Tychy, których już nie ma…

19
10577

To druga część cyklu, jaki ukazuje się na łamach tygodnika „Twoje Tychy”.

Kiedy w 1950 roku zapadła decyzja o budowie tzw. Nowych Tychów, miasto liczyło niespełna 13 tys. mieszkańców. Znaczą część obszaru dzisiejszych Tychów pokrywały pola uprawne, należące do kilkudziesięciu rolników i skarbu państwa, który przejął ziemie należące kiedś do księcia pszczyńskiego. Właściciele tracili ziemię i nieruchomości można powiedzieć z dnia na dzień, a odszkodowania (a nie wykupy ziemi) bywały wręcz symboliczne.

W bogatej literaturze poświęconej budowaniu tzw. Nowych Tychów, temu rozdziałowi w historii miasta, poświęca się niewiele miejsca. Kończąc pierwszą cześć cyklu poświęconą „ciemnej stronie budowy Tychów”, postawiliśmy wiele pytań, które jak do tej pory nie znalazły odpowiedzi. Idea budowy nowego miasta, dająca tysiącom ludzi perspektywę nowego, lepszego życia jest doprawdy wspaniała, problem jednak w tym, że nie można nią usprawiedliwiać krzywdy innych, którym odebrano ziemię, domy, zabudowania, dorobek pokoleń. Był to czas, kiedy wiele tyskich rodzin przeżywało prawdziwe dramaty, bo decyzjami o wywłaszczeniu bez odpowiedniej rekompensaty przekreślono całe ich dotychczasowe życie i pozostawiano właściwie z niczym. Jak napisał prof. Marek S. Szczepański „ziemia w warunkach realnego socjalizmu nie była traktowana jako cenne i rzadkie dobro ekonomiczne oraz wartość społeczno-kulturowa”. Przykład Tychów pokazuje, iż w tamtych czasach ziemia była warta tyle, ile to, co na niej postawiono, a machina propagandowa posługując się wzniosłymi ideami, usprawiedliwiała krzywdę, jaką wyrządzano.

W książce „Dzieciństwo, młodość i wielka budowa” pod red. Marii Lipok-Bierwiaczonek i Joanny Kucz-Pieczki, pojawia się jedna z nielicznych relacji dotyczących tego procesu. Na ogół we wspomnieniach tyszan i w różnych opracowaniach przewija się wątek budowy tzw. Nowych Tychów, Stefania Badura mówi o tym, co odeszło: „Pierwsze konkretne działania władz miejskich, dotyczące naszej rodziny, skupiły się na pomniejszeniu naszej nieruchomości z czterech dosłownie stron. Na pierwszy ogień poszła przydomowa działka, wtedy było to babcine pole, na którym przez lata sadziła ziemniaki, jarzyny, kapustę albo siała zboże. Babcia szybko przekazała ziemię swoim dzieciom. Moja mama za swoją część otrzymała w zamian działkę za ulicą Mikołowską, co na początku wydawało nam się straszna niesprawiedliwością. (…) Inne pole, dzierżawione, mieliśmy w Żwakowie (…) W następnej kolejności pozbawiono nas ogródka i części podwórka, bo projektanci już mieli w planach w tym miejscu chodniki i ulicę Engelsa (obecnie ul. Edukacji) (…) Nieubłaganie zbliżał się kres naszego pobytu w starym domu. Nasz dom nie mógł dłużej stać tam, gdzie wybudowali go moi dziadkowie tuż przed wojną. I tak po 30 latach rodzice musieli podjąć się trudu przeniesienia domu i rodziny w inne, spokojniejsze miejsce (…) Zburzenie domu, który służył wszystkim domownikom i nie wymaga żadnych remontów, jest działaniem, do którego trzeba się przygotować, prawie dojrzeć”.

Rolnicze Tychy dobrze pamięta Danuta Król, która w 1957 roku została dyrektorem Banku Spółdzielczego, jedynego wówczas w mieście. Bank ten działał przede wszystkim wśród rolników, stąd wielu z nich poznała osobiście.

– Był to czas, kiedy miasto się rozbudowywało, potrzeba było terenów i następowały wywłaszczenia – wspomina. – Na mocy ustaw systematycznie zaczęły znikać tyskie gospodarstwa rolne. Dziś jeszcze widzę jak przy ul. Buczka (obecnie Baczyńskiego) kwitło gospodarstwo Jana Moćki, przy ul. Sienkiewicza gospodarował Muszer, a za nim – na rogu ul. Sienkiewicza i Katowickiej – miał gospodarstwo Pilszek. Było też gospodarstwo pani Badury, przy obecnej ul. Baziowej aż do ul. Begonii gospodarował Golda, którego pola sięgały na południe – do Skałki i obecnego OBI. Przy ul. Starokościelnej nadal stoi młyn, a za nim było gospodarstwo Droba, dalej wysokotowarowe Machalicy. W Paprocanach gospodarował Bortel, Ryszard i Hubert Czypkowie, Kontny, rodziny Czardybonów i inni. W Cielmicach było gospodarstwo Niemca – znakomitego skądinąd mówcy, Targiela, Orocza, Parysza i in. W Urbanowicach gospodarowali Jan i Jozef Szczygłowie, Sojka, Bartecki, Goj, pani Górna, w Jaroszowicach – Ścierski, na Mąkołowcu m.in. Anastazja Brzoska, Kołodziej, Kulka, w Wilkowyjach – Halski, Hajnowski, Musiolik, Pilchowski, Karwot oraz panie – Goj, Marek, Barchańska. Rolników było rzecz jasna znacznie więcej, wymieniam tylko niektórych, bo te nazwiska szczególnie utkwiły mi w pamięci. Stopniowo jednak likwidowano gospodarstwa i na parcelach powstawały domy jednorodzinne i bloki, zasiedlane przyjezdnymi. Z jednej strony budowa miasta cieszyła wielu, dawała optymizm, nadzieję, ale z drugiej – zamykała w Tychach pewną epokę, odbierała wielu osobom to, z czym związani byli przez całe życie, a właściwie całe ich rodzinne pokolenia.

Hubert Chwalczyk, były pracownik Urzędu Miasta w Tychach, pamięta rozmieszczenie niektórych gospodarstw, a także działek, na których powstawały kolejne osiedla i zabudowania miejskie. Niemal wszystkie budynki mieszkalne rolników, nie mówiąc o zabudowaniach gospodarczych zostały wyburzone.

– Ulica Begonii. Tu miał swoje gospodarstwo Ludwik Golda. Bardzo dobrze prosperowało, było dobrze wyposażone w sprzęt rolniczy. Gospodarz miał 6 krów, 2 konie i hodowlę tuczników. Na jego działkach powstało część osiedla C i H. Warto dodać, iż jego synem był Karol Golda, który ukończył Uniwersytet Gregoriański w Rzymie, a mszę św. odprawił w kościele św. Marii Magdaleny w 1938 roku. Został zamordowany w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau w 1942 i jak wiadomo trwa jego proces beatyfikacyjny. Nieopodal – obecnie al. Bielska i ul. Starokościelna – gospodarował Wilhelm Golda, specjalizujący się w hodowli trzody chlewnej, pamiętam, że także miał sporo nowego sprzętu rolniczego. W dwóch stawach hodował też ryby. Na jego działkach wbudowano stadion piłkarski i część osiedla C. Ulica Biblioteczna znajduje się w miejscu, gdzie było gospodarstwo państwa Badurów. Tu wybudowano osiedle B i C, więc zabudowania stosunkowo szybko zostały wyburzone.

– Ulica Hlonda. Tutaj było gospodarstwo rodziny Kurzok. Na jego gruntach gruntach wybudowano m.in. Teatr Mały oraz część osiedla B. Z kolei Pl. Baczyńskiego powstał na gruntach rodziny Moćko. Konrad Pilszek miał gospodarstwo, gdzie obecnie jest ul. Sienkiewicza i al. Bielska. Miał hodowlę krów, tuczników i duży sad. To było jedno z większych tyskich gospodarstw – długi pas ziemi wzdłuż obecnej al. Bielskiej. Na jego działkach powstały m.in. Komenda Miejska Policji oraz budynek Zespołu Szkół nr 4. przy ul. Starokościelnej gospodarowali Teodor Drob i Paweł Drob. Mieli nowoczesne gospodarstwa, głównie hodowla tuczników. Na działkach Teodora wybudowano tereny sportowe a także część osiedla C i E. Z kolei Paweł miał przy gospodarstwie trzy stawy i jedną z największych hodowli ryb w okolicy. Jeden staw były tam, gdzie dzisiaj jest Skwer Niedźwiadków i zresztą kiedy mocniej popada, za fontanną w tym miejscu tworzy się spora kałuża. Dwa kolejne były w miejscu, gdzie jest stadion lekkoatletyczny i korty. Pamiętam, że kiedy odławiał ryby, spuszczał wodę z jednego stawu, wybierał ryby, a potem z kolejnego. A ten pierwszy napełniał się wodą spływającą z pól i deszczówką, która potem uzupełniała wodę w drugim, itd. Przy ul. Starokościelnej gospodarowali także państwo Machalicowie. Na ich ziemi wybudowano część os. F i Park Miejski. Czardybonowie mieli gospodarstwo przy ul. Paprocańskiej i dużą połać ziemi – od Paprocan w kierunku obecnej DK-1. Wybudowano na niej m.in. Szpital Wojewódzki i część os. T. Na niej znajduje Park Łabędzi, gdzie był duży staw, stacja paliw przy ul. Beskidzkiej, a Czardybonowie mieli także ziemie po drugiej stronie obecnej DK-1 – aż do lasu.

Takie były Tychy, których już nie ma – niewielkie miasteczko otoczone kilkudziesięcioma gospodarstwami wśród pól – z łanami zbóż, łąkami, pastwiskami wydeptanymi ścieżkami i ubitymi przez wozy drogami…

– Pamiętam jakby to było dziś. Szykowaliśmy się z ojcem do żniw. Lato było słoneczne, zboże pięknie dojrzało. Ale któregoś dnia na nasze pole wjechały spychacze, koparki i zaczęły wszystko rozjeżdżać. Tydzień było do żniw! Nie poczekali… Dla mnie to był po prostu rabunek. Za sporą połać ziemi moi rodzice dostali mniej niż za brzózki i jakieś samosiejki, które na nich rosły, a które po ścięciu ojciec sprzedał – wspomina jeden z rolników, o czym więcej napiszemy w trzeciej części cyklu.

Zdjęcie: Andrzej Czyżewski. Ze zbiorów Muzeum Miejskiego.

 

19 KOMENTARZE

  1. Precz z wsią na Tychach. Teraz jest miasto. Jak widzę kury i inne świnie latające po Tychach to aż mnie trzęsie. Tak nie lubię wsi. Tzn nie mam nic do wieśniaków ale niech wieś zostanie na wsi a miasto w miesscie

    • Sadząc po zachowaniu niektórych tyszan można powiedzieć, że Tychy to wprawdzie miasto, ale wiocha została.

    • Właśnie pokazałaś że jesteś świnią na co dzień … No ale czegóż spodziewać się po pospolitej mariolce

    • Tylko to była do zawsze wieś, to Polska po otrzymaniu tych ziem zaczeła je upiekszac takimi budowlami , ktore przypominaja rosyjskie miasta . Po drugie ci ktorych zwieziono do miasta sa tez ze wsi 🙂

    • To sio do Warszawy 😂😂 Choć tam Kaczki i świnie panoszą się po mieście więc też może być źle 😂😂.

    • Racja. Tym tyszanom należy się szczególny szacunek, bo miasto powstało na ich ziemi za którą dostali skromne odszkodowania, jak pisze w tekście, albo wcale. Pani Mariola albo nie zrozumiała tekstu, ale to jakaś pańcia sramcia z Koziej wólki, która się trzęsie, jak sobie przypomni wiejskie dziciństwo.

  2. Niestety, odszkodowania były żenująco niskie. Za odszkodowanie, które pradziadek otrzymał z tytułu wywłaszczenia gruntów udało się wymienić kilka okien w kamienicy, w której mieszkał 😕

  3. Szkoda mi jest tych ludzi którzy stracili ziemię . A poza tym Wilkowyje to taka trochę wieś

  4. A my w zeszłym roku przeprowadziliśmy się z centrum Katowic i w Tychach jest super w koło same pola domy jednorodzinne kurki, sarny itp jak się komuś nie podoba droga wolna tylko po drodze proszę o psychiatrę zachaczyc

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.