Od kilku lat nazwisko Dawida Wiekiery pojawia się w rankingach najlepszych polskich pływaków w różnych kategoriach wiekowych, coraz częściej wśród seniorów. Niedawno, podczas grudniowych mistrzostw Polski zawodnik MKP Wodnik 29 Tychy potwierdził swój wielki talent, kilka razy stając na podium w gronie najlepszych polskich pływaków. 19-letni tyszanin nie ma sobie równych na 200 m stylem klasycznym, bowiem po złoto na tym dystansie sięgał już jako junior i teraz, kiedy formalnie jest młodzieżowcem – także wśród seniorów
Łącznie z bydgoskich mistrzostw Polski przywiózł 7 medali: 100 m stylem klasycznym: 58,5 – rekord Śląska i tytuły wicemistrza Polski seniorów oraz mistrzostwo Polski młodzieżowców, 200 m stylem klasycznym: 2.06,7 – rekord Śląska i dwa tytuły mistrza Polski seniorów i mistrza Polski młodzieżowców, 50 m stylem klasycznym: 27,1 – brązowy medal mistrzostw Polski młodzieżowców, 200 m stylem zmiennym: 1.58,9 – brązowy medal MP seniorów i srebrny medal MP młodzieżowców.
Dawida Wiekierę i jego trenera Marka Mroza poprosiliśmy o rozmowę.
– Twój występ i wynik na MP dla nikogo chyba nie był zaskoczeniem, biorąc pod uwagę ostatnie lata i wyniki letnich MP 2021, gdzie także zdobywałeś medale seniorskie. Jak to jest startować w roli faworyta, np. na 200 m?
Dawid Wiekiera: Nigdy nie postrzegam siebie jako faworyta, po prostu przyjeżdżam na zawody i staram się popłynąć jak najlepiej. Zawody to zawsze pewna loteria, bo wiele rzeczy może się zdarzyć. Poza tym w tym roku po raz pierwszy startuję w kategorii młodzieżowców, czyli w kategorii od 19 lat. Myślę, że podczas mistrzostw Polski w Bydgoszczy bardziej ja zaskoczyłem rywali niż oni mnie. Przypuszczałem, że dobrze popłynę na 200 m, tymczasem udało mi się poprawić rekordy życiowe na każdym dystansie na jakim startowałem i do tego jeszcze poprawić rekordy Śląska. Przed zawodami czasy na treningach były obiecujące, ale nie sądziłem, że pójdzie mi tak dobrze. Takich wyników, jak na zawodach, raczej nie robi się podczas treningów. Zawody to zawsze dodatkowa mobilizacja, spora porcja adrenaliny i chęć bycia lepszym od rywali.
Marek Mróz: Wynik na 200 m stylem klasycznym nie jest dla nas niespodzianką, ale na 200 m stylem zmiennym już tak. Warto też zwrócić uwagę, że jest to pierwszy medal mistrzostw Polski Dawida, zanotowany nie w stylu klasycznym. To pewne zaskoczenie rywali, o którym mówił Dawid mogło wynikać stąd, że od letnich mistrzostw Polski seniorów tylko dwukrotne startował na 200 m, bo po prostu czekaliśmy na grudniowe MP. Było w tym też trochę kalkulacji, taktyki, bo nie chcieliśmy pokazać rywalom i trenerom, w jakiej dyspozycji jest Dawid i jaki czas może osiągnąć na 200 m klasycznym.
– Jak zatem przebiegały przygotowania do startu w Bydgoszczy?
Marek Mróz: Mistrzostwa Polski w Bydgoszczy były dla nas najważniejszą imprezą w drugim półroczu i przygotowania do nich rozpoczęliśmy sierpniowym obozem wstępnym. Praca na pełnych obrotach ruszyła od września. W przypadku Dawida, skupiliśmy się na dłuższych dystansach, głównie na 200 m i jak widać, udało się potrzymać nie tylko dobrą dyspozycję z lata, ale osiągnąć jeszcze lepszy wynik, czego dowodem jest rekord Śląska. To dobry prognostyk na przyszły sezon. W tym czasie zwiększyliśmy objętość treningową, Dawid trenował też elementy innych stylów.
– A kolejne obostrzenia, lockdowny nie powodowały perturbacji?
MM: Nie, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie. W ubiegłym roku po wprowadzeniu lockdownu nie pływaliśmy do maja, ale trenowaliśmy, jak kto mógł. Sezon został przedłużony – ważne zawody odbywały się na jesień. To była duża kumulacja i pływacy, w tym Dawid, który startował w Polsce i w Szwajcarii odczuwali już zmęczenie sezonem. W tym roku jednak nie mieliśmy przerw w zajęciach na pływalni – w sytuacji lockdownu, kiedy mogli trenować tylko pływacy i skoczkowie do wody z licencjami, obiekt w Tychach był do naszej dyspozycji. Oczywiście tak nie było na wszystkich basenach i z tego co mówili inni trenerzy, zdarzały kłopoty z dostępem do pływalni. Na szczęście w Tychach respektowano nasze licencje i zarówno władze miasta, jak i dyrekcja MOSiR stworzyli nam optymalne warunki do treningów. Efekty tego widać…
– Dawid, startujesz w ważnych zawodach, mistrzostwach Polski od wielu lat. Masz jeszcze tremę przed startem?
DW: Nie, to jest raczej pewne podekscytowanie, mobilizacja. Być może jeszcze kilka lat temu był stres, kiedy miałem rywalizować ze starszymi zawodnikami. Dlatego w czasie przygotowań miałem spotkania i rozmowy dotyczące przygotowania mentalnego, pracowałem z psychologiem. Teraz zamiast stresu pojawia się większa presja na wynik, jednak z tym dobrze sobie radzę i nie mam z tym problemów. Może dlatego, że jestem starszy i wiem, na co mnie stać. Oczywiście do końca wszystkiego nie da się przewidzieć, nie wiadomo jak popłyną rywale, czy nie przytrafi się jakiś błąd, ale na to nie ma się wpływu. Zawodnik może tylko popłynąć najlepiej jak tylko w danej chwili potrafi.
– Było tak, że każdy następny start w Bydgoszczy cię mobilizował?
DW: Tak. Najpierw popłynąłem na 100 m klasycznym i już czułem, że będą to dobre zawody, zresztą poprawiłem życiówkę, a że 200 m klasycznym trenowaliśmy znacznie więcej, miałem nadzieje na złoto. Latem na 200 m żabką także były dwa złote medale – w młodzieżowcach i seniorach, a na 100 m – złoto w młodzieżowcach i srebro w seniorach.
MM: Podczas zawodów, finał A jest zarezerwowany dla zawodników z najlepszymi czasami, bez względu na wiek. Po prostu jego zwycięzca najlepszym pływakiem w Polsce. Do finału A zazwyczaj awansuje 2-3 młodzieżowców czy juniorów. Jeśli jest trójka wszyscy z automatu mają medale w swoich kategoriach wiekowych, a w zależności od zajętego miejsca w finale A – jakiego będą one koloru. Jeśli np. w finale A płynie tylko dwóch młodzieżowców, to wiadomo, że jeden zdobędzie złoto, drugi srebro, a brąz młodzieżowców otrzyma zawodnik z najlepszym czasem w finale B.
– Ile tygodniowo trenowałeś przed startem w mistrzostwach Polski?
DW: Codziennie po dwa treningi. To już prawie… zawodowstwo.
– W październiku rozpocząłeś studia. Jak godzisz treningi i starty ze nauką?
DW: Jestem na pierwszym roku na Wydziale Inżynierii Środowiska i Energetyki Politechniki Śląskiej. Jest trudniej niż wcześniej, bo dojeżdżam na zajęcia niemal codziennie, bo na ćwiczeniach obecność jest obowiązkowa. Dzięki przychylności dziekana mam pozwolenie na indywidualny tok studiów i nieobecności związane z zawodami mam usprawiedliwione. Nic mnie jednak nie zwalnia od zaliczania poszczególnych partii materiału. Myślę jednak, że mój wybór studiów był dobry i na razie nie mam żadnych problemów.
– Na AWF-ie byłoby pewnie łatwiej pogodzić treningi na tym poziomie z nauką.
– Być może, jednak studiuję to, co mnie interesuje, bo uważam, że to przyszłościowy zawód, a do końca nie jestem przekonany, czy chciałbym swoją przyszłość wiązać ze sportem. W każdym razie ukończenie takich studiów niczego przede mną nie zamyka, a wręcz przeciwnie – otwiera. Jeśli kiedyś postanowiłbym pracować w sporcie, możliwości jest wiele. Poza tym nie chciałbym zmieniać klubu, a przy podjęciu studiów na AWF tak by się stało.
– Byłeś kadrze Polski juniorów. Teraz nie ma… trenera kadry.
DW: Wszyscy czekamy na ogłoszenie nazwiska nowego szkoleniowca, co ma nastąpić po 31 grudnia, bo oferty przyjmowane są do końca roku. Dopiero potem poznamy zasady powoływania do kadry i kryteria, którymi będzie się kierował nowy trener.
MM: Mam nadzieję, że teraz reguły powoływania do kadry będą czyste i klarowne, ma oczekiwania te wiążę z nazwiskiem Otylii Jędrzejczak, nowej prezes Polskiego Związku Pływackiego. Do tej pory różnie z tym bywało, kryteria były niejasne, nie było systemu powoływania do reprezentacji czy sztafet. Nie potrafiono dopilnować pewnych spraw, czego dowodem jest, że jako jedyny kraj źle zgłosiliśmy sztafety na Igrzyska Olimpijskie do Tokio. Sytuacja ta była delikatnie mówiąc wyjątkowo denerwująca i deprymująca dla sportowców i trenerów.
– Silne zagraniczne ośrodki pływackie, w tym głównie uczelnie amerykańskie, nadal oferują pływakom dobre warunki. Miałeś takie propozycje?
DW: Tak, nawet kilka, ale nie rozważałem ich poważnie, bo taki wyjazd to nie dla mnie. Oczywiście stwarzają one nowe szanse, jednak wyjazd na co najmniej kilka lat wiąże się z całkowitą zmianą życia, warunków, środowiska, itd. Poza tym nie zawsze pobyt i możliwość treningów w USA wiąże się z osiąganiem wysokich wyników.
– Kiedy wznawiacie treningi?
MM: W zasadzie już – po świętach. W kwietniu będą zawody z okazji 100-lecia Polskiego Związku Pływackiego, a maju – mistrzostwa Polski, a do tego trzy imprezy Pucharu Polski, gdzie Dawid będzie walczył o minima na Uniwersjadę i mistrzostwa Europy seniorów. W tym drugim przypadku powinien na 200 m st. klasycznym popłynąć o 12 setnych szybciej. Z kolej minimum na mistrzostwa świata ustalone jest na poziomie minimum, jakie obowiązywało przed Olimpiadą w Tokio. To są nasze cele. Czasu jest jeszcze trochę, ale nie można niczego zaniedbać.
Foto: Arch prywatne i Paweł Skraba/PZP



