Gol Szczechury w trzeciej dogrywce i tyszanie zaczynają finał od wygranej!

0
309

W pierwszym meczu finału PHL, GKS Tychy pokonał Comarch Cracovię 2:1. Rozstrzygnięcie padło dopiero w trzeciej dogrywce, a zwycięskiego gola zdobył Alex Szczechura w 118. minucie meczu.

Finał zaczął się zatem, jak u Hitchcocka – od remisowych 60 minut, trzech dogrywek, rzutu karnego w 6. części meczu i świetnego uderzenia Szczechury. Teraz napięcie będzie stopniowo rosnąć…

Widzowie jeszcze nie zdążyli zająć miejsc, kiedy Cracovia objęła prowadzenie. GKS wygrał wprawdzie wznowienie, jednak w tych pierwszych sekundach gospodarzom po prostu  zabrakło koncentracji. Błąd jednego z zawodników spowodował, że krążek przejęli goście i wjechali pod bramkę Murray’a. W 16 sekundzie meczu Kapica umiejętnie zachował się w zamieszaniu, przymierzył i zaskoczył tyskiego bramkarza…

Hokeiści GKS rzucili się do ataku, ale próby Bizackiego i Kolarza nie przyniosły efektu. W 5 min. natomiast groźnie z niebieskiej uderzał Kalinowski – Murray pewnie interweniował. Nadal gorąco było pod bramką GKS, bo groźnie strzelali Bepierszcz, Vachovec, potem Tvrdoń, a z niebieskiej – Jachym… Tyszanie kontrowali, jednak ich akcje były zbyt czytelne, za mało mieli sytuacji podbramkowych i za mało uderzali na bramkę (strzały: 11-5 dla Cracovii w I tercji), by ich wysiłki mogły przynieść powodzenie.

Początek drugiej tercji także należał do Cracovii, która przez kilka minut nie opuszczała połowy GKS. W 6 min., po kontrze GKS, groźnie strzelał Klimenko, ale Kopriva obronił. Także uderzenia Komorskiego nie zmieniły wyniku.  W 9 min. w znakomitej sytuacji ponownie znalazł Klimenko jednak i tym razem górą był krakowski bramkarz. Ale kiedy GKS w 31 min. GKS grał w przewadze, Koprivie nie dał szans Komorski, który po świetnym podaniu Szczechury, wyrównał stan meczu. Chwile potem błąd krakowskich defensorów próbował wykorzystać Cichy, który znalazł się w sytuacji sam na sam. Gole mogły paść po uderzeniach Sykory, Pociechy i Rzeszutki, tym bardziej, że od połowy tercji oba zespoły wyraźnie przyspieszyły i raz po raz bramkarze musieli popisywać się interwencjami.

Ostatnia tercja zaczęła się od groźnej sytuacji pod bramką Murray’a. Tyski bramkarz źle wybił krążek zza bramki, trafił nim w jednego z zawodników gości i guma znalazła się przez pustą bramką tyszan. Na szczęście nie było tam zawodników rywali. Chwilę potem Kopriva złapał krążek po strzale Pociechy. Oglądaliśmy też  uderzenie z dystansu Galanta i dynamiczny rajd Rzeszutki, zakończonym silnym strzałem i pewną obroną bramkarza. Tyszanie w dobrym stylu przetrwali okres gry w osłabieniu, kiedy to na ławkę kar zjechał Bryk i jeszcze w ostatnich sekundach szczęścia próbowali Jafimienko, a potem Ciura, jednak wynik nie zmienił się i sędziowie zarządzili dogrywkę.

Zaczęło się od dwóch petard Jafimienki i sytuacji Koguta, z kolei refleks Murray’a sprawdził Trvdoń. Sykora, który w sezonie zasadniczym nastrzelał Cracovii najwięcej goli – 5, też polował na błąd Koprivy. Znakomitą sytuację miał w 69 min. Witecki, jednak i tym razem bramkarz nie dał się zaskoczyć, podobnie jak przy akcji Klimenki i Cichego. Tyszanie mieli także szanse na kilkanaście sekund przed końcem meczu, ale w zamieszaniu nikt nie oddał strzału.

Dogrywka nr 2. Na trybunach zastanawiano się, ile trwać będzie dzisiejsza przygoda z hokejem… Obie zespoły grały bardzo uważnie, żeby nie popełnić błędu lub faulu. Było jednak dużo strzałów, groźnych sytuacji, ale bramkarze imponowali znakomitą grą. Dlatego tablica była jak zaczarowana – 1:1.

Dogrywka nr 3. Niedobrze, że finałowa seria zaczęła się od takiego maratonu, bo w pewnym momencie tyszanie mogą odczuć zmęczenie wyczerpującym serialem z Podhalem i kolejnymi meczami z dogrywkami, podczas gdy hokeiści Cracovii mieli znacznie więcej czasu na odpoczynek i odnowę. W połowie trzeciej dogrywki przewagę uzyskali goście, bramkę Murray’a kolejno ostrzeliwali Trvdon, Bepierszcz i Kapica.

W min. 112 min. silnie uderzył Bepierszcz i goście byli przekonani, że padł gol. Jednak ich radość została niemal natychmiast przerwana, bo pojawiły się wątpliwości, które dopiero rozwiał film na wideo. Gol nie został uznany, ale sędziowie podyktowali rzut karny dla Cracovii. Murray znakomicie poradził sobie ze strzałem Drzewieckiego! Nadal zatem 1:1. Od 113  min. rywale grali w przewadze (ukarany Michnow), ale nie wykorzystali szansy. Chwilę potem Kopriva przeżył prawdziwe oblężenie, ale i tym razem krążek nie znalazł drogi do siatki. Dopiero po 117 minutach i 58 sekundach Cichy wypatrzył Klimenkę, który gnał na bramkę prawą stroną. Ten z kolei podał do wjeżdżającego pod bramkę Szczechury. Alex nie zwykł marnować takich prezentów i umieścił krążek w siatce obok interweniującego Koprivy.

GKS Tychy – Comarch Cracovia 2:1 (0:1, 1:0, 0:0, d.0:0, d.0:0, d.1:0).

0:1 Jaakko Turtiainen –  Damian Kapica (1 min.).

1:1 Filip Komorski – Alex Szczechura – Bartłomiej Pociecha (31 min. 5×4).

2:1 Alex Szczechura – Gleb Klimenko – Michael Cichy (118 min.).

GKS Tychy: Murray (Lewartowski) – Ciura, Pociecha; Szczechura, Cichy, Witecki – Bryk, Górny; Gościński, Rzeszutko, Jeziorski – Bizacki, Kolarz; Jafimienko, Kolarz, Klimenko – Galant, Kotlorz; Michnow, Kogut, Sykora.

Cracovia: Kopriva (Kowalówka) – Charnaok, Kruczek; Kapica, Kalinowski, Turtiainen – Jezek, Jachym, Trvdoń, Domogała, Svec – Novoryta, Rompkowski; Bepierszcz, Vachovec, Csamango – Drzewiecki, Bycharski; Bryniczka, Zygmunt, Kamiński.

 

Foto: Beata Kucz