Do niecodziennego konfliktu doszło między mieszkańcami budynku przy al. Niepodległości 180 a członkami Fundacji Kocimiętka, którzy dokarmiają wolno żyjące koty w tamtejszych piwnicach. Ustawa jasno określa, że wolno żyjące zwierzęta znajdują się pod opieka gminy, budynek natomiast jest administrowany przez spółdzielnię „Oskard”, której los kotów leży na sercu, ale priorytetem jest dobro mieszkańców. Ci uskarżają się na okropny smród, zaś członkowie fundacji zarzucają im tępienie kotów. Od 8 miesięcy trwa pat. A koty się kocą i z 8 zrobiło się ich 20.
Sprawą zainteresowali nas członkowie fundacji. – 8 miesięcy temu zawiadomiliśmy policję o działaniach szkodliwych na rzecz wolno żyjących kotów przy ul. Niepodległości 180 – mówi Renata Szot z Fundacji Kocimiętka. – Wówczas ktoś porozbijał butelki i żarówki w piwnicy, tak aby ranić koty. Koty zastane na miejscu były bardzo wystraszone, chowały się – dodaje. Zapytaliśmy rzecznika prasowego Komedy Miejskiej Policji o efekt interwencji w tej sprawie. – Z moich ustaleń wynika, że nie odnotowano w tyskiej komendzie zawiadomienia, które dotyczyłoby opisanej sytuacji. Nadmieniam, że na al. Niepodległości we wskazanym miejscu odnotowana została jedna interwencja 11 lutego 2021 roku. Interwencję zgłosiła wolontariuszka z jednej z fundacji, prosząc o wsparcie w ustaleniu właściciela piwnicy, by go skłonić, aby nie zamykał okna, z uwagi na koty. Interwencja zakończyła się na miejscu – wyjaśniła asp. szt. Barbara Kołodziejczyk. Zapytaliśmy również Straż Miejską w Tychach czy otrzymali zgłoszenie w tej sprawie. – Dyżurny Straży Miejskiej otrzymał 07.04.2021 r., jedno zgłoszenie. Zgłaszająca interwencję pracownica Fundacji Kocimiętka nie żądała podjęcia czynności w tej sprawie, prosiła jedynie o odnotowanie jej zgłoszenia w bazie danych SM – odpowiedział kierownik ds. operacyjnych Sławomir Gurdek.
Szum informacyjny i makabryczne sceny
– Ponieważ zima była ostra, okna w piwnicach były zamknięte i koty nie mogły wejść do środka. Został wykonany telefon do spółdzielni „Oskard”. Początkowo byli tam przeciwni pomocy zwierzętom, jednak wskutek naszej nieustępliwości wyrażono zgodę na instalację tzw. flapów umożliwiających kotom wchodzenie i wychodzenie przez okienka piwniczne. Po zainstalowaniu flapów, poza jednym, reszta została zablokowana przez nieznanych sprawców – opowiada dalej wolontariuszka.
Po naszych oględzinach na miejscu, stwierdziliśmy, że żadnych flapów w oknach nie ma, zaś jedno z okien zostało wyłamane. – Tak, wyłamaliśmy to okno, żeby koty mogły wejść do piwnicy, ale ktoś z mieszkańców złośliwie zabija to miejsce dechami, co uniemożliwia kotom wejście i wyjście – przyznaje inna wolontariuszka z Fundacji Kocimiętka.
SPROSTOWANIE: Osoba, którą cytujemy, nigdy nie była wolontariuszem Fundacji Kocimiętka.
Aneta Mroczek, kierownik Działu Gospodarki Zasobami Mieszkaniowymi „Oskardu” dementuje, jakoby jakakolwiek zgoda została wydana na instalację flapów, ponieważ nigdy nie wpłynęła oficjalna prośba.
Opowiadana historia nabiera tempa. – Kilka kotów zaginęło, karmicielki słyszały jak sprzątaczka wygraża, że będzie lać koty wrzątkiem. Nasze wolontariuszki znalazły również martwe koty, ale nie zgłosiły tego na policję. Sytuacja eskalowała, m.in. miski z jedzeniem były wyrzucane, koce na rurach w opuszczonej piwnicy zanieczyszczane pieprzem, sokiem z cytryny, białym niezidentyfikowanym proszkiem, rozsypywane były pinezki i gwoździe na miejscach, gdzie siedziały koty. Były nawet nabite na deski tak, że po przykryciu kocem nie były widoczne i kaleczyły koty wskakujące na te miejsca, potem pinezki i gwoździe były nawet w jedzeniu. Ściany budynku w okolicy okienek piwnicznych były oblewane kwaskiem, ziemia obsypana tajemniczym proszkiem, dodawano pieprz do wody i do jedzenia. Wszędzie były plamy kociej krwi. Wszelkie próby pomocy kotom kończyły się groźbami w stosunku do karmicieli. Jedna z lokatorek jawnie odgrażała się, że jej wnuk zrobi z kotami porządek, a inna latem polewała koty wrzątkiem – żali się przedstawicielka Fundacji Kocimiętka.
Interwencja na miejscu
Wolontariuszki przysłały nam zdjęcia pinezek, gwoździ i bezpieczników dosypanych do kociego jedzenia. W tym momencie pojawiliśmy się na miejscu. W piwnicy panował niebywały smród, wszędzie porozsypywana była karma dla zwierząt i liczne kocie odchody. Z pewnością nie tak powinna wyglądać piwnica. W międzyczasie dwóch mieszkańców zaalarmowało policję o bezprawnym wtargnięciu do piwnicy. Wychodzimy. Jeden z nich, myśląc, że jestem członkiem fundacji, w ataku agresji rzuca pod moim adresem karalne groźby, prowokuje, szuka starcia. Gdy emocje opadają, przeprasza. Przeprosiny przyjęte i zaczyna się w miarę spokojny dialog, pierwszy od 8 miesięcy. – Proszę zrozumieć, że nikt z nas kotów nie tępi – mówi jeden z mieszkańców. – Nie zdziwiłbym się, gdyby ta cała akcja z truciem kotów była wymysłem pań z fundacji. W piwnicy jest niebywały smród, który niesie się po całej klatce schodowej, takie rzeczy nie powinny mieć miejsca. Poza tym piwnica to jest miejsce do dyspozycji mieszkańców a nie kotów czy kogoś z fundacji. My chcemy te koty wyłapać i przenieść w inne miejsce. Fundacja twierdzi, że też chce koty wyłapać, tymczasem od 8 miesięcy kotów przybyło, a nie ubyło i aktualnie jest ich około 20 – dodaje. Interweniujący policjant zauważa, że jeżeli faktycznie dochodzi do tępienia kotów, to sprawca najprawdopodobniej ogląda teraz całą sytuację z okna, nie wychyla się, woli pozostać w ukryciu. Strony wspólnie ustalają, że wyłapią i przeniosą koty w inne miejsce. Jest ustalona data i godzina. Fundacja się nie pojawia – koniec dialogu.
Co mówi prawo i czym różni się szczur od kota?
Ustawa o ochronie zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997 r. oczywiście zabrania znęcania się nad zwierzętami i działania na ich szkodę. Podaje szereg wytycznych dotyczących zwierząt udomowionych i gospodarskich. Co się tyczy zwierząt wolno żyjących (rozdział 6, jeden z najkrótszych w całej ustawy) to nakłada się na gminę obowiązek opieki i zaznacza, że dzikie zwierzęta, stanowiące zagrożenie dla życia lub zdrowia człowieka, mogą być zwalczane. Z tego tytułu prawie w każdej piwnicy porozstawiane są trutki na szczury, bo nikt szczurów w piwnicy mieć nie chce. Zabrania również wchodzenia w posiadanie zwierząt dzikich bez zezwolenia ministerstwa. Nic więcej w ustawie nie ma. – Niestety, nasze prawo jest źle skonstruowane i zwierzęta wolno żyjące traktuje bardzo lakonicznie – mów Jacek Wąsiński z Leśnego Pogotowia w Mikołowie. – Podobne problemy rozwiązuje się przez stawianie ocieplanych budek dla kotów, tak aby nie przeszkadzały mieszkańcom. Kiedy dochodzi do tępienia tych zwierząt, to jak najszybciej należy zawiadomić policję, gdyż jest to przestępstwo. Niestety, ze swojego doświadczenia wiem, że wykrywalność sprawców jest na bardzo niskim poziomie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest wyłapanie i przeniesienie zwierząt, dla ich własnego dobra, bo tępiciel może działać wręcz niezauważalnie – podsumowuje.
Koty wolno żyjące pod opieką gminy
Gmina wywiązuje się ze swojego zadania, ustalając program opieki nad zwierzętami wolno żyjącymi oraz bezdomnymi. Na podstawie programu kotom wolno żyjącym zapewniana jest darmowa sterylizacja czy kastracja w celu ograniczenia nadmiernego przyrostu ich populacji oraz dokarmianie w okresie niedoboru pożywienia. – W zaistniałej sytuacji sprawa zostanie przekazana do Komendy Miejskiej Policji w Tychach jako podejrzenie znęcania się nad zwierzętami – stwierdza Ewa Grudniok rzecznik prasowy Miasta Tychy. – Sprawy tego typu na innych osiedlach rozwiązywane są poprzez wyznaczenie karmicieli-opiekunów kotów, którzy zobowiązują się do utrzymania porządku i czystości w miejscu dokarmiania i przebywania zwierząt. Jeżeli mieszkańcy danej nieruchomości widzą, że przebywające tam zwierzęta nie są uciążliwe, miejsce ich przebywania jest czyste, przeważnie życzliwie podchodzą do takich rozwiązań. Zasady utrzymywania zwierząt i ich dokarmiania zawsze powinny być uregulowane w odpowiednich przepisach danej spółdzielni mieszkaniowej lub zarządcy nieruchomości, aby nie powodować sytuacji konfliktowych pomiędzy mieszkańcami a karmicielami kotów. Z uwagi na rozwiązanie zastosowane w ubiegłych latach, sprawy związane ze sporami właścicieli nieruchomości z karmicielami były przekazywane i rozwiązywane prze te organizacje. Sporadycznie zdarzały się sygnały dotyczące powyższych tematów, zawsze jednak udawało się załagodzić spory i wypracować rozwiązania akceptowalne przez obie strony – dodaje.
Stanowisko spółdzielni
„Wolno żyjące koty często mają swoje miejsca bytowania w częściach piwnicznych budynków – również naszych spółdzielczych. Takich miejsc jest wiele w zasobach „Oskardu”. Spółdzielnia nie zajmuje się jednak bezpośrednio kotami – uważając, że jest to rola miasta oraz innych ewentualnych instytucji, stowarzyszeń i organizacji. Niemniej spółdzielnia nie ingeruje w miejsca bytowania kotów w swoich zasobach – pod warunkiem, że jest to akceptowalne ze strony mieszkańców budynku, a osoby czy organizacje, zajmujące się tymi kotami, podejmują wystarczające działania w zakresie karmienia, sprzątania oraz w kwestiach zdrowotnych zwierząt.
Ponadto należy podkreślić, że zimą, przy otwartych okienkach piwnicznych, dochodzi dodatkowo problem zamarzania instalacji wodnej oraz centralnego ogrzewania, a awarie i niedogodności związane z brakiem wody czy też ogrzewania na budynku są kosztowne i czasochłonne przy ich usuwaniu. Temat zwierząt wolno żyjących nie jest przedmiotem wewnętrznych uregulowań spółdzielni – obowiązują w tym zakresie ogólnokrajowe przepisy ustaw oraz ewentualne przepisy prawa miejscowego. W przypadku problemu, który uwidocznił się w budynku przy al. Niepodległości 180-182, spółdzielnia potwierdza, że bytowanie kotów powoduje bardzo duże uciążliwości i popiera stanowisko mieszkańców tego budynku. Dlatego też wspólnie z przedstawicielami stowarzyszenia, które opiekuje się kotami, ustalono, że koty zostaną wyłapane, poddane zabiegowi sterylizacji i przeniesione w inne miejsce przygotowane dla tych kotów. Jak widać z powyższego, spółdzielnia od wielu lat podejmuje działania proekologiczne, uwzględniając jednocześnie potrzeby mieszkańców” – czytamy w stanowisku spółdzielni „Oskard”.
Sprawa wciąż nie jest rozwiązana. Pomimo deklaracji chęci wyłapania kotów, Fundacja Kocimiętka cały czas stara się o pozyskanie pomieszczenia od spółdzielni „Oskard”, w którym koty mogły by bytować.







Rozumiem, że koty mogą przeszkadzać, ale żeby je tępić? Trzeba mieć naprawdę mały móżdżek żeby wyżywać się na kotach. Gdy są koty w piwnicy to przynajmniej nie ma szczurów. Proponuję zacząć tępić tych, którzy tępią koty.
Nie mówię, popieram znęcanie się nad kotami, ale byłem służbowo w tym bloku i naprawdę, to do jakiego stopnia została doprowadzona cała piwnica jest porażka. Jeśli fundacja tak walczy o te koty by zostały na miejscu, powinna odpowiadać za ich sterylizację, dokarmianie a także regularne sprzątnie całej piwnicy.
A odnośnie szczurów, kot dorosłego szczura nie ruszy za bardzo, a dokarmianie kotów je rozleniwia
Fundacje to nie służby publiczne jak schronisko opłacane przez miasto ale wolontariusze, którzy poświęcają własny czas, aby pomóc. To lokatorzy widząc koty rozmnażające się powinni to zgłaszać. Namnożyło się kotów i fundacja winna, że one są?! Ruszcie tylki i sami zostancie wolontariuszami. Wiecie jak wygląda zaangażowanie Tyszan w rozwiązanie problemu? Właśnie tak. Nierobienie nic i oczernianie tych, którzy chcą coś zrobić. Gdzie był Oskard i mieszkańcy gdy problem narastal? Piwniczki lokatorskie zamknięte, rury i dziury, weźcie wyłapcie sami koty. Życzę powodzenia! A paliwo na jeżdżenie to co, prezydent miasta zafunduje? Te koty chroni ustawa. Można postawić budki, ale mieszkańcy miasta je zniszczą w kilka dni. Nie dokarmiać? A czy w mieście mamy na tyle myszy aby się cały rok mogły wyżywić? Koty żyły przy człowieku, gdy na wsi pole uprawiał. Kot jest zwierzęciem prawnie uznanym za udomowione. Te koty wyłapywane często są w bardzo złym stanie. Chorują, m.in. na skutek walk między sobą przez brak sterylizacji. Gmina rzuca ochłapy, na całe miasto na dokarmianie w najbliższym sezonie zimowym mają budżet 1500 zł. Śmiech na sali. I tak jeszcze odnośnie szczęśliwych kotów wolnożyjących:
Tyszanie tyle czasu nie raagowali, aż z kociego kataru doszło do owrzodzenia oka i w konsekwencji do amputacji, na którą wiozłam kotka w nocy do Zabrza, paliwo za prywatne pieniądze, mając w domu 6 kotów dorosłych i 3 kocięta chore na koci katar, z czego jedno kociątko na butelce. Gdyby nas było w Tychach więcej chętnych do pomocy…. ale na palcach nas można policzyć. A jak ilość kotów pod opieką przerasta możliwości to fundacje się krytykuje. A fundacje robią co mogą aby pomóc gminnym zwierzętom. Miasto Tychy nie finansuje ich leczenia. Na stronie stowarzyszenia Kocimiętka są organizowane bazarki, można wesprzeć pracę dziewczyn, które same zakupują z własnych funduszy rzeczy do rękodzieła, same je produkują i próbują tym sposobem pomóc kotom. To nie tylko łapanie kotów, to leczenie, wyżywienie, zakup klatkołapek itd. A Tyszanie tylko zgłaszają koty do odłowienia, ale prawie nikt nie chce być domem tymczasowym choćby na chwilę. A bez Tyszan stowarzyszenia i fundacje nie mogą pomagać.
A pan jako służba gdzie ma znajomość ustawy o ochronie zwierząt, bo chyba nie w głowie. Koty są gminne i do gminy należy zaopiekowanie się nimi. Jak mamy taką służbę jak pan to nie ma się co dziwić, że Polska jest takim krajem.
Gdzie więc Tyszanie jesteście?
Zamiast oczerniać ludzi, którzy coś robią, sami zacznijcie coś robić. Bo chcąc zmieniać świat zaczyna się ten świat zmieniać od siebie
Nic nie tłumaczy znęcania się nad zwierzętami. Jakoś masę ludzi ma w domu zwierzęta i dziwnym trafem nie przeszkadza im smród sprzątanie karmienie, a w przypadku psów wychodzenie na spacery. Oś sprzątania piwnicy jest sprzątaczka. Za to jej płacą. Ma sprzątać piwnicę, a nie dyskutować i narzekać, a jak jej się nie podoba niech się zwolni. Tak więc proponuję swoje frustracje wylewać na leniwej sprzątaczce , a nie na niewinnych kotach.
A za wyłamanie okna i dewastację odpowiada Kocimiętka i tyle w temacie
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.