Oświęcimia, na zachód od Tychów oraz w okolicach Czeladzi. Tutaj można natknąć się już na ostrzegawcze tabliczki.