Wojna na Ukrainie już trwa trzeci tydzień. Do dziś pomoc dla uchodźców opiera się głównie o działania osób prywatnych, fundacji, przedsiębiorców i samorządów. W Tychach sytuacja wydaje się być pod kontrolą.
Przede wszystkim napływ uchodźców i sytuacja na Ukrainie nie sparaliżowała pracy urzędów. – Wszystkie samorządy zaangażowały się w pomoc uchodźcom, ale nie mamy złudzeń, będzie jeszcze trudniej, dlatego potrzebne są długofalowe, systemowe ramy pomocy uchodźcom – napisał w mediach społecznościowych Andrzej Dziuba prezydent Tychów. – Nasi urzędnicy w ciągu 9 dni przyjęli 1498 wniosków o nadanie numeru PESEL. To znacznie więcej niż w całym 2021 roku, gdy tych wniosków było w sumie 1200. Biuro Obsługi Klienta w urzędzie codziennie wypełnione jest ludźmi czekającymi na załatwienie formalności, pracownicy naszego urzędu robią co mogą, by im pomóc – dodał prezydent.
Tyski samorząd w ostatnich dniach na prośbę samorządu Warszawy dał schronienie ponad 50 osobom (głównie są to matki z małymi dziećmi). Wielu Ukraińców tyszanie przyjęli do swoich mieszkań i domów. Dla osób, które w Tychach schroniły się przed wojną, przygotowane zostały miejsca noclegowe w 7 lokalizacjach. – Mieszkańcy Tychów z wielką ofiarnością przekazali niezliczoną ilość darów dla potrzebujących Ukraińców. Zapełniliśmy nimi wszystkie pomieszczenia budynku na placu św. Anny 4. Uruchomiony został punkt wydawania darów na pierwszym piętrze Tyskich Hal Targowych. Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna w Tychach organizuje otwarte grupy wsparcia dla rodzin przybyłych z Ukrainy. Spotkania odbywają się cyklicznie w siedzibie poradni. Miejskie Schronisko dla Zwierząt także włączyło się do pomocy. Oferuje możliwość przyjęcia i opieki dla psów uchodźców przyjeżdżających do naszego miasta. Obywateli Ukrainy wspierają tyskie instytucje kultury. Ukraińcy np. mogą bezpłatnie uczestniczyć w koncertach tyskiej orkiestry AUKSO na podstawie dokumentu potwierdzającego obywatelstwo. Teatr Mały Tychy zaprosił ukraińskie rodziny z dziećmi na spektakl „Różowy Kapturek”. A to nie wszystko – wyliczał prezydent.
Zbiórki cały czas potrzebne
Wciąż działają punkty przyjmowania darów dla uchodźców. Dwa najważniejsze to Tyskie Hale Targowe oraz plac św. Anny 4. – Jest wiele palących potrzeb, a żywność jest jedną z najważniejszych – mówi Karolina Chemicz-Pałys radna koordynująca pracę punktu. – Początkowo magazyny, które udzieliło miasto, szybko wypełniły się. Z tej pomocy od dwóch tygodni korzystają uchodźcy. Aktualnie zmagamy się z pewnymi brakami, ale sytuacja nie wygląda źle. Zanim ktokolwiek zdecyduje się przyjść z pomocą, proszę się zainteresować, co aktualnie jest najbardziej potrzebne. To zmienia się z dnia na dzień. Numery do poszczególnych miejsc są łatwo dostępne w internecie, chociażby na stronie Urzędu Miasta Tychy – poleca radna.
Po drugiej stronie miasta w magazynie przy placu św. Anny 4 ustawiają się kolejki. – W minionym tygodniu do punktu przyjechał transport z Niemiec z siedziby naszej fundacji – mówi Bartłomiej Szymczyk z Internationaler Bund. – W sumie 7 ton żywności, a do tego odzież i zabawki dla dzieci. Wbrew pozorom te ostatnie są również istotne, pomagają odciągnąć uwagę najmłodszych od traumatycznych przeżyć – dodaje. Na miejscu działa kilkanaście osób: harcerze, uczniowie, pracownicy fundacji, wolontariusze. – Mam formularze, wystarczy przyjść z ulicy, zapisać się do Tyskiego Centrum Wolontariatu i zacząć działać – mówi pani Alicja z IB.
Tak też zrobiła Barbara Le Béguec-Friedman – francuska artystka, którą wojna z Ukrainą zastała w podróży. – Jechałam odwiedzić przyjaciół na Ukrainie, ale z wiadomych względów zaniechałam dalszej drogi. Zatrzymałam się w Tychach, bo mam tu znajomych. Zgłosiłam się do pracy przy granicy jako wolontariuszka. Tychy traktuje jako moją bazę wypadową, bezpieczną przystań, gdzie również cichłabym jednak pomagać potrzebującym – opowiadała pani Barbara, pracując jako wolontariusz w magazynie przy pl. św Anny 4.
Sytuacja wciąż jest mocno rozwojowa. Trudno określić ilu dokładnie uchodźców przyjechało do naszego miasta. Nie jest łatwo przewidzieć na jak długo. Część z nich pewnie już u nas zostanie. Prócz żywności i dachu nad głową najważniejszym jest, aby zapewnić tym ludziom gładkie podłączenie się do naszego systemu społecznego i ekonomicznego.

