Silesia Incognita, czyli Szkolorze przajom Ślonskowi

0
221

Muzeum Miejskie w Tychach wraz ze Szkołą Podstawową nr 37 z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Kornela Makuszyńskiego w Tychach organizuje szóstą edycję Wojewódzkiego Konkursu Wiedzy o Regionie Silesia Incognita. Na zgłoszenia dwuosobowych drużyn i ich prezentacje organizatorzy czekają do 8 kwietnia.

Konkurs przeznaczony jest dla uczniów klas VI – VIII z województwa śląskiego, a składa się z dwóch etapów. Eliminacje polegają na przygotowaniu prezentacji poświęconej wybranej postaci, miejscu lub wydarzeniu z dziejów Śląska. Natomiast podczas finału ocenie podlega wiedza autorów i autorek 30 najwyżej ocenionych prezentacji. Finał konkursu, ogłoszenie wyników i wręczenie nagród odbędą się 4.06 w Tyskiej Galerii Sportu – Oddziale Muzeum Miejskiego. Patronat honorowy nad konkursem po raz trzeci objął Łukasz Kohut, poseł do Parlamentu Europejskiego.

Pomysłodawcą konkursu i jednym z jego głównych organizatorów jest Marcin Melon, nauczyciel języka angielskiego w Szkole Podstawowej nr 37, twórca autorskich programów nauczania o Śląsku oraz pomocy dydaktycznych dla nauczycieli, a także dziennikarz, pisarz, autor serii książek  o „Komisorzu Hanusiku”.

– Sześć edycji konkursu Silesia Incognita i ich dorobek dowodzi, jak ciekawy i ważny był to projekt. Spodziewał się pan takiego zainteresowania?

Marcin Melon: Na pewno nie, ale dzisiaj ten konkurs wywołuje u mnie  pewien dyskomfort poznawczy. Bardzo się cieszę z jego popularności i z tego, że co roku przystępuje do niego około 100 dwuosobowych. Biorąc pod uwagę liczbę startujących, konkurs może być zatem porównywalny z tymi, jakie organizują kuratoria oświaty. Poza tym zaangażowanie tych uczniów, to jak są przygotowani i jaką mają wiedzę, jest po prostu zaskakujące. Już teraz mogliby być przewodnikami po Śląsku i jego historii, potrafią ciekawie o nim opowiadać i mogliby „sprzedać” Śląsk poza region, gdziekolwiek w Polsce. A dyskomfort mój bierze się z tego, że jestem daleki od optymizmu, jeśli chodzi o edukację regionalną na Śląsku. Brak kompleksowych rozwiązań powoduje, że w wielu gminach edukacja regionalna traktowana jest po macoszemu. I konkurs Silesia incognito nie jest w stanie zakryć tego dość mrocznego i pesymistycznego obrazu edukacji regionalnej.

– Są jednak chlubne wyjątki w tym „mrocznym obrazie”, jak chociażby szkoła, w której pan pracuje, czyli tyska SP nr 37.

MM: Realizujemy pewien model edukacji regionalnej, ale tylko dlatego, że mamy grupę nauczycieli na różnych poziomach edukacji, którym bliska jest ta problematyka. Jednak nawet u nas wszystko robione jest siłą pasji i zaangażowania poszczególnych osób. Brak systemowych rozwiązań, koordynacji i wsparcia tych działań przynajmniej na poziomie władz województwa powoduje, że śląska regionalna edukacja po prostu zanika. Trudno oczekiwać, by ministerstwo pod wodzą ministra Czarnka na tę problematykę spojrzało przychylnym okiem, a wręcz przeciwnie. To  zniechęca nauczycieli, by w ogóle zajmowali się edukacją regionalną.

– Kilka lat organizowania konkursu zgromadziło pokaźny dorobek uczniów. Czy można się z nim zapoznać, został opracowany, skatalogowany?

MM: Niestety nie. Prezentacji dotyczących postaci, wydarzeń, zjawisk jest już mnóstwo – około 400 – bo, jak się okazuje, Śląsk jest – nomen omen – kopalnią tematów, opowieści, ciekawych historii, wyjątkowych ludzi. Pomysł, by skatalogować prezentacje i za zgodą ich autorów wykorzystywać np. do celów edukacyjnych, uważam za godny rozważenia. Choć nie ukrywam, że byłaby to praca wręcz tytaniczna.

– Zdarzyło się podczas konkursów, że dowiedział się pan o Śląsku czegoś, o czym pan nie wiedział.

MM: Tak. Podczas pierwszych edycji odkryciem była dla mnie rola kobiet   w historii Śląska. Moja wiedza na ten temat była szczątkowa i w pewnym  momencie tkwiący we mnie feminista uznał, że koniecznie trzeba dowartościować Ślązaczki i ich dokonania. Pomoc Małgorzaty Tkacz-Janik była w tym zakresie po prostu nieoceniona i pytania dotyczące Ślązaczek znalazły się w kolejnej edycji konkursu.

– Tychy są specyficznym miastem, jeśli chodzi o śląskie realia. Większość osób przybyło tutaj z innych regionów kraju i choć te różnice z każdym pokoleniem się zacierają, trudniej jest chyba poruszać w tematyce regionalnej, śląskiej niż w innych miastach.

MM: To prawda, ale wiele osób, które przyjechały na Śląsk z innych części kraju odkryło śląskość i przyjęło śląską kulturę, obyczajowość, naszą godkę jako własną. Bywa, że nauczyli się śląskiej mowy jak języka obcego i czasami mówią lepiej od rdzennych Ślązaków. Niektórzy byli i pozostali wręcz zafascynowani śląskością. Jednak są rodziny, które w ogóle nie znają śląskiej mowy, zwyczajów, historii i nie chcą ich poznawać. Uczenie regionalizmu w Tychach jest wyzwaniem, a nie problemem.

 Zdęcie: Grzegorz Krzysztofik/Muzeum Miejskie w Tychach.