Grabowski w Mediatece – kiepska sprawa

0
417

Andrzej Grabowski, najbardziej znany szerszej publiczności z roli Ferdynanda Kiepskiego w serialu „Świat według Kiepskich” na zaproszenie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tychach odwiedził Mediatekę, w ramach cyklu spotkań „Tuty Kultury”

Początek spotkania rozpoczęło pytanie o dyscyplinę najważniejszą dla zaproszonego gościa. – Powinienem odpowiedzieć, że teatr. Ale raczej jest to tak, że najważniejsze jest to co aktualnie robię, a w tej chwili jestem na bardzo ważnym spotkaniu z państwem. Następnie będzie dla mnie ważnym nagrać odcinek „Tańca z gwiazdami”, w którym wystąpię w roli jurora, a wkrótce przygotowywać się będę do roli w „Spowiedzi chuligana”. Trudno mi odpowiedzieć na pytanie co jest dla mnie najważniejsze. Kiedy jestem na estradzie, to wtedy czuje że jest ona moim żywiołem, tak samo na deskach teatru czy przed kamerami filmowymi – tłumaczył Grabowski.

Kojarzony głównie z roli jełopa Ferdynanda Kiepskiego, kilka razy od niej mocno się zdystansował, choć wielokrotnie wspominał, że absolutnie nie żałuje przyjęcia propozycji. – Spotykałem się z kąśliwymi uwagami znajomych po fachu. Ale to jest przecież zawód jak każdy inny. Ta rola dała mi wymierne korzyści i nie widziałem wtedy powodów, których swoją droga teraz też nie widzę, do odrzucenia jej. Oczywiście, że byłem świadom nieprzyjemnych następstw tej decyzji. Często zdarza mi się, że podchodzi do mnie nieznajomy i już z kliku metrów krzyczy „kurde Ferdek cycu ty, cho no tu zrobię sobie z tobą zdjęcie, a ty mi dasz autografa”. Raz nawet, kiedy stałem w kolejce, podsłuchałem rozmowę, w której dwóch mistrzów savoir vivre uznało, że jeden z nich do mnie podejdzie i zrobi sobie zdjęcie. Bez żadnej konsultacji ze mną, bez pytania o moją zgodę. Kiedy jeden z nich zaczął przy mnie pozować powiedziałem, że być może ja nie mam ochoty na jakiekolwiek zdjęcie, na co usłyszałem, że to nie ze mną jest zdjęcie – zdębiałem. Oczywiście sława ma swoje dobre strony. Proszę sobie wyobrazić, że któregoś razu podeszła do mnie staruszka chwaląc się, że wraca od lekarza ze świetnymi wynikami. Również zdębiałem ale jakże inaczej – opowiadał gość.

Do konsekwencji podjęcia się roli Ferdka, aktor wracał dość często. Z troszkę innej perspektywy temat ujął opowiadając o wydarzaniach mających miejsce w czasie szczytu oglądalności „Kiepskich”, kiedy to liczba widzów przekroczyła 8 mln. – Podszedł wówczas do mnie nikomu nie znany człowiek i zaproponował role Gebelsa w Pitbullu. Byłem wtedy zaskoczony, że ktoś może wpaść na pomysł, aby obsadzić mnie w takiej roli. Myślałem, że już do końca życia będę Ferdkiem Kiepskim. Niestety pojawiły się schody, gdyż producenci uznali, że mam gębę jełopa i obsadzenie mnie jest niemożliwe. Chciano dać tę rolę pewnemu aktorowi, który zawsze takie role grywa. Na szczęście dla mnie rozpoczęcie produkcji się opóźniło o dwa lata, po których Patryk Vega jeszcze raz wrócił do propozycji obsadzenia mnie w tej roli. Ogoliłem się na łyso, zgoliłem wąsa, żeby widz nie rozpoznawał już we mnie Ferdka. Pamiętam jak spojrzałem w lustro i sam siebie nie poznałem – to mi bardzo pomogło. A muszę przyznać, że po sukcesie „Kiepskich” całe środowisko się odwróciło, nie tylko ode mnie, ale od wszystkich twórców i nie otrzymywaliśmy innych propozycji. Występ w Pitbullu był swoistym przełamaniem.

Andrzej Grabowski podczas spotkania zaprezentował się jako świetny gawędziarz i osoba obdarowana błyskotliwym poczuciem humoru. Całe, prawie dwu godzinne spotkanie poprzeplatane było żartami i anegdotami, które Grabowski serwował ze spora ilością pieprzu. Jednak jako umiejętny kucharz nie pieprzył za mocno. Jedna z bardziej dowcipnych historii dotyczyła, nie mogło być inaczej – „Kiepskich”. – Doskonale pamiętam jak zagrałem pierwsze odcinki „Kiepskich” i spotkałem kolegę po fachu. Ale takiego prawdziwego aktora, nie to co ja. Nazwiska państwu mojego kolegi nie przybliżę, z tej o to przyczyny, że nic państwu ono nie powie. Już z dala przywitał mnie wyniosłym powitaniem „Widziałem, kolego widziałem! W jakim g***ie grasz”. Pokiwałem głową, bo cóż mogłem zrobić. Prawdziwy aktor jednak ciągnął dalej: „Wiesz co, Andrzeju? Ja bym odmówił”. Tutaj byłem złośliwy (bo on tez był), pytając czy zaproponował mu ktoś? Nieustępliwy był mój rozmówca, gdyż zagaił o wóz jakim teraz jeżdżę. I tutaj sobie troszkę pofolgowałem mówiąc, że nowym Audi Q7. Fantastyczny wóz, pojemność 4,2 l, przyspiesza do setki w 6 sek, w pełnym automacie. Naprawdę fantastyczne auto, tylko sakramencko drogie i wyobraź sobie (mówię, mu), że ja musiałem 4 tygodnie harować na to auto.