Na tropach historii – rozmowa z Arkadiuszem Domińcem

0
1547
Arkadiusz Dominiec (z lewej) i Ireneusz Guzy ze Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej 73 Pułk Piechoty.

Arkadiusz Dominiec, właściciel Muzeum Śląskiego Września 1939 r. w Tychach, postanowił wyjaśnić kilka zagadek związanych z zestrzelonym 19 stycznia 1945 r. w bieruńskim lesie Gołys amerykańskim bombowcem B-25 Mitchell. Samoloty te były na wyposażeniu Armii Radzieckiej.

Zginęła wówczas czteroosobowa załoga, uratował się jedynie dowódca, który wyskoczył na spadochronie, ale tuż po wylądowaniu został zatrzymany przez patrol niemiecki. O tym wydarzeniu wiedziano od lat, opowiadali o nim naoczni świadkowie, a mieszkańcy Bierunia wcześniej znajdowali porozrzucane w lesie fragmenty samolotu.

 

Twoje Tychy: – Wasza działalność w lesie Gołys trafiła na czołówki serwisów informacyjnych.
Arkadiusz Dominiec: – To oczywiście cieszy, jednak podchodzimy do sprawy spokojnie, tym bardziej, że jeszcze nie zakończyliśmy prac w terenie. Zostały one jedynie przerwane na czas ekshumacji szczątków pilotów.

– To jedna z tajemnic, którą rozwiązaliście?
– Tak, choć jeszcze nie do końca. Natrafiliśmy na szczątki dwóch lotników i przerwaliśmy prace. To odkrycie było dla nas zaskakujące, bo w materiałach i dokumentach, do których dotarliśmy, była mowa, że szczątki pilotów ekshumowano w 1952 roku i przewieziono na cmentarz w Pszczynie. A tak nie było. Dlatego myślę, że kolejnym krokiem będzie weryfikacja dokumentów dotyczących ekshumacji z 1952 roku i nie jest wykluczone, że prokuratura zleci ekshumację żołnierzy na cmentarzu w Pszczynie, bo nie wiadomo, kto tam był pochowany. By uczcić pamięć poległych, zapaliliśmy znicze, a na miejsce wezwaliśmy policję. Przybył także prokurator i patrol saperski, który wywiózł odnalezioną amunicję. Potem przystąpiono do ekshumacji. Prowadził ją archeolog Olaf Popkiewicz, powołany przez prokuratora na biegłego. Ujawnione zostały kolejne dwa szkielety, a po wstępnych oględzinach przez Sebastiana Witkowskiego, biegłego do spraw umundurowania wiadomo, wynikło, że chodzi o radzieckich lotników.

– Kto panu pomaga w pracach w bieruńskim lesie?
– W naszej grupie są moi współpracownicy, członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej 73 Pułk Piechoty i Stowarzyszenia „Husaria” z Mysłowic. Zaprosiłem także do poszukiwań Olafa Popkiewicza i Sebastiana Witkowskiego z programu „Poszukiwacze historii” w Polsat Play.

– Kiedy pan podjął decyzję o odkopaniu wraku samolotu? Od czego zaczęliście?
– Szczegóły katastrofy z 1945 roku poznałem jakieś dwa lata temu i w zasadzie od tej pory wraz z moimi kolegami zaczęliśmy działać, by wydobyć wrak samolotu. Po uzyskaniu wszystkich koniecznych zgód m.in. Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków i przeanalizowaniu dokumentacji, rozpoczęliśmy poszukiwania. Na miejscu musieliśmy się jednak najpierw uporać ze śmieciami, których zebraliśmy całą stertę. Potem przystąpiliśmy do prac ziemnych, odkrywając stopniowo lej o średnicy 10-12 metrów. Dokładnie widać zarys uderzenia. Cały czas natrafialiśmy na elementy samolotu, ale myślę, że większość z nich znajduje się kilka metrów pod ziemią. W końcu natrafiliśmy na szczątki dwóch lotników i przerwaliśmy prace.

– Czy na postawie dokumentów przez was zgromadzonych i pracy na miejscu, można powiedzieć, co się stało wówczas nad Bieruniem?
– Wszystko wskazuje na to, że bombowiec B-25 Mitchell został zestrzelony, ale nie jak wcześniej sądzono przez baterię przeciwlotniczą znajdująca się koło Oświęcimia, ale przez myśliwiec nocny Ju-88. Podleciał on pod bombowiec i otworzył ogień pionowo w górę, bo taki był jeden ze sposobów niszczenia samolotów. Niemcy wiedzieli, że klucz samolotów wraca z Ostrawy i wysłali myśliwce. Jak ustalili koledzy z „Poszukiwaczy historii”, zestrzelenie zostało potwierdzone rozkazem pilota niemieckiego ze szwadronu myśliwców nocnych, z dnia 19 stycznia 1945 roku z godz. 20. Miejsce, data i czas się zgadzają.

– Kiedy wznowicie prace w Bieruniu?
– Prace związane z ekshumacją już się zakończyły. Nie znamy jeszcze dokładnego terminu, mamy jednak nadzieję na szybkie dokończenie pracy. Dodam, że prace w Bieruniu prowadzimy jako Muzeum Września 1939 w Tychach i po wydobyciu oraz zabezpieczeniu, wrak samolotu trafi do naszej placówki, podobnie zresztą jak wszystkie przedmioty, które zostaną znalezione na terenie wykopaliska.

– Czy takich miejsc w naszym regionie jest więcej?
– Dużo więcej. Mamy już kolejne plany i myślę, że odnalezienie następnego samolotu będzie nie mniejszą sensacją. Ale na ten temat nic więcej nie powiem…